„Grzesznik”

Kiedy Marek „Suchy” Suchecki dowiaduje się o wyjściu na wolność swojego poprzednika, i tym samym największego wroga, postanawia bezzwłocznie działać. Jako boss suwalskiego półświatka ma rozległe możliwości, wybiera jednak najskuteczniejszą formę uciszenia go. Nie spodziewa się jednak, że Grzegorz Samielewicz, przez media okrzyknięty Grzesznikiem, okaże się szybszy. W wyniku starcia z jego pomagierami Marek ulega poważnemu wypadkowi.
Kiedy wybudza się w szpitalu z kilkudniowej śpiączki wszystko staje na głowie. Samiel przejął kontrolę nad mafijnym klanem Suwałk, co więcej jest nieporównywalnie skuteczniejszy od Suchego i już pomnożył jego osiągnięcia. Mężczyzna musi jak najszybciej obmyślić plan odzyskania pozycji. Jest to o tyle trudniejsze, że startuje od zera. Samiel przejął cały jego interes, wszystkich ludzi, jak również wyczyścił mu konta bankowe. Dodatkowym utrudnieniem okazują się być zdolności, jakie Suchy nabył prawdopodobnie przez uraz mózgu. Zaczął widzieć rzeczy niedostępne dla oczu zwykłych ludzi…

Co byście powiedzieli na horror o opętaniu? Że to już było? Że znacie i chociaż lubicie, to nie wnoszę w wasze życie nic nowego? No to się zdziwicie, bo TEGO jeszcze nie było.

Artur Urbanowicz w swojej drugiej książce powraca do Suwałk (doskonale pamiętam zasadę: nie Suwałek), swoich rodzinnych okolic, gdzie tak fantastycznie przerażał nas przy okazji powieści debiutanckiej „Gałęziste”. Po tamtej lekturze postanowiłam już nigdy nie wchodzić do lasu. Mój plan spełzł na panewce, bo wraz z Markiem z powrotem się tam znalazłam. Wróciłam na wywołujące ciarki, spowite historią Cmentarzysko Jaćwingów.

Byłam bardzo ciekawa połączenia powieści gangsterskiej i horroru. Oczekiwałam lepkiego i mrocznego klimatu wywołującego klaustrofobię. Przyznam, że miałam również obawę, że ta cała mafia w ogóle mi nie podejdzie, bo to w końcu typowo męskie klimaty. I tutaj ciekawostka, bo przez pewien kawałek książki to właśnie gang Suchego pochłonął całą moją ciekawość, a sceny rodem z koszmaru upchnęłam gdzieś na drugi plan. Książka od pierwszej strony odpaliła takie magnetyczne przyciąganie, że wręcz marzyłam o tym, żeby się ciągnęła w nieskończoność.

Obudziłeś się dziś na tym świecie, czy jak? Pomyśl, człowieku! Mózgu używamy!

To czego się w niej doświadcza zakrawa o jakieś zjawisko, które ciężko przełożyć na słowa. Wstępnie poznajemy codzienność szefa mafii – dobrze ustawionego oprycha z obsesją władzy. Nawet to ciekawe, intrygujące, bo Marek żyje sobie całkiem nieźle. Ma piękną żonę, dwójkę dzieci i przyzwoity dom. Czas spędza z kolegami we własnym barze, gdzie popijają piwka i prowadzą adekwatne do stanu dyskusje. Grywa w piłkę nożną, którą uwielbia. Spotyka się ze swoją kochanką. Generalnie nie ma na co narzekać. W pracy też jakby spokojnie, bo przecież jego obowiązki polegają na wydawaniu poleceń i od czasu do czasu brutalnego egzekwowania warunków umowy.
I tak sobie płyniemy tym zaskakująco wciągającym potokiem gangsterskiego życia, bawiąc się przy tym świetnie i nie zdając sobie sprawy z tego, że autor już rozpoczął hipnotyczną grę z naszą świadomością.

Kuszenie, dręczenie, obsesje, nawiedzenie i opętanie…

Właśnie te atrybuty Artur Urbanowicz bierze w ręce i wykorzystuje do intrygującej zabawy z naszą psychiką. Zanim się spostrzeżemy zagłębia się w świadomość czytelnika, odnajduje jego lęki i wykorzystuje do stworzenia psychodelicznego pościgu. Powiecie, że każdy boi się czegoś innego. Ale jest przynajmniej jedna rzecz, która przeraża nas wszystkich, bez wyjątku. I jeśli nie chcę spoilerować, to powinnam w tym miejscu zamilknąć.

