„Dziwne losy Jane Eyre”

Osierocona Jane trafia pod opiekę ciotki, która darzy ją olbrzymią niechęcią. Wraz z trójką swoich dzieci urządza jej prawdziwie koszmarne dzieciństwo. Kiedy dziewczynka dorasta do posiadania własnego zdania zostaje odesłana do rygorystycznej szkoły, z której nie każda uczennica uchodzi z życiem.
Jane się jednak udaje. Nie tylko nie gnie się przed szaloną surowością, ale dodatkowo zdobywa wysokie wykształcenie i doświadczenie w pracy nauczycielki. Szare mury Zakładu Lowood ograniczają jednak jej potrzebę życia i artystyczną duszę. Jane wysyła ogłoszenie i wkrótce dostaje posadę guwernantki w tajemniczej posiadłości Thornfield Hall.


Literatura gotycka

Początkowo nastawiałam się na coś w stylu Austen, tyle że dużo bardziej poważne. Wszyscy mi mówili, że Charlotte to nie Emily i nie powinnam się obawiać o powtórzenie burej histerii (nie znoszę Wichrowych Wzgórz). Co prawda nie nastawiałam się na komedię, nie liczyłam na ironiczny przestrzał społeczeństwa i wielkie dramaty wzgardzonego serca. Oczekiwałam dobrej, odległej czasowo powieści z mocnym charakterem i wątkiem romantycznym.
Dostałam nieporównywalnie więcej.
Bury klimat zamienił się na mroczny i tajemniczy, komedia na pełne intelektu, cięte dyskusje. Dramaty pojawiały się niejednokrotnie w ciągu genialnych zwrotów akcji. Jednym słowem gotyckie wydanie angielskiej klasyki rzuciło mnie na kolana i zniewoliło serce.


Jane Eyre

W literaturze angielskiej z dziewiętnastego wieku nie brakuje bohaterek inteligentnych, bystrych i  wygadanych. Nijak się to jednak ma do Jane Eyre, która pod każdym względem jest bohaterką doskonałą. Jest bezpretensjonalna i skromna, a przy tym wykształcona i absolutnie samodzielna. Ma olbrzymie poczucie własnej wartości i zna smak wolności, która przez wiele lat była jej odebrana. Wzbudza sympatię i podziw, kiedy nie daje się omamić sercu i walczy o swoją godność.

Mógłbym ją zgiąć dwoma palcami; i cóż z tego, gdybym ją zgiął, złamał i skruszył? Z jej oka wyziera śmiała, mężna, wolna istota i stawia mi czoło nie tylko odważnie, ale z surowym triumfem. Cokolwiek bym zrobił z jej zewnętrzną powłoką, nie dosięgnę tej wolnej, pięknej istoty!

Podczas gdy bohaterki Jane Austen, choć oczytane i kształcone, były rzeźbione przez rodziców na żony i matki, ona odbiera staranne wykształcenie i nie ustaje w dążeniu do samodoskonalenia. Poznaje nowe języki, nabiera nowych umiejętności, nieustannie prze do przodu.


Edward Fairfax Rochester

Pan Rochester nie jest podobny do żadnego z angielskich amantów. Jego bezpośredniość i ekscentryzm bezustannie zaskakują. Nijak ma się do pana Darcy czy pułkownika Brandona. Nie obiera sobie panny, do której wzdycha i chodzi w konkury. On płonie uczuciem, wymyśla fortele, omamia i dopiero wtedy wykrzykuje o swojej miłości. Jest nieprzewidywalny i wybuchowy, ale potrafi cierpliwie obserwować w oczekiwaniu na idealną chwilę.

Pragnęłam znów usłyszeć jego głos, ale lękałam się spotkać z jego oczami.

Jednocześnie ów dżentelmen skrywa mroczny sekret, który odziera go z jakiejkolwiek szlachetności i tym samym sprawia, że jest jeszcze bardziej fascynujący.


