baśnik recenzja
baśnik recenzja
„Baśnik”

Życie nie zawsze układa się według naszego planu. Basia próbuje się odnaleźć po zakończonym wieloletnim małżeństwie. Postanawia zatopić się w pracy i obejmuje rządy nad fitness klubem, który zostawił jej mąż. Tam poznaje Marcina. Młodszego od siebie instruktora. Chłopak zakochuje się od pierwszego wejrzenia w swojej szefowej. Czy uda mu się przebić przez szereg blokad, jakie życie narzuciło na Barbarę? Czy wydobędzie z niej pełną pasji kobietę, jaką była kiedyś?

Małżeństwo Basi nie należało do udanych. Zbyt wcześnie zaszła w ciążę i już jako młodziutka dziewczyna została zamknięta w domu z dzieciakami. Wymagająca teściowa i mąż lubiący wygodę nie ułatwili jej niczego. W efekcie po latach wyszła z więzienia, ale nadal była zakuta w łańcuchy swoich ograniczeń. Nauczona służyć rodzinie, pokorna i niedowartościowana łapie za ster prężnie działającego biznesu, a jej oczy powoli zaczynają dostrzegać ile ją w życiu ominęło.

Marcin nie jest podobny do swoich rówieśników. Ciężkie dzieciństwo zostawiło na nim ślad, który ten przekuł w empatię i chęć niesienia pomocy. Nie wstydzi się swojej wrażliwości, nie ukrywa, że rządzą nim inne priorytety i że szkoda mu czasu na zabawę w podchody, skoro czuje się prawdziwie zakochany. Ile odrzuceń zniesie zanim uda mu się dotrzeć do kompletnie zamkniętej w sobie kobiety?

Fabuła jest banalna. Nie ma tu czego ukrywać i koloryzować. Ot, klasyczna ścieżka romansu. Poznają się, dźwigając na plecach swoją przeszłość. Ona się opiera, on nie daje za wygraną. Konsumpcja, kłótnia i ostateczny happy end. Jak milion innych. Dlaczego jednak warto przyhamować i nie omijać tej książki?
Beata Majewska jest autorką obdarzoną niesamowitym darem urealniania bohaterów. Postacie z jej książek stają nam przed oczami jak żywe, autentycznie reagujące istoty. Bez względu na to czy chodzi o zbuntowaną nastolatkę, czy o staruszkę u progu życia, kobietę czy mężczyznę. Kreacja Basi jest wręcz doskonała. Idealnie oddaje naturalne lęki i obawy kobiety po pewnych przejściach. Udaje, że się otwiera, żeby tym sposobem zatuszować coś, co za wszelką cenę chce ukryć. Wystraszona i zdezorientowana doskonale widzi co robi nie tak. Minimalizuje traumę jaką przeszła, skupiając się na tym, czego wymaga od niej otoczenie.
Postaci drugoplanowe, co rzadko się zdarza, są równie ciekawe i równie starannie napisane jak główni bohaterowie. Spontanicznie reagujący, naturalni w swoich określonych charakterach. Pokochałam to już przy trylogii „Konkurs na żonę”, gdzie również nie było postaci nijakich i niepotrzebnych.

Niestety ile zalet by nie wylać na stworzone postaci, to do tanga trzeba dwojga. Świat, w którym się poruszały nie przyciągnął mnie ani trochę. Strasznie zgrzytała mi ta oklepana fabuła. Choć w drugiej połowie zrobiło się dużo ciekawiej wszystko zepsuł maksymalnie zalukrowany finał. Dodatkowym plusikiem przeważającym nad oceną mogą być sceny seksu. Były jak bohaterowie – ludzkie. Bez poetyckiego latania w przestworzach, ale również nie chirurgicznie precyzyjne. Takie w punkt, bardzo realne i nienachalne.

Rozdarta między zachwytem, a zawodem wolałabym się oprzeć na Waszych opiniach. Niestety, jeśli to czytacie, oznacza, że jesteście ciekawi mojej. Książkę polecam, bo mimo wszystko czyta się ją błyskawicznie, nie ma w niej elementu monotonii. Jest w kilku miejscach naprawdę zaskakująca, bywa wzruszająca i zabawna, zwłaszcza, jeśli chodzi o córkę Basi. Szkoda tylko, że ten element romansu jest już tak bardzo wyciorany w wielu innych książkach.

Moja ocena: 6/10

Jestem nikim. To się zaczęło, kiedy przestałam być sobą.