„Córka króla moczarów”

Znakomity thriller psychologiczny, połączenie „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” i „Pokoju”.
Helena Pelletier potrafi polować na zwierzęta i wytropić każdy ślad. Nauczyła się tego od ojca, z którym dorastała w całkowitym odosobnieniu w domku na trzęsawiskach. Mężczyzna był jej bohaterem, wzorem do naśladowania i idolem – do czasu, gdy zaczęła sobie uświadamiać, że obie z matką są na bagnach więzione, a ojciec kontroluje całe ich życie.
Teraz, piętnaście lat później ojciec ucieka z pilnie strzeżonego więzienia i ukrywa się gdzieś pośród moczarów. Helena ma jedno zadanie: dopaść ojca, zanim on dopadnie ją.

Najwyraźniej ostatnio potrzebuję dreszczyku, ponieważ to już kolejna z rzędu książka utrzymująca ciśnienie na odpowiedniej wysokości. To taki mój sposób na niepoddawanie się jesiennej nostalgii.
Przypuszczam, że dla wielu z Was tytuł okaże się znajomy i nie będzie w tym nic dziwnego, ponieważ historia opowiedziana przez Karen Dionne zainspirowana jest jedną z baśni Andresena. Choć wcześniej jej nie znałam, dzięki fragmentom zawartym w książce chyba mogę powiedzieć, że doskonale wiem o co chodzi.

Helena wyrusza na polowanie, które ma uwieńczyć wszystkie umiejętności jakie zdobyła w ciągu życia. Zwierz, na którego musi zapolować, jest inteligentny i doskonale zna jej tok myślenia i taktykę. Sam ją jej nauczył. Jest jej mentorem, jej nauczycielem i przewodnikiem. Jej ojcem.
Podczas poszukiwania śladów Helena wraca wspomnieniami do dzieciństwa. Wychowana wśród moczarów, bez żadnego kontaktu z cywilizacją poznała zupełnie inne wartości niż jej rówieśnicy. Będąc jedynym potomkiem rdzennego Indianina wiedziała jak odnaleźć trop i poradzić sobie wśród dziczy w mroźną noc. Całą wiedzę o świecie zewnętrznym czerpała ze starych numerów National Geographic. Tylko dzięki nim wiedziała, że jej trzyosobowa rodzina nie jest jedynym żyjącym na ziemi ludem. Nie miała natomiast pojęcia o żadnych zdobyczach technologicznych, o tak podstawowych sprawach jak to, że ludzie podają sobie rękę na powitanie, a po naciśnięciu przełącznika zapala się światło. Despotyczny ojciec był jej alfą i omegą. Kazał jej się chronić przed „obcym światem”, więc to robiła. Do momentu aż odkryła, że wcale nie jest taki szlachetny jakim stworzyła go jej psychika. Że wraz z matką są zdane na łaskę psychopaty gotowego w każdej chwili je zamordować. I postanawia uciec.

Książka jest fantastyczna głównie z dwóch aspektów. Pierwszym jest wyżej wspomniana głęboka analiza psychologiczna dziecka wychowywanego przez osobę owładniętą obsesją. Kochała ojca. Był jej idolem, wzorem do naśladowania, podziwiała go bezgranicznie, czerpała od niego wszystko, czego się nauczyła w życiu. Jednak w miarę dojrzewania zaczęła dostrzegać, że nie jest tak jak być powinno. Wychować dziecko inteligentne oznacza liczyć się ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Drugim aspektem jest wykształcenie w człowieku instynktów, które umarły w kontakcie z cywilizacją. Instynkt przetrwania, wyczulona intuicja i niemal zwierzęca zdolność tropienia. Siła i wytrwałość, umiejętność nieprawdopodobnej analizy znaków, jakie zostawia przyroda. Próbowaliście kiedyś w lesie odnaleźć ślady zwierząt? Ta książka sprawi, że to zrobicie!

Omal nie eksplodowało mi serce. Zabiłabym dla tego człowieka. Umarłabym dla niego. Wiedziałam, że zrobiłby to samo dla mnie.

Helena jest moim typem bohaterki. Silna, niezależna i inteligentna. Samodzielna, ale i lojalna, emocjonalnie związana z korzeniami. Nie zgrywa odważnej. Jest odważna. To wynika z jej wychowania i pierwotnej natury, bo na mokradłach nie ma miejsca dla tchórzy. Nie jest też brawurowa. Wszystko, co robi wykonuje w zgodzie z własnym ja i z własnym sumieniem. Ucieka od ojca i układa sobie życie w abstrakcyjnej cywilizacji. Uczy się nowego świata, zakłada rodzinę. Wiedzie spokojne życie w małej miejscowości. Dopiero po wielu latach wizja konfrontacji z ojcem wyzwala w niej łowcę doskonałego. Wyostrza zmysły i nastawia na każde możliwe rozwiązanie, byle osiągnąć cel. A celem jest przeżycie i ochrona stada.

W życiu nie nazwałabym tej książki thrillerem. Thriller to dreszczowiec, a ja nie miałam ani najmniejszego śladu tego typu dreszczy w trakcie czytania. Nie mniej książka jest prześwietna. Głęboki, psychologiczny dylemat dziecka, dla którego ojciec był całym światem.

Wyłapałam pewne niedociągnięcie, które nie ma żadnego wpływu na odbiór, ale nieźle mnie rozbawiło. Otóż Helena podkreśla, że dopiero od trzech lat, ludzie nie wytykają jej palcami (jako córki króla moczarów), jednocześnie jej mąż, z którym jest już od sześciu lat, nie ma pojęcia o jej przeszłości. Nonsens naprawdę zabawny w kontekście całości.

Głównym atutem książki jest jej niesamowicie wciągająca fabuła i przepiękny styl pisania autorki. Pochłania nas zupełnie obca rzeczywistość, fascynuje pociągającym życiem, jakie wiodła Helena jako dziecko. Surowy, dziki świat jawi się jako coś urzekającego i właściwego. Jednak najpiękniejszy jest sposób w jaki Helena nazywa swoje emocje. Niejednokrotnie wzruszający, wzbudzający głębokie współczucie i gniew. Skomplikowana miłość do ojca, trudna relacja z matką jako kobietą. Bunt okresu dojrzewania, opadające z oczu klapki, w końcu naga prawda i ostateczna konfrontacja. Mogę zagwarantować, że na czas czytania zupełnie oderwiecie się od swojej rzeczywistości.
Zdecydowanie polecam.

Moja ocena: 8/10

Dopiero gdy umrze ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta, a ostatnia ryba złapana, biały człowiek uświadomi sobie, że nie da się zjeść pieniędzy.