„52 kolory życia” (t.4 i 5)

TOM IV
Sally i Jacek mają czas tylko dla siebie. Dni spędzają oddzielnie. Sally na pracy, Jacek na żmudnej rehabilitacji. Wieczory i noce są jednak tylko dla nich. Ich uczucie kwitnie, nabiera purpury i przyspiesza tempo. Nie szczędzą sobie czułości, wiedząc, że kiedy minie wyznaczony termin Jacek znowu wróci do domu. Do ukochanego synka i żony. Starają się o tym nie myśleć ani przez chwilę. Sycą się sobą tak jak to tylko możliwe. Jednak czas biegnie nieubłaganie…

Czwarty tom serii „52 kolory życia” naznaczony jest decyzjami. Sally porzuca swoje dotychczasowe życie jako narzeczona Tomka i stawia wszystko na jedną kartę. Na trwanie u boku mężczyzny, który nie należy do niej. Jacek decyduje się na najtrudniejszą decyzję w życiu. Zostawi żonę i ukochanego synka, żeby być tam, gdzie jego serce odnalazło drugą połówkę. Powrót do domu będzie bardzo trudny, ale czuje, że nie da rady żyć bez Sally. Czy im się to uda?

Jest to zdecydowanie najsłodsza część! Bohaterowie od początku do końca zajmują się tylko przekonaniem czytelnika, że się kochają. Wierzę! Jestem zalana lukrem aż po brodę, starczy mi go na kolejne kilka książek, ale wierzę! Przekonali mnie.
Cały czas pchało mi się na usta pytanie czy wytrzymają próbę czasu i odległości? Czy kiedy przestaną zasilać pieszczotami tę fontannę z gorącą czekoladą, aromat nie zwietrzeje? Czy kiedy życie wystawi ich na jakąś trudną próbę nadal będą się trzymać razem?
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo napłynęła pod sam koniec. I powiem Wam szczerze, że warto do niej dotrzeć. Bo nic, co do tej pory działo się w tej serii nie było tak mocne, tak wyraziste i tak bardzo emocjonujące. Do tego stopnia, że poczuło się to w pieczeniu pod powiekami i zaciśniętym gardle. Dosłownie biegłam do regału po kolejny tom.

TOM V

Wydarzyło się zbyt wiele, żeby Sally nadal trwała w swojej niezachwianej wierze, że wraz z Jackiem będą trwali razem cokolwiek się wydarzy. Bez zbędnych dramatyzmów podejmuje jedyną słuszną decyzje, która choć łamie boleśnie dwa serca rozplątuje węzeł komplikacji w ich życiu. Jacek wraca do Anety, która zapadła na ciężką chorobę. Uzmysławia sobie jak bardzo tęsknił za nim synek, jak strasznie się od siebie oddalili. Postanawia trwać murem przy żonie i wesprzeć ją w bodaj najcięższej życiowej chwili.
Sally zostaje z wielką pustą w sercu. Mimo obecności rodziny i przyjaciół czuje przejmującą samotność. Mimo wszystko panicznie stara się odzyskać równowagę i wrócić do życia tak, jakby Jacka nigdy w nim nie było.

Tom naznaczony poświęceniem, strachem i paniczną tęsknotą, ale również determinacją i siłą charakterów. To tutaj tak naprawdę polubiłam Sally, która do tej pory wydawał mi się bardzo naiwna w swoim rozsądku. Bardzo samolubna, egoistyczna. Tym razem pokazała, że kiedy uzmysłowiła sobie, co się dzieje za jej pośrednictwem, jest gotowa na każde poświęcenie. Na zignorowanie tragedii, która jej się wydarzyła w imię wyższego dobra. Że potrafi być wyrozumiała i niezwykle empatyczna. Nie obciąża nikogo swoim cierpieniem. Nawet najlepszej przyjaciółki, którą traktuje jak prawdziwą bratnią duszę i która jako jedyna wie o wszystkim. Próbuje być dzielna i dochodzi do pięknych przemyśleń.
Moja uwaga jak zawsze była skupiona na Anecie – żonie Jacka. To jedna ze wspanialszych kobiet jakie poznałam w literaturze. Silna i niezłomna. Prawdziwa strażniczka domowego ogniska i przyznam szczerze, że jakkolwiek miałoby mi to złamać serce, to jej kibicuję.

Od poprzedniego tomu coś się zmieniło, coś zaskoczyło, poruszyło mną. Polecam serdecznie te pełne emocji tomiki. Jest w nich pewna głębia, którą mam nadzieję uda mi się odkryć nim dobrnę do końca.

Moja ocena 7/10

– Tyle jesteśmy warci, ile możemy dać innym, zatem ja dzielę się tym, co mogę.