„Czas próby” (t.2)

Joanna odnalazła szczęście u boku Wiktora. Ale szczęście nie zawsze jest synonimem spokoju. Czy ukochany mężczyzna może przegnać wszystkie cienie, skoro sam niesie bagaż ciężkich doświadczeń?
Zdawałoby się, że przed Joanną jeszcze tylko jeden przystanek przed pasmem nieustającego szczęścia. Rozwód. Rozwód z nieobliczalnym Tomaszem, który nie ma żadnych zahamowań i ucieka się do najpodlejszych zachowań, żeby osiągnąć własne cele. Joanna jest tak bardzo zafrasowana tym faktem, że nie zauważa chmur zbierających się na horyzoncie. Nie przypuszcza, że pozostaje na celu Daniela. Mężczyzny niebezpieczniejszego od męża, bo inteligentnego, przebiegłego i dzierżącego władzę. Przyzwyczajonego do tego, że dostaje wszystko, co tylko chce.
Czy Joanna i Wiktor przejdą czas próby? Zwłaszcza, jeśli prób będzie wiele.

„Czas próby” jest drugim tomem powieści „Wyspy szczęśliwe„, które recenzowałam rok temu. Autorka pierwszą częścią cyklu powiesiła poprzeczkę naprawdę bardzo wysoko. Była to powieść dojrzała emocjonalnie i niesamowicie głęboka. Jednocześnie dawała możliwość pokochania jej bohaterów i absorbowała do granic klarowną fabułą. Jak przy tym wypadł tom drugi?

Już na wstępie mogę spokojnie powiedzieć, że tom drugi nie ustępuje pierwszemu w żadnym punkcie. Jeżeli chcecie skończyć na tym czytanie mojej recenzji – proszę bardzo. Szybciej sięgniecie po książkę.

Dokonać wyboru jest łatwo, trudniej żyć z jego konsekwencjami.

Fabuła jest chyba nawet burzliwsza niż w „Wyspach…” Prawdopodobnie dlatego, że tam Joanna szukała swojego miejsca w świecie, a teraz musi go bronić. Emocje, często te negatywne, przeważają już od samego początku. Piekło rozwodowe, o którym się tyle słyszy, prezentuje się w pełnej krasie. Ból porażki, bezsilna wściekłość, kłamstwa i manipulacje potrafią nieźle wyprowadzić z równowagi.
Jednocześnie po stronie małaszewskiej, gdzie Marta czujnie śledzi losy swoich najbliższych, również nie dzieje się najlepiej, i również nadchodzi moment, w którym wstrzymujemy w napięciu oddechy.
Dodatkowo na trzecim, zupełnie innym froncie kumuluje się zła energia. Ktoś patrzy na szczęście Asi i Wiktora wyjątkowo nieprzychylnym okiem. I w tym właśnie napięciu przeczytałam ponad sześćset stron w cztery dni, co jest na moje możliwości rekordowym wynikiem.

Uwielbiam Joannę jako główną bohaterkę tego złożonego spektaklu. To inteligentna, wrażliwa kobieta, która jak każdy normalny człowiek przechodzi chwile słabości, strachu i zwątpienia. Emocje, jakie czuje na poszczególnych etapach swojego życia są tak bardzo autentyczne, że zaraża nimi czytelnika, który razem z nią czuje szczęście, a później panikę, kiedy temu szczęściu coś zagraża.
Wiktor, jak już pisałam w poprzedniej recenzji, jest stuprocentowym mężczyzną. Nie pięknym księciem z lśniącymi włosami i milionami na koncie bankowym, jak teraz lubią kreować się bohaterowie książkowi. To twardy facet, który swoje przeszedł. Ciężko pracuje na szczęście i zacięcie o nie walczy.
Marta. Stara Mazurka z małej wsi, ponownie staje się dobrym duchem tej powieści. Otacza ją swoją dobrocią i raczy mądrością pokoleń. Uczy jak kochać życie, które nie obeszło się z nią najlepiej. Ma niewiele, ale to ludzie, którymi się otacza, tworzą jej bogactwo. Choć prawdziwa, to jedna z najlepiej wykreowanych postaci literackich.
Dopiero wracając do Małaszewa po rocznej przerwie odkryłam jak bardzo za nim tęskniłam.

I jeszcze uwierzysz, że kochasz to życie. Gdyby tylko miodem smakowało, toż zemdlić by każdego mogło. Czasem i goryczy zaznać w nim potrzeba. I powiem ci jeszcze, że smutek i cierpienie zawsze głośniej chodzą od nadziei, ale ona też przy człowieku, tylko usłyszeć ją trzeba, bo niekiedy na paluszkach ledwo stąpa.

Wioletta Sawicka nie boi się postawić swoich bohaterów w obliczu tragedii. Nie ma zawahania, żeby nasłać na nich czas próby tak ciężkiej, że ma ona zweryfikować ich moralność i wszelkie wyznawana wartości. Stawia ich w sytuacji, w której miłość to zbyt mało i jednocześnie wszystko.
I dzięki tej odwadze sprawia coś, czego niewielu autorów dokonało. To lektura, po której poczujecie się pocieszeni w swoich troskach, w której uzyskacie dobrą radę i nauczycie się empatii. Spojrzycie na swoje problemy z innej perspektywy i nauczycie się bardziej doceniać dobro, które Was dotyka.

Polubiłam się z czarnych charakterem! I wcale nie dlatego, że zrozumiałam jego motywy, że usprawiedliwiłam postępowanie. Po prostu był tak skomplikowaną, tajemniczą postacią, że zupełnie mnie zafascynował. Tak bardzo starał się być zły, aż wywołał współczucie.

Historia składa się z wielu wciągających wątków. Są przeprowadzane bardzo esencjonalnie i wyraziście. Wszystkie są rozwijane i zakańczane, nie pozostawiając niedbałych niedomówień. Styl jest od początku do końca bogaty i dopieszczony. Kiedy jesteśmy u Joanny jest współczesny, a w momencie gdy na scenę wychodzi Marta język jest stylizowany na ten z minionej epoki. Efekt jest piorunujący.

Polecam. Jak tylko mogę, podpisując się pod tą recenzją obiema rękami i całym sercem. Polecam Wam cykl o poszukiwaniu spokoju i walce o szczęście. O miłości do życia we wszystkich jego barwach.

Moja ocena: 10/10

Wyrwał jej serce i żyła. Zabrał powietrze i też żyła. Widać można żyć bez serca i bez powietrza.