czarny księżyc
czarny księżyc
„Czarny księżyc” (t.5)

Zdawało by się, że Ross i Demelza w końcu mogą odetchnąć. Po wielu chwilach goryczy zaczyna ich otaczać spokój i bezpieczeństwo. Kopalnia przynosi zyski, Jerremy dorasta na silnego chłopca, a oni sami odnajdują się na nowo. Nic jednak nie wskazuje, żeby mieli zaznać tak potrzebnego spokoju. Przede wszystkim w okolicę sprowadzają się bracia Demelzy. Choć chcą stać się uczciwymi członkami społeczeństwa Ross wyczuwa kłopoty. Doktor Enys, który wyruszył na wojnę trafia do niewoli i słuch po nim zanika, a znienawidzony sąsiad – George Warleggan – jako pan na Trenwith pozwala sobie na coraz więcej. Czy Ross przełamie słabość i Elizabeth i pozwoli im żyć po swojemu?

Czarny księżyc to piąty tom cyklu: Dziedzictwo rodu Poldarków. Został napisany wiele lat po poprzednim. Pierwotnie Winston Graham planował zakończyć serię na tomie czwartym, w którym Ross i Demelza postanawiają pomimo wszystko być razem. I kiedy tak patrzę wstecz, to byłby to niewątpliwy happy end. Wszyscy odnajdują swoje miejsce i wszystko się układa. Ale cieszę niezmiernie, że plan uległ zmianie i mogę się delektować kolejnymi częściami.

Książka jest dobrym „nowym startem”. Autor jakby przypomina wszystkie dotychczasowe wątki, ale też wprowadza nowe. Wracają starzy bohaterowie, ale pojawiają się również nowi. Mamy więc wszystko, za co polubiliśmy ten cykl i solidną dawkę czegoś więcej.

Ta część, w kontraście do poprzedniej, aż poraża spokojem. Część czwarta była tak bardzo naszpikowana skrajnymi sytuacjami, wywołującymi silne emocje, że niemożliwym byłoby osiągnięcie tego przez kolejne tomy. Teraz rozumiem, że autor pisał mocne zakończenie. Kontynuacja ściąga nas z kolei do kornwalijskich wsi, gdzie życie toczy się zgodnie z rytmem natury, a jedyną rozrywką gawiedzi jest przesiadywanie po dniu pracy nad kuflem piwa. Tak więc płynie ta niepozorna codzienność. A za jej kurtyną dzieją się rzeczy straszne i niepokojące.

Przede wszystkim George i Elizabeth pokazują swoją mroczną stronę. Kobieta zupełnie podporządkowuje się mężowi dającemu jej wysoki status społeczny i otacza dostatkiem. Lubiłam ją za to, że świadoma złego zamążpójścia (Francis) i niegasnącej miłości do Rosa starała się za wszelką cenę być szczęśliwa. Ale teraz jest kukiełką w rękach Georga, którego wielka atencja względem niej zaczyna ewidentnie mijać. Który okazuje się małostkowy i bezwzględny.
Ross i Demelza są dokładnie tacy sami jak zawsze. Bardziej troszczą się o wszystkich dookoła niż o siebie. Siłą rzeczy wplątują się więc w kolejne konflikty i sytuacje zagrażające życiu. Uwielbiam ambitną Demelzę i nieskończenie szlachetnego Rossa.

To świetny powrót do Nampary. Pozornie wszystko jest po staremu, choć zmiany nadchodzą. Autor dołożył wielu starań, żeby oddać nam czas, w którym zachodzą wydarzenia i według mnie przedobrzył z sytuacją wojenną. Było jej zbyt wiele, bardzo nużyła i niepotrzebnie spowalniała wydarzenia.

Uwielbiam wszelkie opisy Winstona Grahama. Są bardzo malownicze, a jednak proste i tą prostotą wpływające na wyobraźnię. Naprawdę potrafią przenieść w zupełnie inne miejsce. Również emocje bohaterów są wspaniale przedstawione. Tak realistyczne, że dosłownie łapią za gardło. Zabrakło w tym tomie charakterystycznej dla Grahama dramy (uwielbiam). Ale pojawiła się całkiem niezła podwalina pod nową, która już mną wstrząsa, jak tylko sobie o niej pomyślę.

Podsumowanie:

Krótko i na temat. Wróciłam do domu. Uwielbiam z takim uczuciem czytać kontynuacje. Myślę, że nic więcej dodawać nie muszę 😉

Moja ocena 7/10

Gdyby człowiek był nieśmiertelny, czy mógłby marzyć o jutrze? Czy potrafiłby kochać słońce, gdyby nie istniał mrok? […]
Smak życia czuje się dzięki kontrastom.