Kalorie ujemne!

Dzień dobry!

A jakże ma nie być dobry, skoro jestem tak bardzo zasilona cukrami. Nawet kawy nie musiałam pić! Gdzieś mi ktoś podszepnął, że w takie dni kalorie liczą się ujemnie, więc nie ma co się oszczędzać. Trzeba korzystać.

Dzisiaj czas na prywatę. Pierwotnie miało jej nie być na Kanapie (z założenia miała kipieć profesjonalizmem!!!), ale taka kolej losu, że jak coś się staje częścią naszego życia, to łączy się automatycznie z życiem prywatnym. Także dzisiaj kilka słów o blogerze recenzencie, czyli o mnie.

Niedługo minie pół roku odkąd prowadzę Kanapę Literacką! Nie wiem czy śledzicie mnie aż tak uważnie (byłoby miło), ale od początku października (odkąd blog ruszył) nie odnotowywałam zbyt częstych publikacji. Jestem tego świadoma. Jak żwawo wystartowałam tak zacząłem pełzać. Dlaczego? Bo wkrótce po tej wiekopomnej chwili przyszedł czas na następną, jeszcze bardziej wzniosłą, która mi wszystko postawiła na głowie.

Otóż w listopadzie dowiedziałam się, że spodziewam się dzidziusia, a chwilę później dopadły mnie chyba wszystkie możliwe objawy stanu błogosławionego. Potworne samopoczucie przez około dwa miesiące krok po kroku mordowało moją kreatywność. Ledwo starczało mi siły na normalną pracę, książki czytałam powolutku (zasypiałam po jednym rozdziale), a recenzje już zupełnie nie chciały się kleić. Nawet nie wspomnę o wpisach spoza recenzji, na które miałam od groma pomysłów, a które wpadły w jakąś czarną dziurę. Być może niektóre z Was będą wiedziały o czym mówię. W niczym nie przypominałam tych pogodnych kobiet z reklam produktów prenatalnych…

Aż tu nagle, wraz z nadejściem połowy stycznia, objawy jak szybko się pojawiły tak szybko zniknęły. Co prawda potrzebowałam chwili na dojście do siebie, ale jestem! Czuję się doskonale, dzidzia rośnie jak na drożdżach, a pomysły wracają. Blog, mam głęboką nadzieję, wpadnie troszkę bardziej w Wasze łaski.
Nie wiem jakim cudem w stanie półletargu uzbierałam już 56 polubień na FB i obserwatorów na Instagramie, ale serdecznie Wam za to dziękuję!!! Nie ukrywam, że potrzebuję małego kopa. Pączki to nie wszystko 😛 Zapewne wiecie, że nic tak nie cieszy recenzenta jak dyskusja. Nic tak nie cieszy blogera jak zainteresowanie i nic tak nie motywuje jak komentarze.  Pochwała, krytyka – cokolwiek!

Dlatego bloger recenzent wyrusza dziś do Was na żebry…

Widzę, że mnie odwiedzacie w mniejszym lub większym gronie. Jeśli chociaż część zechciałaby zostawić po sobie maleńki ślad w postaci krótkiego komentarza dodalibyście mi skrzydeł i wsypali jeszcze więcej pomysłowości na wpisy, konkursy i wyzwania. Nic na siłę oczywiście. Odzywajcie się, jeśli dany wpis/recenzja Wam się podoba, jeśli macie już jakieś zdanie na temat omawianej pozycji, albo jakieś pytania. Jeśli chcecie powiedzieć, że piszę do bani też się odezwijcie! Nie obrażę się 😉 Naprawdę sprawicie mi tym olbrzymią radość.

A tymczasem wracając do wątku głównego…
Oto moje pozycje na dziś!!

Pozdrawiam Was gorąco!!
Monika.

P.S. Dużo zdjęć i najświeższe nowinki: Facebook, Instagram