„Jeździec miedziany”

Nie mam pojęcia od czego zacząć. Pięć minut po odłożeniu książki, którą właśnie czytałam, z policzkami mokrymi od łez, uznałam, że muszę się z Wami tym podzielić.

Chcę złożyć hołd absolutnie najpiękniejszej powieści jaką czytałam w życiu. Dzieło autorstwa Paulliny Simons pod tytułem „Jeździec miedziany”.

Przytoczę wam skrót fabuły jaki możecie znaleźć na książce i dorzucę kilka słów od siebie.

Leningrad, rok 1941. 17-letnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera mówiącego z obcym akcentem. Zakochuje się w nim ku swemu przerażeniu, gdyż Aleksander jest już obiektem uczuć jej siostry Darii. Miłość jednak nie wybiera – Aleksander odwzajemnia uczucia Tani, ale by nie ranić Darii, bohaterowie przysięgają nigdy nie ujawnić swej miłości. Gdy blokada zacieśnia się i miasto zaczyna głodować, śmierć dosięga rodzinę Mietanowów. Tania szaleje ze strachu – jej ukochany walczy w wojskach próbujących przerwać pierścień blokady… Ledwo odetchnie z ulgą, już Aleksander znajdzie się w nowym niebezpieczeństwie, wyjaśni się tajemnica jego akcentu, a bohaterom zagrozi rozłąka… Ile jeszcze przejdą, nim los pozwoli im być razem? I czy okrutna historia w ogóle na to pozwoli?

To opis księgarniany. Jaka jest moja opinia?

Szczerze powiedziawszy brakuje mi słów na opisanie tego. Rzadko mam problem z wyrażaniem myśli, a teraz nie mogę… Może napiszę co czuję. Czytanie zajęło mi tydzień i wypełniło każdą wolną sekundę. Autentycznie każdą! (nie było ich wiele) Przez tydzień byłam w innym świecie i tak szybko z niego nie wrócę, ponieważ są dwie kolejne części tej niezwykłej historii. Jak ją odkryłam? Z polecenia osoby, której opinii rzadko słucham… Więc znowu zadziałało przeznaczenie,

Książka jest o Rosji w latach czterdziestych… ciężki klimat.
Książka jest o wojnie… bardzo ciężki.
Książka jest o walce… zbyt ciężki.
Książka jest o głodzie, zimnie i śmierci… miażdżący.
Książka jest o rzadko spotykanej miłości… romansidło!

Tak zareagowałam.
Nie wiem co się stało, że w końcu ją wzięłam, ale przeczytałam pierwszy rozdział i przepadłam. Były momenty, że śmiałam się w głos, klęłam jak szewc, były takie w których płakałam (też w głos), ale przez zdecydowaną większość czasu byłam niesamowicie, wręcz nienaturalnie poruszona dobrocią i czułością jaką ze sobą niosła. Jestem dosyć wrażliwa zwłaszcza na krzywdę innych, jestem podatna na emocje płynące z papieru, bo moja wyobraźnia wpycha mnie w sam środek akcji i może to o to chodzi, ale czytałam opinie innych, rozmawiałam z wieloma osobami na ten temat i wszyscy są tego samego zdania.

Magia!
Bardzo chcę, żebyście ją przeżyli ze mną. Wyobraźcie sobie, że tak się uryczałam, że nie jestem w stanie przebrnąć przez ostatnią stronę. Mam już w Matrasie zamówione dwie kolejne części i z niecierpliwością na nie czekam.

Wiecie co ze mną zrobiło kilkaset stron papieru? Wyrwało mi serce i oddało nowe. Lepsze, ładniejsze, czystsze. Czuję się jakbym odkryła jakąś piękną tajemnicę.

Książka nie jest ciężka, jest pisana prostym, chociaż pięknym, malowniczym językiem. I uwierzcie mi, że po przeczytaniu historii o piekle będziecie miały złamane, ale niezwykle szczęśliwe serca.

Sceny pikantne też są, ale okazuje się, że wcale nie są najważniejsze. Od erotyki ważniejsza jest czułość jaka pojawia się przed nią, po niej i w trakcie. I to na nią się czeka.
Co natchnęło panią Simons? Poemat Puszkina pod tym samym tytułem. Przytoczę Wam jego fragment. Teraz nie będzie dla Was nic znaczył i może nawet nie przeczytacie go zbyt uważnie. Po przerobieniu Simons będziecie miały gęsią skórkę na sam jego widok…

„I w bladym blasku ukąpany,
Wysoko wyciągając dłoń,
On, Jeździec goni go Miedziany,
I dźwięcznie w bruk łomoce koń.

I wszędzie, dokąd, obłąkany,
Uciekał, gnany zmorą trwóg,
Tam Jeździec ścigał go Miedziany
I ciężko dudnił kopyt stuk.”

A oto mój ukochany fragment książki, po którym nie miałam już wątpliwości, że już nigdy nie wyrzucę z pamięci tej historii.

„…Żegnaj, pieśni księżyca. Żegnaj, oddechu mój, białe noce i złociste dni moje. Żegnaj, wodo świeża i ogniu. Obyś ułożyła sobie życie i odnalazła ukojenie, obyś uśmiechała się tym zapierającym dech w piersi uśmiechem. A kiedy twoją ukochaną twarz ozłocą promienie wolności, uwierzysz, że nie na próżno cię kochałem.”

Piękne słowa jakie prosty żołnierz powiedział ukochanej.

Podsumowując…
Osobo, której opinii rzadko słucham… przepraszam… dziękuję.

Moja ocena: 10/10