Nigdy więcej!

Nie lubię używać wersalików. Nie lubię krzyczeć. Ale czasami tak się zbiera, czasami gromadzi się we mnie tyle złości, że muszę. No i krzyknę sobie. WRZASNĘ nawet!
Pytanie podstawowe brzmi:

Po jaką ciężką cholerę bierzecie udział akcji organizowanej, skoro nie obchodzą Was jej zasady?

Book Tour – zabawa organizowana głównie przez blogerów, która ma na celu totalnie liche promowanie bloga, całkiem fajną promocję książki i zabawę pomiędzy jego uczestnikami. Nie robimy tego dla siebie, nie dla własnej przyjemności zawracamy sobie głowę listami adresów, terminami itd. Da się bez tego żyć – zapewniam.
Book Toury mają na celu nawiązanie jakiejś więzi pomiędzy społecznością blogową. Uwielbiam czytać odręczne komentarze osób, które znam z blogosfery. Branie do ręki książki, którą trzymaliście wy wszyscy napawa niezłymi emocjami. No, ale nie wszyscy w ten sposób się do tego odnoszą.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której w końcu wraca do mnie „Zaraz wracam”. Prawdziwy cud, bo jeśli licząc terminy według regulaminu powinna wrócić pół roku wcześniej.
BT był tematyczny. Trzeba było zostawić dedykację dla autorki, kto chętny umieszczał upominek w postaci zakładki itp. Pomijając, że większość z Was zignorowała termin, to jeszcze jedynie cztery osoby zostawiły dedykację. Ręce opadają, bo to znaczy, że nawet nie zerknęliście na wielki nagłówek ponad regulaminem, nie wspominając już o samym regulaminie.
Po co braliście udział??
Nie jestem w stanie zrozumieć.

Organizowałam na razie tylko dwie takie zabawy i naprawdę dziwię się koleżankom, które robią to cały czas, bo z tego co słyszałam problemy, jakie poruszę zdarzają się nagminnie. A oto naprawdę tylko kilka z nich.

1. Termin.
Skoro mnie przeczytanie jakiejś książki zajęło 2 dni wydaje mi się, że 10 to termin odpowiednio długi.
Jeśli ktoś odezwał się po 14 dniach nawet nie zwracałam uwagi.
Jeśli ktoś napisał, że potrzebuje więcej czasu – życzyłam miłej lektury i dziękowałam za poinformowanie.
Ale 80% z Was totalnie zignorowała i mnie i regulamin, którym określiłam zasady. Odebraliście książkę z rąk listonosza, po czym rzuciliście ją sobie gdzieś w kąt. A kiedy ja pisałam czy łaskawie przekażecie ją dalej (zwykle robiłam to dopiero po miesiącu milczenia) dostawałam odpowiedź, że właśnie mieliście pytać o adres do następnej osoby. Akurat w tej samej chwili, kiedy ja się upomniałam. Naprawdę macie mnie za tak naiwną blondynkę?
Nie wspomnę już o pannie, która zabrała sobie książkę na prawie trzy miesiące i dopiero papierowy list nakłonił ją do jej zwrócenia.

2. Regulamin.
Myślicie, że po co ja go piszę? Żeby artykuł wyglądał poważniej?
Otóż nie.
Piszę go po to, żebyście go przeczytali i się zastosowali dla ogólnego porządku. Potwierdzacie akceptację zgłaszając chęć do wzięcia udziału w BT. I jeśli jest napisane, żeby umieścić gdzieś w sieci krótką opinię o książce (gdziekolwiek!!), to tego też nie pisałam dla dekoracji. A tak się składa, że z osób nie prowadzących bloga jedna jedyna uczestniczka umieściła opinię pod moją recenzją. Reszta wypięła na punkcik swoje cztery litery.

3. Bo zmieniłam zdanie.

A bo ja zapomniałam, że się zgłosiłam i mam już swój egzemplarz – powiedziała, kiedy dostała książkę.
Zdarzyło mi się już trzy razy. Co robisz, droga Uczestniczko w takim przypadku? Wypełniasz regulamin i odsyłasz książkę dalej.

A ja teraz nie mam czasu czytać, bo dostałam cztery książki z czterech BT… – powiedziała, kiedy po miesiącu milczenia upominam się o reakcję.
Co robisz, droga Uczestniczko w takiej sytuacji? Odsyłasz książkę dalej, tak, na własny koszt! Jeśli nie kontrolujesz swoich zgłoszeń – nie moja wina.

– Ale ja dopiero dzisiaj dostałam książkę!
 – powiedziała po 2 tygodniach od wysłania przez poprzedniczkę.
Ty tak na serio? Wiesz, że po to wysyłamy przesyłkę rejestrowaną, żeby można było to sprawdzić? Smród kłamstewka rozchodzi się po sieci.

Wydaje się Wam, że przesadzam, a te punkty, to nawet całkiem zabawne są? To wyobraźcie sobie, że problem robi 8 na 10 uczestniczek. Book Tour powinien prowadzić się sam, a tymczasem muszę cały czas kontrolować kto tym razem nie chce oddać książki i dlaczego tkwimy w martwym punkcie. Więc nie dziwcie się dlaczego tak bardzo pieję z zachwytu, kiedy w końcu trafi się rodzynek, który postąpi jak należy.

Szczytem bezczelności okazała się postawa autorki znanego bloga. Przez kilka miesięcy kazała się przesuwać w kolejce, bo teraz nie ma czasu. Kiedy w końcu książka do niej dotarła napisała mi, że nie będzie jej czytała, bo ma swój egzemplarz. Podziękowałam w takim razie za zlekceważenie mnie i kazałam wysłać książkę dalej. Teraz okazuje się, że jednak fejm zwyciężył, bo pomimo, że zachowała się naprawdę paskudnie, to wpisała swoje nazwisko i adres strony na listę uczestników umieszczoną w książce. Po co? Oczywiście, żeby autorka to zauważyła.
Jak widać parcie na szkło pojawia się nawet w naszym blogowym światku.

Nie zamierzam już organizować Book Tourów, bo nie widzę z nich żadnych korzyści. Ani dla mnie, ani dla wydawcy, czy autora. Nie mam z niego również żadnej przyjemności, a chyba to było głównym bodźcem napędowym.
Kiedy sama uczestniczyłam w takich zabawach czasami również nie dawałam rady wyrobić się z terminem. Pisałam wtedy do organizatora jak wygląda sytuacja i jeszcze nigdy nie spotkałam się z pretensjami. U mnie też nikt uczciwy ich nie doświadczy. Bo tu nie chodzi o nic innego jak taki minimalny wzajemny szacunek.
Morał z tego taki, że jeśli poczułaś się urażona, piszę właśnie do Ciebie. A jeśli potraktowałaś mnie uczciwie – artykuł Cię nie dotyczy.

Pozdrawiam
Monika