„Dar Julii” – tom 3.

Trzymaj się
Dasz radę
Głowa do góry
Bądź gotowa
Nie daj się
Nie poddawaj się
Nie okazuj słabości
Bądź twarda
Pewnego dnia może będę
Pewnego dnia może
będę
w o l n a

Rewolucja upada, Julia zostaje zabita przez Andersona. To daje dosyć kiepskie rokowania na happy end w finalnym tomie, ale… Ale!
Ale przy życiu pozostaje grupa niesamowitych osób, która może naprawdę wiele. Przede wszystkim pozostaje Warner, który przy pomocy Dziewcząt – uzdrowicielek w ostatniej chwili chwyta życie Julii i wpycha je z powrotem w jej ciało. Tyle że jak ona przyjmie porażkę? Jak przyjmie wiadomość, że Punkt Omega już nie istnieje, a jej przyjaciele mogą nie żyć? Jedyni ludzie, których mogła tak nazwać prawdopodobnie zginęli w walce. I ostatecznie jak z nią postępować, skoro ma go za zdrajcę?

Dar Julii jest niezaprzeczalnie najlepszym postapokaliptycznym młodzieżowym fantasy, jakie czytałam. Mówię bez ogródek. Uwielbiam tę książkę. Dlaczego?

Jesteśmy jak otwarcie i zamknięcie cudzysłowu, jak cudze słowa dożywotnio na siebie skazane. Więźniowie życia, którego żadne z nas nie wybrało.

Po 1:
bo Julia.
Julia jest pierwszą bohaterką, jaką spotykam w literaturze, która wyzbywa się skrupułów. Pierwszą, która naprawdę rozumie o co w tym wszystkim chodzi. Postawiona przed opcją wóz albo przewóz staje na wysokości zadania. Rozpacz zamienia w złość, nienawiść i chęć zemsty. Nie biadoli, że trzeba kogoś zabić i nie załamuje rąk myśląc „jak biedna ja sobie poradzę”. Ma przysłowiowe jaja! Stając na rozstaju dróg bez wahania wybiera tę właściwą nie bojąc się, że kogoś tą decyzją zrani. Zagubiona Julia z tomu pierwszego, dziewczyna, która nie marnowała rozdziału na pozytywy i cały czas beczała, rozpościera skrzydła, uczy się kontrolować moc i odradza się jako nieugięta wojowniczka. I niech mnie, jeśli Katniss nie powinna czerpać z niej przykładu!

Muszę zacząć od nowa. Samotnie stawić czoło światu. Muszę dokonać ostatecznego wyboru: poddać się, albo iść na przód.
Więc wstaję.
[…]
Zaciskam pięści i próbuję nie krzyczeć, chowam przyjaciół w swoim sercu i myślę że
zemsta
jeszcze nigdy
nie wydawała się taka słodka.

Po 2:
bo Warner.
Warner w części drugiej był oceanem tajemnic. Teraz nurkujemy w jego odmętach i chociaż wiemy, że do samego dna nie dotrzemy nigdy, to mało się nie topimy na rewelacje jakie nam serwuje. Oczywiście okrętem jakim podróżujemy jest Julia i to właśnie ona cierpliwością i uczuciem odsłania jego kolejne warstwy. Warstwy krzywdy i cierpienia jakich doświadczył. Chociaż nie czarujmy. Sam staje na głowie, żeby zatrzymać ją przy sobie. Żeby uwierzyła w jego miłość i intencje. Nie jest podwójnym agentem i wspiera ją każdym dostępnym sobie środkiem. Ryzykując swoją własną pozycją i życiem udowadnia, że maszynka, żołnierzyk, jakim stworzył go ojciec, to tylko zbroja w której się schował. Teraz jest gotowy otoczyć tą samą osłoną nie jedną, a kilka osób i zwrócić ją przeciw Komitetowi Odnowy. Ponadto, z rzeczy mniej formalnych, poza tym, że jest idealnie przystojny, a jego ciało jest idealnie idealne Warner ma poczucie humoru. I to wielobarwne. Od zabawnego chłopaka, po cynicznego złośliwca. To ostatnie uaktywnia się szczególnie przy Adamie 🙂

Masz w sobie tyle charyzmy co gnijące flaki zwierzaka rozjechanego na drodze.

Po 3:
bo Kenji.
Jest jedną z najkomiczniejszych, najwierniejszych i najcieplejszych postaci książkowych jakie poznałam! W dowcipach dorównać mógłby mu jedynie Azazel z „Ja, diablica”. Każde słowo jakie z siebie wyrzuca wzbudza emocje. Po tym jak prawie zginął pośrednio przez Julię, dziewczyna odkrywa jak wielką sympatią go darzy, jak ważny jest dla niej i stają się nierozłączni. Razem trenują, rozmawiają, planują, zwierzają się sobie. Facet jest po prostu niesamowity ze swoim pozornie lekkim podejściem do życia, chociaż martwi mnie odrobinę jego chęć wysłuchiwania babskich dramatów. I okazuje się jednym z najsilniejszych filarów powstania, które wisi w powietrzu.

– Wiesz, mam teraz pewien rodzaj kontroli nad tym – mówię mu rozpromieniona. – Mogę modelować różne poziomy siły.
– Dobrze dla ciebie. Kupię ci balona, gdy tylko świat przestanie srać sam na siebie.
– Dziękuję – mówię zadowolona – jesteś dobrym nauczycielem.
– Jestem dobry we wszystkim.
– Jesteś też skromny.
– I naprawdę przystojny.

Mogłabym opisywać każdego bohatera z osobna. Mafi stworzyła kilka rewelacyjnych postaci, z których każda była przejmująco ludzka. Każda miała swój charakter, słabe i mocne strony i żadna nie była idealna. Największym zaskoczeniem okazał się chyba Adam, bo z twardego żołnierza przeobraził się w rozhisteryzowaną panienkę. Nawet mam w związku z nim taki niesmak, wrażenie, że autorkę nieco poniosło w przyprawianiu mu rogów. Chyba sama zakochała się w Warnerze 😉
Kilka wątków rozpoczętych w częściach poprzednich również uległo mocnym, nagłym zwrotom. Niespodziewanym i zaskakującym. Akcja była bardzo porywająca, działo się nawet w czasie, kiedy nic się nie działo. Jeśli nie dochodziło do walk, zmagaliśmy się z osobistymi dramatami bohaterów. Nie szczędzono śmiechu, nerwów i masy wzruszeń. Żadna strona nie prawiła o niczym. Nie było rozdziału, który pozwoliłby na odpoczynek od emocji. Nie podobało mi się jedynie zakończenie, które poleciało troszkę po łebkach. Ostateczny rozrachunek, coś na co czekaliśmy przez trzy i pół tomu poszedł zbyt gładko i zbyt szybko. Właściwie nie napotkali się z żadnym większym problemem.  Ale za to niucham tu ładną furtkę do kontynuacji. Mafi nie ciągnęła tego na siłę, bo rzeczywiście na ten moment temat został wyczerpany, ale coś tam kiedyś może… Jakiś tom 3,5? Nieee!!! Poprosimy od razu 4 😉

Lena, dziękuję serdecznie za polecenie i udostępnienie tak wspanialej przygody :*

Moja ocena 9/10

Wszystkie chwile świata padły trupem, bo właśnie się ocknęły i zrozumiały, że nigdy nie będą tak ważne jak ta.