Dzień nie taki zwyczajny :D

Jak się macie po majówce? Miałam na nią wiele planów między innymi wystawić moje białe ciało na słońce i się odrobinę dotlenić poza miastem, ale jakby to ująć… nic z tego…!!! Ale nie mogę narzekać, bo chociaż odpoczęłam (aż za bardzo!!). Dzisiejszy dzień będzie obfitował aż w dwa posty, ponieważ w związku z dzisiejszą datą 4-tym maja, czyli moimi imieninami mogę być jutro nieco nieobecna 😀 (czyt. nieprzytomna)

Opowiem Wam co ostatnio robiłam 😉
Ostatnio prócz tego, że przeżywałam ciągle i ciągle tego nieszczęsnego „Jeźdźca”, którego swoją drogą pożyczyłam koleżance i się czuje jakbym oddała komuś obcemu swoje własne dziecko (którego nie mam ;>)  poszerzałam swoje kulinarne umiejętności! Otóż moje drogie upiekłam pierwszy w swoim życiu taki prawdziwy i naturalny….. chleb 😀 Wyszedł przepyszny!!! To tyle jeśli chodzi o kulinaria…

Obejrzałam również (jako wręcz nienormalna fanka tego gatunku) musical, który mi już zalegał na sumieniu od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że w recenzowaniu go nie urażę żadnych uczuć religijnych, bo będzie to ocena całokształtu filmu, a nie jego fabuły.

„Jesus Christ Superstar”

To musical nakręcony według pierwowzoru brytyjskiej rock opery autorstwa mojego ukochanego arcymistrza Andrew Loyd Webbera z lat 70-tych ubiegłego stuleci. Opowiada on o ostatnim tygodniu z życia Jezusa i jest… rockowy! Zwykle jest tak, że jestem podjarana jakimś filmem, a z czasem jak emocje już opadną zaczynam dostrzegać jego mankamenty. Tym razem jest odwrotnie! Im dłużej się nad nim zastanawiam, tym lepszy mi się wydaje!
Zachęcam każdego fana rocka i każdego fana dobrej muzyki do obejrzenia! Teraz przepraszam wszystkich katolików i pewnie pójdę za to do piekła… ale pierwszym pytaniem jakie mi się nasunęło było: Jak Jezus może być taki zaje…sty?!!! No istny czad! Sam wygląd był świetny. Jak wycięty z obrazu! Oczy hipnotajzing! Ale ten wokal… Jeeeej! Jak się wydarł prawie spadłam z fotela. Zresztą same zobaczcie tak mniej więcej od 2:50 jest ten najlepszy moment! Mój nowy idol! W każdym razie niezwykle nieszablonowe ujęcie tej znanej wszystkim historii, byłam cała happy i cieszę się niezmiernie, że go w końcu zobaczyłam.

Druga ważna rzecz o której chcę opowiedzieć, a właściwie osoba to Malwina Kusior. Pewnie nie macie pojęcia kto to i nie mam o to pretensji, bo właśnie dlatego o niej piszę. No nie tylko dlatego… KTOŚ mi ciągle narzeka i burczy nad uchem „No o „Deszczowej piosence” napisałaś, o „Jeźdźcu” napisałaś, a o Malwinie nie napiszesz?!!” (tak, to o Tobie kochanie…) Więc piszę.
Malwina Kusior jest naszą polską wokalistką i mam nadzieję wschodzącą gwiazdą o wspaniałym talencie. Nie podstawiana wszystkim pod nosy, ponieważ nie pobiegła się promować do TVN-u, ani nie znalazła bogatego sponsora, tylko o własnych siłach powstaje i wzrasta. Niedawno wydała swój debiutancki krążek „Przeznaczenie”, który możecie przesłuchać/pobrać pod tym linkiem. Moje ulubione to ‚Kilka słów” i „On” 😉 Miałam przyjemność poznać Malwinę osobiście jak również być na jej koncercie i na jej przedstawieniach, ponieważ na co dzień występuje na deskach TM ROMA. To bardzo równa dziewczyna, niezwykle otwarta i wdzięczna za swój talent. Posiada wspaniałą charyzmę i podobnie jak ja się cieszę, że mnie czytacie ona się cieszy , że się jej słucha.

No i jak tak już o niej piszę to zdradzę, że jeden z jej utworów wystąpi w Windy Hill i będzie miał całkiem sporą rolę 😀 No i właśnie wczoraj jak sobie o niej myślałam uzmysłowiłam sobie, że Olivia ma właśnie takie włosy jak ona! Czysty przypadek!

Czekajcie na rozdział!!
Buziaki!!