Gdzie diabeł nie może…

Ja, anielica

Ja, potępiona

Duuuużo spoilerów!!
Kto nie czytał zakaz wstępu!

Przeczytane!
Omówię obie naraz, ponieważ nie ma co się rozpisywać na dwa posty. Po pierwsze, chyba już doskonale wiem o czym mówicie, kiedy piszecie, że widzicie mój rozwój w miarę upływu czasu i opowiadań. Ja zauważyłam to samo u Katarzyny Miszczuk. Jest bardzo młodą pisarką o ile się nie mylę trzy lata młodszą ode mnie, a pierwsza książkę wydała w wieku 15 lat! Czytałam tylko serię o przygodach Wiktorii, więc jedynie na niej mogę oprzeć swoje zdanie. A zdanie mam takie, że widzę jak na dłoni jak z każdą częścią jej talent rośnie. Zaczyna się bawić charakterami, plątać fabułę i stwarzać ciekawsze sytuacje. Ma, że tak to określę lekkie pióro. Czyta się szybko i przyjemnie. Nie wiem czy tylko na mnie tak to podziałało, ale chichotałam jak nienormalna praktycznie na każdej stronie. Dziewczyna ma po prostu świetne poczucie humoru bardzo w moim stylu! Przyznać muszę, że bawiłam się przednio!

Ja, anielica:

Wiki cudem unika groźnych sytuacji i co chwilę spotyka tajemniczego mężczyznę. W końcu ten częstuje ją małym jabłuszkiem, które czytelnicy „Diablicy” już bardzo dobrze znają… Oczywiście tajemniczym nieznajomym okazuje się przystojny diabeł, a niczego nieświadoma Wiki połowę jabłka mocy oddaje swojemu chłopakowi… Czy może wyjść z tego coś dobrego?
Znowu udajemy się do Los Diablos. Beleth z Azazelem znowu knują i znowu potrzebują do tego Wiktorii, która cieszy się z odzyskanego życia u boku swojego ukochanego (bleee!) sieroty życiowej Piotrusia (BLEEEEE!!!!!!!!!!). Taka mała prywata :). Oczywiście szybko wychodzi na jaw jaki jest ich kolejny iście diabelski plan. Otóż mój faworyt Azazel zmienił orientacje polityczną. W pierwszej części chciał przejąć stanowisko Lucyfera i stać się władcą Piekła, ale po nieudanej próbie zrezygnował z planów… Teraz marzy mu się Arkadia i zrzucenie z tronu Gabriela… Chce zostać Archaniołem! Czyż to nie cudownie? Jest przy tym tak ujmująco niezdarny i uparty, że masa przygód jaką to zapoczątkuje jest niesamowicie obfita w dowcip. Nawet ten najgłupszy! Bo na przykład „Poroni Moroni” nawet teraz doprowadza mnie do łez ze śmiechu i nie potrafię spokojnie przeczytać tego imienia! Dziecinna złośliwość groźnego diabła jest rozbrajająca! No i znowu fantastyczna wizja Nieba i jego stolicy Edeni. Piękne opisy niebiańskiego miasta, ciekawe pomysły (np. okna z których można obserwować żyjących bliskich, lub Centrum Dowodzenia z guzikiem WIELKIEEEGO KATAKLIZMU. I nie jakiegoś tam wielkiego, tylko WILKIEEEGO!!) Wyobraźni pozazdrościć! Oczywiście Beleth ma swoje… poboczne plany względem Wiktorii, a ona już nie jest taka twarda z tą swoją miłością…


?Hm, kogo wolę? Z jednej strony mam diabła, który kłamie i morduje, a z drugiej śmiertelnika, który kłamie i zdradza. Nie wiem. To naprawdę ciężki wybór. Obaj macie tyle pozytywnych cech…? 

No nie daje się dziewczyna łatwo poderwać!

I tak jak w tytule… Gdzie diabeł nie może… Tam pośle Wiktorię Biankowską byłą diablicę i niedoszłą anielicę 😉

Ja, potępiona:
Zaczyna się całkiem niezłym czarnym humorem. Beleth chce zabić Piotra, ale przez przypadek ciężarówka z mrożonkami uderza Wiktorię 🙂 No ma dziewczyna pecha i tyle! I ta część już nie jest taka milusia i kolorowa… Wyruszamy odwiezieni Styksem przez Charona do Tartaru. Tartar jest szary, brudny i niebezpieczny… To miejsce zsyłki najgroźniejszych morderców, psychopatów i innych popaprańcow, których nie chce nawet Piekło. Nie ma już pięknych domostw, zapierających dech krajobrazów, ani przystojnych, lub chociaż figlarnych mieszkańców. Szczerze? Miałam ciarki momentami… Ale okazuje się, że nie ma się o co martwić, bo Wiktoria jest jak to się sama przedstawia (uwielbiam to!!) byłą diablicą, niedoszłą anielicą i obecnie potępioną! Poza tym przebywanie z Belethem i Azazelem wyszło jej na dobre, bo stwardniała dziewczyna i już nie płacze, że ma kogoś załóżmy… zabić! No i znowu seria komicznych scen tym razem z udziałem Hitlera, Nerona i Kuby Rozpruwacza. Taka miła odmiana po zastępach niebiańskich 🙂 Nie będę się zagłębiała w szczegóły, ale sytuacja naprawdę robi się poważna i końcowa walka, kiedy to Niebo i Piekło epicko łączą siły jest bardzo widowiskowa!

