„Dziedzictwo Orchana”
U

miera Kemal, głowa rodu, założyciel wielkiego przedsiębiorstwa tkającego dywany. Pozostawia po sobie schedę w postaci prężnej firmy i rozpadający się dom na tureckiej prowincji, będący świadkiem dziesiątek lat jego życia. Zapis w testamencie jest zupełnie nie do przyjęcia dla jego syna. Firmę dziedziczy wnuk Kemala – Orchan, a dom zupełnie obca rodzinie kobieta mieszkająca w Los Angeles.
Orchan czym prędzej wyrusza do Kalifornii i, z notatnikiem zawierającym szkice dziadka, staje przed ormiańskim domem starców, będącym aktualnym adresem zamieszkania Sedy. Jego celem jest nakłonienie staruszki do zrzeknięcia się domu, który przecież należy się jego rodzinie. Jednak wnikliwość i empatia Orchana zaczynają dociekać kim jest ta kobieta, której dziadek oddał rodzinny dom. Co ich łączyło?
Historia jaką usłyszy wstrząśnie nie tylko nim, ale również każdym czytelnikiem, który weźmie do rąk tę książkę.

– Myślę, że mogłabym zacząć tak, jak się zaczynają ormiańskie bajki: Gar oo chegar… To było i nie było… Widzi pan, tak jak samo życie każda historia i jest, i jej nie ma.

Historia, jaką poznaje Orchan wstrząsa jego życiem, pochodzeniem i całą przyszłością. Czy to możliwe, że do tej pory nie znał dziejów własnej rodziny? Seda zanurza się w przeszłości, a my wraz z nią poznajemy wstrząsającą historię Lucine i Kemala.

Lucin i jej rodzina mimo swojej wysokiej pozycji społecznej jako Ormianie zostają wygnani z wioski przez tureckie władze. Kemal, zakochany w dziewczynie, z całych sił stara się ją uratować, ale ta z wpojoną sobie dumą odrzuca podszepty serca i wyrusza wraz z całą ormiańską społecznością w długą, morderczą drogę, tak naprawdę nie wiadomo dokąd. Chłopak w geście rozpaczy wciela się do wojska. Czy młodzi będą jeszcze mieli szansę się spotkać?

Ostatnio lubię wschodnie klimaty. Czy to dlatego, że znudził mi się natarczywy zachód? A może brakuje mi nutki egzotyki w naszej deszczowej jesieni? Wschodnia egzotyka jest czymś skrajnie innym od tego, co poznałam dotychczas. Z przyjemnością zanurzam się w zapachach orientalnych dań, kolorach ręcznie tkanych serwet i kulturze równie pięknej, co bezwzględnej. Jeśli pióro leży we właściwej dłoni, książki, w których przoduje islam czy hinduizm, zamieniają się w obrazy o odurzających kolorach. Czy Aline Ohanesian podołała zadaniu?

Autorka zabiera nas na podróż w czasie. Dwutorowa akcja to coś, co bardzo mnie fascynuje i podkręca emocje w fabule. Pozostajemy w wieku XX, ale najpierw jesteśmy w latach dziewięćdziesiątych, gdzie Ormianie domagają się swojego miejsca na kartach historii, a chwilę później pochłania nas wojenna zawierucha roku 1915.

Zwykle wojna lub inne wydarzenie historyczne są tłem dla tragicznej miłości. W przypadku tej powieści jest odwrotnie. To tragiczna miłość jest tłem dla bestialstwa i okrucieństwa, jakie chciała pokazać autorka. Bohaterowie posłużyli jej jedynie jako cisi obserwatorzy, świadkowie potwornej wojny. Ludobójstwa, które po dziś dzień jest zamiatane pod dywan. To w gruncie rzeczy książka, której napisanie wymagało dużo determinacji i odwagi. Turcy nie przyznają się do eksterminacji ludu, który po dziś dzień nie ma własnej ojczyzny. Ormianie do tej pory rozproszeni po świecie, szukają swojego miejsca.

Książkę jak najbardziej polecam. Nie jest to łatwa lektura i na pewno sceny mordów, zezwierzęcenia ludzi, porwań i gwałtów wydadzą się niektórym zbyt brutalne. Warto jednak poznać tę historię. Nie jest ubrana w romantyzm, nie koloruje jej piękno tureckich tkanin ani wielkie uniesienia. Jest zapisem czarno na białym faktów, jakie były mi do tej pory zupełnie obce i coś uświadomiły. Wojny na tle rasowym były od zawsze w każdym zakątku świata. W Azji na tle religijnym, w Afryce czarnych wypędzano z ich własnych terytoriów. Są w Europie, Ameryce, naprawdę wszędzie. I być może im bliżej współczesności, tym jest to straszniejsze. Bo im bliżej czasów obecnych, tym świadomość ludzka wzrasta, a zapędy w posiadaniu zaczynają przekraczać wszelkie granice.

– Wiesz, co powiedziało drzewo, kiedy siekiera przyszła do lasu?
– Nie. A co?
– Trzonek jest jednym z nas – mówi ciotka z przebiegłym uśmiechem.

Debiutancka powieść Ohanesian zajmuje bardzo ważne miejsce w zapisie światowej historii. Nie należy jej lekceważyć.

Moja ocena: 7/10