„Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów”

Totalna jazda bez trzymanki!
USA, Kanada i Meksyk za osiem dolarów dziennie. Trzy miesiące, sześcioro przyjaciół i jeden rozklekotany samochód. Dla ekipy Busem Przez Świat nie ma rzeczy niemożliwych!

Wszystko co powyżej pokrywa się z prawdą. Była jazda bez trzymanki, a czasami nawet bez hamulców. Poniższy cytat z kolei jest piękną kwintesencją relacji z tej niesamowitej, karkołomnej wyprawy.

„Podróże pozwalają zdystansować się do codzienności, spojrzeć na nią z zupełnie innej perspektywy. Sprawy, które całymi dniami potrafią spędzać sen z powiek, nagle wydają się błahe. Z pozoru nierozwiązywalne problemy okazują się przejściowymi trudnościami, z kolei drobiazgi, których nie dostrzega się w codziennej bieganinie – szum wiatru w koronach drzew, widok gwiazd na nocnym niebie, uśmiech na twarzy nieznajomego – urastają do rangi spraw najważniejszych, które nadają życiu sens i sprawiają, że widzimy je jako dobre i piękne.”

Sześcioro przyjaciół, dla których nie ma rzeczy niemożliwych (ogranicza ich jedynie budżet) wybiera się w (z teorii) niemożliwą do pokonania trasę. Ponad dwadzieścia pięć tysięcy kilometrów, często po bezdrożach, w starym busie, trzy miesiące i osiem dolarów dziennie. Niemożliwe? Moi drodzy poznajcie Karola, Alex, Wojtka, Pazia, Zyśka i Wuję, w których słowniku to słowo zwyczajnie nie istnieje.

„Czasami te najprostsze rzeczy są najbardziej magiczne i to właśnie je pamięta się najmocniej.”

Większość z Was wie już jak bardzo fascynują mnie Stany Zjednoczone. Kraina przedstawiona w książce odzwierciedlała dokładnie moje wyobrażenia. Podróż zaczyna się od Nowego Jorku, więc wyobraźcie sobie moje ciarki i gęsią skórkę, kiedy bohaterowie kontemplują ogrom miasta.

Jest to podróż na zasadzie must see, więc lokacje zmieniają się często i szybko. Nie ma żadnej analizy, rozkminki gdzie, co i dlaczego, nie ma kontemplacji nad zwyczajami i zjawiskami. Fakt zostaje zaobserwowany, po czym ruszamy dalej. Na jednej stronie kąpiemy się w oceanie w Los Angeles, żeby na kolejnej smażyć się w białym słońcu Death Valley. Spędzamy noc w kasynie w Vegas, a następnego dnia pędzimy po prerii w towarzystwie prawdziwych kowbojów. Siedzimy przy ognisku, a stary Indianin snuje opowieści, po czym przenosimy się do krainy sięgających nieba sekwoi.
Nawet nie wiedziałam kiedy minęła mi połowa książki, ledwie mrugnęłam a przerzucałam już ostatnią stronę.

Takie samo tempo czują pasażerowie osławionego busa. Kiedy tylko mogą odpocząć delektują się relaksem i ładują akumulatory. Ale niezbyt długo, bo Droga wzywa. Z każdej strony, każdej wypowiedzi widać, słychać i czuć, że uwielbiają to co robią, kochają ciasnotę busa i możliwości, jakie przed nimi otwiera. Nie straszny im upał ani zimno. Wszystko sprowadza się do poczucia wolności. Zew przygody wzywa, a wolność wypełnia żagle. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek coś ich powstrzymało.

Za każdym razem, kiedy sięgam po literaturę podróżniczą po pewnej chwili muszę się upominać, że nie jest to fikcja. Historia snuta na przerzucanych kartach nie jest wytworem wyobraźni, a czymś, co autor przeżył naprawdę. Spotkanie z dzikimi zwierzętami, dzikimi plemionami i dzikimi, nieprzebytymi szlakami jest mi tak obca, jak kolonizacja Marsa, więc w zasadzie nic dziwnego, że tak szybko odpływam do krainy fikcji.
Tutaj sytuacja uległa niespodziewanej zmianie. Mimo nieprawdopodobnych przygód, katastrof, których ekipa Busem Przez Świat cudem unikała, ludzi grożących im bronią i strzelaninach w centrum miasta, nie miałam ani chwili mylnego wrażenia, że to jedna z kolejnych bajek. Karol Lewandowski nie jest takim wytrawnym gawędziarzem jak W.C., nie ma takiej wiedzy i nie potrafi objaśnić wszystkiego co widzi, ale pisze tak prostym (w jak najlepszym znaczeniu) językiem, że czułam jakby mi kolega opowiadał o swoich wakacjach. Jego narracja jest bardzo bezpośrednia, nieprzybrana zbyt wieloma ozdobnikami i przez to niezwykle realna.
Z drugiej strony patrząc, literatura podróżnicza z jaką do tej pory miałam styczność, opierała się na historii snutej z danego miejsca. Siedząc w nie tyle jednym miejscu, co w określonym regionie świata można się na jego temat rozpisywać do woli. Tutaj w niewiele ponad trzystu stronach mamy zawarte dwadzieścia pięć tysięcy kilometrów trasy. Mamy Kanadę, Stany Zjednoczone i Meksyk. Mamy największy atrakcje i masę ciekawostek.

Reasumując, lektura wywołała jedną z niewielu chwil, kiedy byłam dumna z naszych krajan. Ich wytrwałość, zdrowy upór i pasja porwały mnie do wspaniałej przygody i były godne podziwu. Jeśli ktoś nie jest tak jak ja zafascynowany US, ani podróżowaniem, to własnie dla tego bogactwa charakterów warto sięgnąć po książkę. Ich wiara w siłę marzeń jest zaraźliwa. Da się. Wszystko się da, trzeba tylko bardzo chcieć i trochę się postarać.
Rozmach wielkich aglomeracji, przytłaczający ogrom bezdroży, wspaniałe krajobrazy oceanów, pustyń, gór i lasów, i dowód na to, że na świecie nadal żyje masa życzliwych, z natury dobrych i bezinteresownych ludzi.
To wszystko w zapewniającej jazdę bez trzymanki książce Karola Lewandowskiego.

Moja ocena: 7/10

„…(pytano nas na przykład o to, czy bylibyśmy skłonni do udziału w ludobójstwie, operacjach terrorystycznych lub morderstwie). Tak, zapewne właśnie dzięki tego typu formularzom terroryści i mordercy „wpadają” już podczas próby wjazdu do USA.”

Jako ciekawostkę powiem, że więcej o projekcje i podróży można przeczytać na blogu, Busem Przez Świat, a na You Tube znajduje się masa filmów z wojaży po Ameryce.


autor Karol Lewandowski
wydawnictwo Sine Qua Non
data wydania 8 grudnia 2014
liczba stron 336
gatunek literatura podróżnicza/przygodowa