Jeszcze się kiedyś spotkamy
Jeszcze się kiedyś spotkamy
„Jeszcze się kiedyś spotkamy”

Justyna i Michał planują wspólną przyszłość. Kiedy skończą studia pobiorą się i zamieszkają w mieszkaniu, które dziewczyna dostała od babci. Znajdą pracę w zawodzie, a po czasie pomyślą o powiększeniu rodziny. Wpatrzeni w siebie żyją jak w bajce. Do momentu aż Michał postanawia wyjechać za granicę w poszukiwaniu lepszego jutra. Wpada w złość, kiedy Justyna nie zamierza jechać z nim. Justyna czuje się porzucona i osamotniona. Zamyka się w sobie. Do czasu aż poznaje historię swojej babki, która zupełnie zmienia jej sposób postrzegania świata.

Adela wraz z przyjaciółmi wiedzie beztroskie życie młodej dziewczyny. Podkochuje się w jednym z przyjaciół i ciesząc się codziennością snuje marzenia o przyszłości. To czas, kiedy podziały rasowe nie istnieją. Nie ma Niemca, Polaka, Żyda. Są przyjaciele. Do chwili, w której wybucha wojna, a jej nowo poślubiony mąż wraz z najlepszym przyjacielem zostają wciągnięci do armii.
Adela staje się świadkiem i uczestnikiem druzgoczących wydarzeń.
A jej ukochany Franciszek nie wraca…

Ponieważ wokół książki urósł wysoki mur podziwu byłam pewna, że moja przekorna natura nie wpadnie w zbyt głęboki zachwyt. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie. Przepadłam nie tyle w samej historii, co w wyśmienitym kunszcie, z jakim została napisana.

Dawno żadna książka nie dała mi tak bardzo do myślenia. Historie Justyny i jej babki Adeli są do siebie zadziwiająco podobne, choć dzieją się w zupełnie innych rzeczywistościach, można powiedzieć innych światach. Realizm, z jakimi są przedstawione zapiera wręcz dech w piersi. Następuje sugestia, że przyszłe pokolenia dziedziczą nasze doświadczenia, lęki i pasje, do momentu, aż ktoś odważy się to przełamać i napisać własną historię. Przemyślałam to sobie głęboko i muszę przyznać, że to były bardzo poruszające przemyślenia.

Magdalena Witkiewicz stworzyła książkę, jakiej jeszcze nie czytałam. Historię napisaną wręcz perfekcyjnie, w której nie ma miejsca na niedopowiedzenie, czy nieścisłość. Przyznam, że cały czas miałam wrażenie, że to opowieść napisana na faktach, ponieważ detalizm historyczny, reakcje i uczucia bohaterów aż wywoływały gęsią skórkę. Jak wielką trzeba posiadać empatię, żeby stworzyć coś takiego…

Książka ukazuje nie tylko czas wojenny, ale również spustoszenie, jakie po sobie zostawiła. Jeśli komuś udało się przeżyć, nigdy nie wymazał obrazów, które zostawały przed oczami. Straty materialne, widoczne i w miastach i na wsiach, oraz psychiczne, z którym najciężej było walczyć. Jakim wrakiem staje się człowiek, który został zmuszony do zabijania, jakim lękiem jest napełniona osoba walcząca o przeżycie kolejnego dnia, zmuszona do oglądania śmierci.
Mimo, że historia opisuje momentami w bardzo przyziemny sposób wojenną codzienność, czuje się każdą najmniejszą emocję wypływającą spomiędzy linijek tekstu. To bardzo wyjątkowa pozycja.

Podsumowując:

Ludzie nigdy nie przestaną zadziwiać. Jesteśmy bardzo kruchymi istotami, które są zdolne do siły daleko przewyższającej nasze możliwości. I ta książka to pokazuje. Często niemoc, którą czujemy istnieje tylko w naszej głowie, bo wystarczy odpowiedni bodziec do podniesienia wysoko głowy i zmierzenia się z życiem.

Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko samej historii, ale i sposobu, w jaki została napisana. Bez zbędnych tkliwości, bez wzniosłych wyznań i melodramatów. Do szpiku realistycznie, a jednak tak pięknie.
Polecam!

Moja ocena: 8/10

Ja bym chciał z tobą co rano pić z nich herbatę. A potem kawę. Chciałbym z tobą spędzić resztę życia. I mam nadzieję, że to nasze życie będzie jak najdłuższe i wiele będzie tych kaw i herbat.