buntowniczka recenzja
buntowniczka recenzja
„Buntowniczka” (t.2)

Rhys Winterborne, hardy, pewny siebie Walijczyk, udowadnia szlachcicom, że może osiągnąć więcej niż oni mogliby marzyć jedynie ciężką pracą i bez koneksji. Wywyższający się pochodzeniem Anglicy muszą w końcu uznać potęgę człowieka pochodzącego z pospólstwa. Co więcej zaczynają korzystać z jego usług. Rhys ma wszystko czego zapragnie. Bajeczne bogactwo, inteligencję, prężnie rozwijającą się firmę, prezencję i możliwość spełnienia każdej swojej zachcianki. Dzieje się jednak coś, nad czym nie ma żadnej kontroli. Zakochuje się.
Cicha i spokojna lady Helen Ravenel jest zafascynowana krnąbrnym, śmiejącym się z etykiety Winterbornem. Choć jej rodzina zdecydowanie sprzeciwia się mariażowi nie zamierza ich słuchać. Serce podpowiada jej, że nie pożałuje ani na chwilę swojego kroku, więc bez wahania, ryzykując wszystko, oddaje się mężczyźnie. Wszystkie uczucia, których doświadcza do tej pory znała tylko z książek. Wychowana na odległej wsi nie umie i nie chce się odnaleźć w wielkim, londyńskim świecie. Kieruje się tylko własną intuicją.
Wszystko komplikuje się, kiedy Helen odkrywa, że jej korzenie splątane są z człowiekiem, który jest śmiertelnym wrogiem Rhysa.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy w moje ręce w końcu wpadła kontynuacja losów rodu Ravenel i tym samym kolejna książka, świetnej w swoim fachu, Lisy Kleypas. Autorka tworzy cudownie oddające epokę lekkie romanse, o mocnym zabarwieniu humorystycznym i dobrze wyważonych scenach łóżkowych. Ale tym razem coś mocno zgrzytnęło…

W drugim tomie cyklu „Ravenels” wita nas istna sielanka. Będąca przy nadziei Kathleen pobiera się z Devonem, który nie widzi świata poza ukochaną. Bliźniaczki nadal robią co im się żywnie podoba, łamiąc wszystkie konwenanse i bawiąc czytelników do łez. Czuję, że będzie z nich rewelacyjny materiał na główne bohaterki. Jedynie Helen, wrażliwa i eteryczna miłośniczka orchidei skrywa mroczny sekret. Mroczny, bo mogący okryć ją hańbą. Oddała się mężczyźnie z niższej klasy społecznej i co gorsza zamierza to zrobić po raz kolejny, bo zakochała się w nim bez pamięci.

Wiesz, że nie pozwalam ci mordować ludzi przed kolacją – szepnęła. – W domu wszystko musi mieć swoją kolej.

Ogromnym plusem opowieści jest postać Helen. Subtelnej, wrażliwej szlachcianki, mającej jednak silny charakter i własne zdanie, którego nie boi się forsować. Mogło by się zdawać, że będzie raczej mdłą mimozą, która pozwoli się uwieść, ale nic bardziej mylnego. Rhys zdaje się być równie zaskoczony jak czytelnicy, kiedy się okazuje, że to on jest wiedziony na pokuszenie.

Wadą Kleypas jest to, że mężczyźni w jej książkach po ostatecznym zejściu się z ukochaną stają się układnymi cielaczkami, więc nie będę wspominała nic o Devonie… Wyjątkiem jest Westcliff z serii Wallflowers, który przez wszystkie tomy zachował swój silny charakter. Wszelkie problemy, jakie się pojawiły u finału „Nieczułego rozpustnika” idą wniwecz już w pierwszym rozdziale. Po prostu znikają na rzecz zupełnie innej fabuły. Przede wszystkim zaręczyny Helen i Rhysa, zerwane w poprzedniej części zostają ponownie nawiązane już na samym starcie. Szkoda, że tak szybko im to poszło, bo niepewność i oczekiwanie uważam za największe smaczki tego typu opowieści.

Z zabawnego romansu na tle historycznym, jaki miał miejsce w tomie pierwszym, powstał dosyć słaby erotyk. Nie mam pojęcia czy to autorka popłynęła ze słownictwem, czy to wina tłumaczenia, ale sformułowania odnoszące się do intymnych części ciała zwyczajnie wywołują śmiech. Jakkolwiek chciałam się wczuć, zaangażować, to określenia: „długa, twarda kolumna”, „twardy bolec” czy „naganiacz”, sprawiały, że wybuchałam śmiechem. Rewelacyjna postać Rhysa została paskudnie ośmieszona. Ponadto pojawiły się słówka takie jak „rżnąć” i „ujeżdżać”, co już maksymalnie zepsuło klimat.

Podsumowując:

Mam nadzieję, że ten tom będzie tylko małym potknięciem w całokształcie twórczości. Jeśli tak, to wszystko wybaczę i zapomnę. Gdyby nie erotyka w zdecydowanym nadmiarze i wulgaryzmie, książka byłaby całkiem ciekawa. Interesy Rhysa, przyjaźnie uwarunkowane wpływami, konwenanse, dowcip, bohaterowie drugoplanowi, lokacje i opisy były fantastyczne. Główny wróg okazał się chyba jednym z najciekawszych i tym bardziej mi szkoda, że został „unicestwiony” w jednej krótkiej rozmowie. Niewiasta omdlewająca po delikatnym pocałunku, a niczego sobie odważna w sypialni też nie robiła dobrego wrażenia. Chociaż, wiadomo, że z naganiaczem nie wygrasz… Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. Poczekam.

Moja ocena 5/10

– Trzymam cię za słowo – powiedział chrapliwie. – Bo jesteś dla mnie całym światem, cariad. Bicie mojego serca jest tylko echem twojego.