„Bilet do szczęścia” (t.2)

Pamiętając z tomu poprzedniego (Konkurs na żonę):
Łucja odkrywa misternie plecioną przez Hugona intrygę. Załamana dziewczyna w stanie błogosławionym chce wrócić do domu. Niestety okazuje się, że u babci diagnozują ciężką chorobę i potrzebne jest natychmiastowe leczenie.

Obecnie:

Można powiedzieć, że Hugonowi udało się dotrzymać warunków testamentu. Zawarł z Łucją małżeństwo, w drodze jest ich dziecko. Wszystko przebiega bez zarzutów. Poza emocjami. Tutaj panuje kompletny mętlik.
Hugo nie może się pogodzić z tym jak potraktował Łucję. Dostrzegł w niej niezwykłą kobietę i pokochał całym sercem. Niestety, kiedy do tego dochodzi okazuje się, że jest już za późno. Dziewczyna nie toleruje kłamstwa, a właśnie tym, jak mogłoby się zdawać, nasiąknięta była ich relacja. Choćby piekło miało zamarznąć nie dopuszcza do siebie męża. Czuje się skrzywdzona i, co najgorsze, uznaje, że w ogóle nie zna mężczyzny, którego kocha. Po części ma rację, bo Hugo sam siebie nie poznaje.
Nieoczekiwana sytuacja sprawia, że zawierają jednak rozejm i na określonych warunkach dają sobie pół roku. Obydwoje z ciężkim sercem przeżywają każdy kolejny dzień. Łucja ma teraz na głowie podwójny problem. Chora babcia znajduje się w odległym szpitalu, a ona nie może jej odwiedzić, ponieważ sama musi się poddać hospitalizacji. Czy jeśli Hugo uratuje sytuacje nabije punkty u ukochanej?
Rozumiecie istotę całej farsy? Obydwoje kochają się bez pamięci i będąc tuż obok siebie traktują się z dystansem. Tymczasem życie szykuje im cały szereg atrakcji. Będą się lały łzy wzruszeń i rozpaczy.

Pierwsze, co rzuca się w oczy w części drugiej, to ogromna przemiana bohaterów. Łucja obdarta ze swojej dobrodusznej naiwności wydaje się być o wiele doroślejsza, stanowcza i pewniejsza siebie. Hugo za to całkiem pogubiony złością broni się przed zranieniem. Nie pierwszy raz wystawia się na cięgi ze strony ukochanej osoby. Nieprawdopodobnie spodobał mi się ten jego system obronny. Nie użalał się nad sobą. Jego silny charakter nie pozwalał okazać słabości, jednocześnie nie ustawał w walce o to, co dla niego najważniejsze. Zdobył tym moje uznanie, które kulało w części poprzedniej.
I nie wierzę, że użyłam słowa „uznanie”.
Hajdukiewicz zupełnie zawraca w głowie!!

Oczywiście drugi plan, jak rzadko bywa, jest ciekawy na równi z głównymi bohaterami.
Mądrości życiowe babci Zofii porwały moje serce już na samym początku. Te jej powiedzonka są niesamowicie trafne, a ona sama emanuje takim ciepłem, że często wzruszała mnie zwykła rozmowa z nią.
Historia rodziców Hugona zdaje się znalazła swój finał, pytanie tylko jak on to przyjmie.
W końcu pojawia się Nicole, dawna miłość Hugo. Przyznam, że był taki moment, że serce stanęło mi w poprzek i mam nadzieję, że kobieta pojawi się jeszcze, wprowadzając cudowne zamieszanie w życiu bohaterów 🙂

Duża ilość bardzo ciekawych wątków pobocznych odciąga i daje odpocząć od ciśnienia jakie narasta pomiędzy Łucją i Hugo. Sprawiają, że fabuła pędzi do przodu, a książka kończy się zdecydowanie szybciej niż byśmy sobie tego życzyli. Beata Majewska osiągnęła naprawdę wysoki poziom w graniu na emocjach. Sinusoida zdarzeń co chwilę strzela wysoko w górę. Opada tylko troszkę, żeby znowu podskoczyć razem ze skołatanym sercem czytelnika. Muszę przyznać, że zdarzyło mi się odłożyć książkę, żeby zaczerpnąć oddechu, ale czym prędzej z powrotem po nią sięgałam. Ciężko było mi się oderwać, jeszcze ciężej zakończyć. Pozostaje mieć nadzieję, że autorka nie każe długo czekać na tom trzeci!

Uwielbiam sytuacje, kiedy kontynuacja cyklu okazuje się dużo ciekawsza niż jej początek. Ta lekka, odprężająca, świetnie napisana książka zawiera w sobie masę radości, otula rodzinnym ciepłem, świetnym poczuciem humoru i przekazuje sporą dawkę prostych życiowych mądrości. Sprawia, że nie tylko przywiązujemy się do bohaterów, ale czujemy z nimi więź zrozumienia i tak troszkę współcierpimy wpadając po uszy w ich problemy. Mogłabym się bez końca oddawać historiom poruszającym tak głęboko i dającym tego typu rozrywkę, ale istnieje obawa, że moje serce w końcu powiedziałoby: stop! Ni mniej polecam serdecznie, a czytelników, którzy nie znają serii zachęcam do sięgnięcia po pierwszą część i w zasadzie trochę im zazdroszczę, bo nie będą musieli czekać na drugą 😉

Moja ocena 8/10

– No wiem, Łucka. Wiem. – Babcie przerwała potok gorzkich myśli wnuczki. – O mój Boże, jak to się niektórzy potrafią zaplątać w życiu – stęknęła z goryczą. – Taką sieć utkają ze swoich kłamstw i złych uczynków, że na koniec sami w nią wpadną, a wyleźć z tego niełatwo. […] Wiesz, jak jest z kłamstwem. Ma krótkie nogi i do tego okropnie koślawe, więc choć bardzo uważa, i tak upadnie, i to na środku gościńca. A potem to już tylko płacz i sromota zostanie.