fala gniewu
fala gniewu
„Fala gniewu” (t.7)

„Fala gniewu” to siódmy tom cyklu: Dziedzictwo rodu Poldarków.

Kornwalia, 1798–1799
Nadciągają dziwne, choć zdawać by się mogło, że w końcu stabilne chwile dla mieszkańców Nampary.
Ross, jako poseł Truro do Izby Gmin, dużo czasu spędza w Londynie, natomiast Demelza zajmuje się dziećmi i gospodarstwem, doglądając spraw kopalni. Burzliwe chwile, które zachwiały ich małżeństwem już minęły. Chwile, które podkopały poczucie bezpieczeństwa i niestabilność finansowa również są za nimi. Dlaczego więc nie potrafią poczuć dawnej jedności?

Jak to bywa u Winstona Grahama główni bohaterowie są tylko jednym z wątków. Niezwykłym zabiegiem autor uczynił każdą postać bohaterem pierwszoplanowym. Każdy wątek mniej lub bardziej, interesuje.

Moimi faworytami od trzech tomów są Dweight i Caroline Ennyssowie. Ta niezwykle silna kobieta i ponad swoje czasy inteligentny lekarz stanowią parę, której nie łączy nic poza miłością. Kiedy zostają rodzicami muszą się zmierzyć z sytuacją, w której miłość może nie wystarczyć.
Morwenna, poślubiona Ossiemu staje na krawędzi szaleństwa. Nie potrafi bez strachu spojrzeć już na nikogo, nawet na ukochanego Drake’a.
Obydwoje bracia Demelzy przeżywają olbrzymie zawody miłośne. Ponieważ są z natury wiernymi i dobrymi mężczyznami każdy z nich zamyka się w sobie.
Najgorętszy wątek stanowi rozogniony konflikt Rossa i Georga. Bankier nadal ma wątpliwości co do swojego ojcostwa, przez co nie zawaha się przed niczym, żeby zniszczyć rywala, a Ross, przez swój temperamentny charakter pakuje się w coraz większe kłopoty.

To był chyba najbardziej szalony, jeśli chodzi o fabułę, tom. Istny rollercoaster wydarzeń i emocji spowodował, że pochłonęłam te ponad sześciusetstronicową książkę w jednej chwili. Powód? Autor przez dwa ostatnie tomy nieźle narozrabiał, a teraz postanowił wygładzić i zamknąć sporo wątków. Naprawdę sporo! I przez to działo się tak bardzo, że moje skołatane serce dudni jeszcze na długo po zakończeniu lektury.

Ross i Demelza odkrywają, że dawny ogień wygasł. Jest miłość, przyjaźń i zgodność charakterów, ale zabrakło poczucia bezpieczeństwa i zaufania. Autor postanowił w jakiś sposób obrzydzić nam Demelzę, która nadal, z niegasnącym zapałem, stara się odnaleźć w fascynującym ją świecie wyższych sfer. Trwając u boku Rossa pozwala innym na dużo więcej niż nakazuje nawet obecne poczucie przyzwoitości. Tylko dlatego, że nie chce nikogo urazić po raz kolejny nadwątla zaufanie męża. Zupełnie traci swój instynkt, za który ją pokochaliśmy. Z jakiegoś powodu nagle przestaje być taka jaką ją autor stworzył.
Dosyć ciekawym zjawiskiem jest również fakt, że wszyscy zapomnieli lub milczą o zdradzie Rossa, która doprowadziła do poczęcia dziecka z inna kobietą. Z kobietą, o której, nawiasem mówiąc, nadal nie jest w stanie zapomnieć. Wina Demelzy i tak jest większa…

W finale książki główny powód konfliktu Georga i Rossa znika. To moment, który wprawia czytelnika w zupełne osłupienie. Przyznam, że czekam z niecierpliwością co będzie się działo dalej, bo przecież to typy, które stając ramię w ramię podbiły by świat. A jednak wybierają dożywotnią nienawiść.

Podsumowując:

To typowy tasiemiec. Ma wiele przeciągniętych wątków, konwersacji o sytuacji polityczno-gospodarczej lub opisach życia w surowej Kornwalii. Dla tych jednak, którzy pokochali tę serię, elementy te stają się jej cechą charakterystyczną.
Winston Graham miał bardzo długą przerwę pomiędzy czwartym a piątym tomem. Po swoim wielkim powrocie chciał kontynuować serię z dawną werwą, ale ewidentnie nie potrafił uchwycić klimatu. Wydarzeniami z części „Fala gniewu” pokazuje, że w końcu załapał dawnego bakcyla. Udowadnia to choćby scena, w której Ross uświadamia sobie, że mimo olbrzymich osiągnięć wieś i praca ramię w ramię z chłopami, to jest to, co daje mu w życiu prawdziwą przyjemność. Autor poucinał wszystkie poprzednie wątki (i to wcale nie na odczepnego, zrobił to świetnie!) i ze swoją mistrzowską manierą planuje pociągnąć kolejne kilka tytułów.
To jedna z najlepszych części.

Moja ocena: 9/10

Jestem w Namparze. Ty też. Dzieci są na piętrze. To wszystko , co się liczy w tej chwili, teraz. W moich żyłach krąży krew. W twoich również. Nasze serca biją. Oczy widzą. Uszy słyszą. Czujemy zapach i dotyk, rozmawiamy. […] Jesteśmy razem – powiedziała. – Czy to nic nie znaczy?