I wrzucą was w ogień (t.2)
K

acper, poszukiwacz przygód z tomu pierwszego, wyrasta na silnego, odpowiedzialnego mężczyznę. U boku ukochanej żony prowadzi gospodarstwo i przekazuje potomstwu wszystkie tajniki życia po Upadku. Jest głową rodziny i jednym z najlepszych zbieraczy w Osadzie. Kompletnie nie przeszkadza mu ociemnienie, sam tresuje swojego psa-przewodnika i jest zupełnie niezależny.

Lucyferiańskie ogniki wymarły. Czas idzie do przodu swoim tempem, ludzie popadają w monotonię dnia codziennego. Młodzi nigdy nie poznali diabelskich światełek, wieczna zima jest dla nich czymś naturalnym, instynkt przetrwania mają zaszczepiony od urodzenia. Czują się zupełnie swobodnie w otaczającej ich rzeczywistości.
Jedyną przestrogą jest Lodowiec. Kto ośmielił się na niego wejść, już nigdy nie wrócił. Kto usłyszał pieśniarzy, zupełnie stracił rozum. Legenda głosi, że znajduje się za nim morze, a nad morzem żyją inni ludzie. Nikomu jednak nie udało się tego dowieść.

Początek powieści wprowadza nas w „zwyczajne” życie w Osadzie. Umieściłam słowo zwyczajne w cudzysłów, ponieważ sposoby na przetrwanie w tych skrajnie niemożliwych warunkach wymagają ciężkiej pracy od rana do nocy. Ludzie jednak już do tego przywykli. Od poprzedniej części dojrzało kolejne pokolenie. Wszystko wydaje się trwać w ładzie. Mężczyźni wyruszają na łowy, młode panny zbierają węgiel, a żony i matki pielęgnują gospodarstwo. Nadal wyróżniamy zbieraczy, drwali, myśliwych. Po unicestwieniu ogników Osada zeszła z gór na Podgórze, bliżej coraz gęściej zaludnionego Miasta.

Kacper ma dwoje dzieci. Maciek jest już niemal dorosłym mężczyzną, który nosi w sobie pasję myśliwską. Przestrzega kodeksu, ufa instynktowi i ma odwagę polować w pobliżu lodowca.
Kaśka wyrosła na porządną pannę, wytrwale wypełniającą swoje codzienne obowiązki. Jej wielkim marzeniem jest życie w Mieście. Pewnego dnia poznaje młodego Technika, wysoko usytuowanego mieszkańca okolic Ciepłowni. Para zakochuje się w sobie bez pamięci, ale jak się szybko okazuje dziewczynie z Lasu nie przystoi zadawać się z mieszczaninem. Zrozpaczona Kaśka ucieka ze swoim ukochanym do Miasta. Jedyną słuszną reakcją mężczyzn z jej rodziny jest wyruszenie za nią. Kacper w towarzystwie Maćka niemal natychmiast udają się za córką. W gęstym, przesyconym zepsuciem Mieście ich drogi niespodziewanie się rozchodzą.

Po przeczytaniu książki musiałam odczekać kilka dni, żeby móc napisać w miarę przyzwoitą recenzję. Gdybym się za to wzięła od razu ochów i achów nie byłoby końca, a wy w gruncie rzeczy nie dowiedzielibyście się niczego wartościowego.

Tym razem mamy aż trzy ścieżki, którymi pędzi fabuła (bo pędzi niepohamowanie). Taką, przynajmniej jak dla mnie, najbardziej tajemniczą jest wyprawa księdza Rafała, załamanego moralnym i duchowym upadkiem ludzkości, na lodowiec, siedzisko demonów. Od pierwszej chwili miejsce to jest owiane groźną tajemnicą. Duchowny bez żadnego wcześniejszego przygotowania podejmuje karkołomną trasę ufając, że poprowadzi go sama wiara. Ale jak widzimy na okładce, co się stanie, kiedy sama wiara już nie wystarczy?

Chcieliście kazania? Oto moje kazanie! Jesteście martwi, mówię! Długo szliście ciemną doliną i zła się nie ulękliście, ale dalej już nie dojdziecie. To koniec. Nic was już nie czeka.