A teraz podsumowanie i to już dla tych, którzy czytali!

1. Mój już od pierwszej części numer jeden: Azazel
Jest genialny w tej wiecznej żądzy władzy 🙂 Zachowuje się jak rozpieszczony duży dzieciuch (chociaż jego pokusy względem Kleo na to nie wskazują) co chwilę genialnie zwalając winę na kogoś innego. Strasznie podoba mi się podkreślenie jego przyjaźni z Belethem, bo przecież diabły nie mają sumienia i nie odczuwają ludzkich emocji. Więc tak, czy inaczej ich pierwsza w historii diabelska przyjaźń ma raczej status skomplikowanej 🙂

„- Czas na mnie – oznajmił (Beleth) przyjacielowi. – Do zobaczenia po wszystkim.
Azazel wsunął ręce do kieszeni spodni i popatrzył na niego wilkiem. 
– Już cię nie lubię…
– Ja już dawno ci to powiedziałem.
– No to jesteśmy kwita.
– Dokładnie.
W jednej chwili padli sobie w ramiona i zaczęli klepać się po plecach z
rozrzewnieniem.
– Jesteś idiotą – oznajmił mu Azazel.
– Ty też – Beleth był równie wzruszony.”

2. Pojedynek Lucyfer vs. Gabriel. 
No cóż okazuje się, że Lucek i Gabryś są świetnymi kumplami! Chociaż jako „kierownicy konkurencyjnych firm” walczą ze sobą o tytuł najlepszego pracownika. No i w końcu zagubiony i jak się okazuje bardzo niepewny swego Lucyfer chcący doścignąć doskonałego Gabriela wygrywa zakład jaki między sobą zawarli i Archanioł musi mu oddać swoją aureolę 😉

?-Boże przenajświętszy, to wy!- zawołał [Gabriel]. 
Nie miał jednak zbyt wiele czasu, by zdumieć się porządnie. Szatan zerwał się na równe nogi, zrzucając na ziemię talerz pełen eklerek, i krzyknął, pokazując palcem na Archanioła: 
– HA!!! Użyłeś nadaremno!?

3. Piotruś.
Sierota życiowa, która doprowadzała mnie do szału w końcu zaczyna łapać o co w tym wszystkim chodzi i to on ostatecznie ratuje sytuacje. No cóż Piotruś zmężniał i przestał mnie doprowadzać do myśli morderczych… No, ale już za późno, bo…

4. Wiktoria & Beleth
Jednak ostatecznie zostaje ten duet 🙂 A Beleth, żeby ją ratować wyrzeka się swojego największego skarbu… Łaski Bożej, a tym samym przestaje być diabłem (kimś usytuowanym), a staje się Dżinem (jak ten od Aladyna).
I tu mała pretensja…
W książce nie ma scen łóżkowych, bo to nie taka książka, ale jest naprawdę bardzo przyzwoicie poprowadzony wątek kuszenia i uwodzenia. Autorka buduje napięcie od pierwszej części i kiedy w końcu sięga zenitu i dochodzi do… sytuacji… Klapa! Nie oczekiwałam żadnych scen, bo nie pasowałyby do charakteru książki, ale cokolwiek! Chociażby notka „fajnie było”. A tu nic, temat się ucina. Można wywnioskować, że Beleth się nie sprawdził… Dziwnie tak jakoś…

W każdym razie co by nie było polał mi miód na duszę jednym tekstem. Zacytuję:

„[…]Nie, przecież zawsze byłaś tak ślepo zapatrzona w tego idiotę
?Piotruuuuuusia”. W ogóle, co to za pomysł nazywać go ciągle Piotruś? Bardzo
mnie to irytowało.[…]
Na samym wstępie zaznaczam także, że nie życzę sobie nazywania mnie
Belecik albo Beluś, rozumiemy się?”

Cieszę się, że ktoś to zauważył!

Może recenzja wyda Wam się chaotyczna, ale tak jak już pisałam to już dla tych, którzy lekturę mają już za sobą. Takie bardziej wspominki niż recenzja. Po zakończeniu trylogii (mam nadzieje, że nie będzie kolejnej części, bo byłby to już przesyt) nadal uważam, że mogę Wam ją polecić z czystym sumieniem jako taki lekki wakacyjny pochłaniacz czasu 🙂