Niedoskonali

Jane oceniana jest jako kobieta wyjątkowo przeciętna z wyglądu, nie zwracająca niczyjej uwagi, szara myszka. Choć przy bliższym poznaniu wiemy, że jest zupełnie nieprzeciętna pod względem charakteru i inteligencji, to nie ma mowy o zakochaniu się w niej od pierwszego wejrzenia.
Rochester nazwany jest przez samą Jane mężczyzną raczej brzydkim. Bez typowo szlacheckich rysów, zbyt kanciasty, zbyt surowy i obcesowy. Jednak niewątpliwy magnetyzm jego charyzmatycznego sposobu bycia i potężna sylwetka nadrabiają z nawiązką. Osobiście popadałam w skrajności. Najpierw mnie irytował, później okazywał się świetną postacią.
Thornfield Hall to przepiękny, ogromny dwór z blankami i wieżyczkami, jednak lata swojej świetności ma dawno za sobą. Jego pan uganiając się po świecie bywa tam rzadko i choć pani Fairax zarządza posiadłością twardą ręką dworzyszcze sprawia wrażenie ponurego i porzuconego.
Jeszcze nic nigdzie nie było tak wiarygodne, jak dziwne losy Jane.


Geniusz?

Na doskonałość dzieła Charlotte Brontë składa się wiele czynników, ale przede wszystkim genialnym posunięciem było stworzenie żywych bohaterów i ich prawdziwej historii.
Wiele elementów powieści ma swoje źródło w życiorysie Charlotte. Była zamknięta w szkole o wyjątkowym rygorze, a później nauczała jako guwernantka. Podobno również obłąkana kobieta z trzeciego piętra miała swojego prawdziwego odpowiednika.
Fantastyczna postać St. Johna, który miał wytyczony cel w życiu, a wszelkie doktryny opierał na niezachwianej wierze zasługuje na szczególną uwagę. Jego zdecydowanie, upór i poglądy, pokazują jak szeroką wiedzę i jak głębokie przemyślenia miała sama autorka.


Taka miłość…

To nie jest klasyczny romans. Prawdopodobnie znajdzie się wiele osób, które w ogóle zaprzeczą, że książka nim jest. Pragnąca niezależności i samodzielna Jane nie szuka męża jak inne panny w jej wieku. Pragnie z całego serca w końcu do kogoś należeć, poczuć się bezpiecznie, ale honor, własna godność i ambicje są dla niej dużo ważniejsze.
Rochester jest od niej dwukrotnie starszy i ma pewną przeszłość, co jak na ich czasy jest nie lada skandalem. Jednak miłość opowiedziana na kartach powieści jest jedną z najlepszych historii, jakie w życiu czytałam. Pełne oddania i afektu, oparta na głębokiej przyjaźni, wyzbyta złudzeń i fałszu, ale jednak porywcza i gorąca. Najpiękniejszy rodzaj z wymyślonych w literaturze.


Podsumowanie

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, to podkreślę, że tak, polecam.
Polecam lekturę, która zapewni Wam długie godziny mocnych przeżyć.
W jej ponurym i szarym klimacie nie ma niczego przygnębiającego (chyba, że autorka własnie taki efekt chce osiągnąć). Dodaje on raczej wrażenie niesamowitości. Wiele scen wywołuje śmiech i jeśli docenić obyczajność czasów należy przyznać, że to bardzo odważna powieść. Historia mówiąca o potrzebie bycia kochanym i obdarzenia kogoś miłością. Bez desperackich ruchów i decyzji. O emocjach opartych na stabilnych i silnych fundamentach. O konieczności czucia się dobrze samemu ze sobą, o własnych ambicjach i wielkich marzeniach.
Takich książek już się po prostu nie pisze.

Moja ocena: 10/10

Nie chciałam go kochać; ciężko walczyłam, by wyplenić z serca ziarno kiełkującej miłości; a teraz, za pierwszym spojrzeniem na niego, ziarna te puszczały pędy silne i zielone! Budził we mnie miłość nie patrząc nawet na mnie.