Drugim z wątków jest ucieczka Kaśki do Miasta. Jej Technik zamieszkuje najbardziej uprzywilejowany obszar. Za ogrodzeniem, w bliskim sąsiedztwie Ciepłowni, pod okiem wartowników to prawdopodobnie najbezpieczniejsze miejsce w nowym świecie. Chociaż doskwiera jej samotność, bo Technicy mają masę obowiązków, to szybko zaczyna doceniać zalety ciepłych grzejników i gorącej wody w kranie. Niepokojącą postacią wydaje się być Ciepłownik, zwłaszcza, że Grzegorz go uwielbia, a on sam dosyć szybko zaskarbia sobie łaski młodej dziewczyny. Kobiety, które nie chcą się z nią zaprzyjaźnić zerkając na nią tylko z daleka, też są niepokojące. Czy Kaśce grozi jakieś niebezpieczeństwo?

No i ostatnim punktem, niemal gwoździem programu jest Kacper. Mężczyzna widzi przed sobą tylko jeden cel. Znając Ciepłownika, przeczuwa co może się wydarzyć. Musi bez względu na wszystko wyrwać córkę spod jego wpływu. Nie mogąc żadnym sposobem przekroczyć bram, za którymi ona mieszka, podejmuje najcięższą decyzję. Porzuca wszystko co miał, całą swoja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Czy jego heroiczny gest będzie w stanie ocalić Kaśkę?
(Ciągle jestem pod olbrzymim wrażeniem heroizmu jednostki.)

Ogień trawił przyszłość, która już nigdy nie miała się ziścić.

Gigantyczną przyjemnością jest czytanie powieści Piotra Patykiewicza, ponieważ to rozrywka sama w sobie. Fantasy postapokaliptyczne napisane z niezwykłą dbałością o formę, ale równocześnie w sposób prosty i przystępny. Nie zalewa nas detalami z dziedziny polityki, demografii czy nurtów filozoficznych, typowych dla świata budzącego się z katastrofy. Fabuła raczej nastawiona jest na akcję i uczucia względem bohatera. Bardzo szybko zawiązuje się nić sympatii zarówno do Kacpra jak i Kaśki. Cała książka jest raczej ponura, ale jej tajemniczość wywołuje taką ekscytację, że ciężko się z nią rozstać nim wszystkie sekrety nie zostaną odkryte. Jest lekka, przejmująca, porywcza, bywa nawet romantyczna. Wielka miłość, wielkie poświęcenia, ludzie gotowi skoczyć w przepaść za tym, na czym im zależy. W książce opartej o to, co się stanie, jeśli sama wiara już nie wystarczy, w dużej mierze właśnie o tę wiarę chodzi. Jedni ją przeklinają inni kultywują, ale różne modły, obrzędy, przesądy i oczywiście kara boska są na porządku dziennym.

Duża ilość bohaterów nie wpływa na klarowność tekstu. Nie ma w nim chaosu typowego dla powieści, w których nagle pojawia się kilka postaci. Od razu bezproblemowo kojarzymy kto jest kim. Co więcej, nie ma problemu ze zlokalizowaniem ich na mapie, jaka od pierwszej strony rysuje się w głowie.
Ustalmy jedno. To nie jest książka dla wielbicieli np. Kena Liu. Nie jest złożona, zawiła i wymagająca analizy. Jest wspaniała dlatego, że jest zupełnie nieszablonowym rzutem do innego świata opartego na stalowych zasadach przetrwania. Jest nieprawdopodobnie dobrą rozrywką po całym ciężkim dniu. Jest fantastyczną odskocznią od codzienności, zanurzeniem się we wciągającą przygodę i… i jest polska! Brawo my 😉
Czy jest lepsza od części pierwszej: „Dopóki nie zgasną gwiazdy”? TAK! Chociaż cz. pierwsza była świetna, ta jest jeszcze lepsza.
Czy będzie kontynuacja?
Zakończenie powala na łopatki. Czytałam je bez tchu nie potrafiąc przerwać, póki nie przerzucę ostatniej strony. I kolejne TAK! Koniec jest otwarty na nowy początek. I będzie pewnie trzeba czekać kolejny dłuuugi rok :/
Słowem – POLECAM!

– Co tam? – Maciek natychmiast był przy niej.
– Coś zaplątało mi się w nogawkę.. Coś żywego!
– Trzeba było łapać, mielibyśmy kolację.

Moja ocena 9/10