Przy okazji tej powieści poznałam absolutnie najlepiej skonstruowaną postać literacką, z jaką miałam przyjemność. Grzegorz „Grzesznik” Samielewicz. Jest istotą doskonałą, czy też może doskonale stworzoną. To czyste zło, najczarniejszy z czarnych charakterów. Prawdziwą czytelniczą rozkoszą było dać się opętać jego upiornemu urokowi. Wydaje mi się, że teraz on będzie punktem porównawczym, kiedy sięgnę po kolejny horror.
Przerażające fragmenty muszę podzielić na dwie części. Jedną są pojawiające się w trakcie czytania sceny z, technicznie je nazwę, „potworami”. One nie do końca były przekonujące. Prawdopodobnie naoglądałam się ich za dużo w filmowych produkcjach i przestały mnie poruszać jak należy. Ale część druga, czyli klimat zasługuje na najwyższą ocenę. Był dokładnie tak gęsty i niebezpieczny jak można sobie wymarzyć.

Coś sprawiło, że Marek się obudził. Nie wiedział, czy jakiś nieokreślony hałas, czy nieostrożny ruch śpiącej Kasi, czy może sen, którego nie pamiętał.

To po czym autor powinien być rozpoznawalny, to niesamowicie lekki język i realistyczne dialogi. Bohaterowie nie starają się używać ładnego słownictwa, poprawnej polszczyzny, nie wzbraniają się przez przekleństwem i upraszczaniem w przekazie słownym. Jednak wszystko sprawia wrażenie takiego estetycznego i nienachalnego, jakby się rzeczywiście słuchało rozmowy żywych ludzi. Oddaje to realizm, który w pewnych chwilach miał kluczowy wpływ na odczucia.

Byłam zachwycona powrotem do Suwałk. Przed oczami stawały mi sceny z „Gałęziste”. Cmentarzysko Jaćwingów, nagle opuszczona osada, dyndająca z drzewa ślicznotka i te makabryczne leśne ścieżki, dodatkowo podkręcały napięcie. Bez obaw możecie przeczytać „Grzesznika” nie znając poprzedniej powieści autora. Poza tymi smaczkami nie stracicie kompletnie niczego z fabuły.

Czy polecam? Powiem krótko. „Grzesznik” własnie wysunął się na prowadzenie w moim rankingu najlepszych przeczytanych w tym roku książek. Polecam.
Będziecie się świetnie bawić, a później poczujecie niepokój. On szybko przerodzi się w niezidentyfikowany lęk i nagle uznacie, że nie chcecie spać przy zgaszonym świetle, a lustro w łazience to zbyt wiele na wasze skołatane serce. Spojrzycie podejrzliwie na swojego współlokatora i dla pewności wygrzebiecie z dna szafy komunijny łańcuszek z krzyżykiem. A kiedy przerażenie, obrzydzenie i zaszokowanie osiągnie apogeum, kiedy mało nie rozpłaczecie się z nadmiaru okrucieństwa, ze zdziwieniem odkryjecie, że nadal się świetnie bawicie.
Starcie końcowe – nie wynajdę słów uznania. Mało nie skakałam po fotelu z przejęcia i satysfakcji 😉

Fabuła: 10
Bohaterowie: 10
Klimat: 9
Sceny upiorne: 6
Kac książkowy: 10

Ocena końcowa: 9+/10

Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą […].

  • Maria Kasperczak

    czytałam Gałęziste, ale trochę za wysoko postawiłam poprzeczkę, nie żebym się zawiodła, ale czułam pewien niedosyt. „Grzesznika” na pewno przeczytam, a Twoja recenzja sprawiła że przesunę go bliżej początka kolejki książek do przeczytania

    • Gałęziste rzeczywiście miało pewne wady, które wywoływały monotonię, ale, przynajmniej moim zdaniem, Grzesznik zupełnie się ich pozbył. Autor jest w szczytowej formie i niech to trwa jak najdłużej.

  • Zapowiada się świetnie, klimat książki dla mnie jak znalazł. Napewno po nią sięgnę 🙂

  • Globfoterka

    Chyba najwyższa pora przejść się do księgarni i wzbogacić regał o nową pozycję :).

    • To zdecydowanie bardzo dobry pomysł 😉

  • Monika, zresetowani.pl

    Ogólnie nie lubię tego typu książek, ale po twoim opisie mam ochotę jednak zajrzeć do niej 🙂

    • Jeśli znasz jeszcze jakąś książkę w tym typie to poproszę o tytuł, bo mnie się bardzo spodobała 🙂