„Jutro”

Matthew stracił ukochaną żonę i sam opiekuje się czteroletnią córeczką. Niespełna rok po śmierci ukochanej mężczyzna kupuje używanego laptopa na przydomowej wyprzedaży. Odnajduje na nim zdjęcia poprzedniej właścicielki i nawiązuje z nią kontakt.
Emma nie radzi sobie najlepiej. Mimo dobrej pracy i całkiem niezłych rokowań na przyszłość jest samotna. Kiedy przystojny mężczyzna proponuje jej kolację od razu się zgadza.
Umawiają się w jednej z romantycznych włoskich restauracji. Obydwoje przybywają na czas, jednak nie odnajdują się w środku. Od tego momentu robi się już tylko coraz dziwniej, a kiedy odkrywają w czym rzecz wpadają w panikę. Nie są w stanie uwierzyć w taki obrót spraw.

Jest to moja pierwsza książka Guillaume Musso. Nie ukrywam, że wiedząc o jego popularności chciałam się przekonać na czym fenomen polega. Co takiego niezwykłego jest w jego powieściach. Znalazłam ten element, ale czy mnie zafascynował?

Czy to się uda?

Obydwoje bohaterowie noszą w sercu rany. Emma, porzucona przez mężczyznę, którego kochała, boryka się z chorobą dwubiegunową. Matthew nie widzi świata poza zmarłą żoną i teraz przy życiu utrzymuje go jedynie córeczka. Nawiązując kontakt obydwoje ryzykują kolejne zranienie, jednocześnie wykonując pierwszy od dawna krok w przód. Odnajdują w sobie bratnie dusze i zaczynają walczyć o utrzymanie tej więzi.

Realna fantastyka

Pasjonuje mnie fantastyka, która ulokowana jest w realnym, a nawet całkiem prozaicznym świecie. Jest jednak trudna do utrzymania. Nic innego tak bardzo nie potrzebuje solidnego fundamentu. Trzeba sprawić, żeby taki wymysł brzmiał racjonalnie. Muszę przyznać, że Musso solidnie podszedł do tematu. Jak to się mówi odrobił pracę domową. Wszystko przemyślał, starannie zaplanował rozwój wypadków i ujął to w szczegółowym planie, który dosłownie przelał na karty powieści.

Akcja brnie przez dwie ścieżki czasowe, które nakładają się na siebie. Świetna i dosyć trudna sprawa. Na szczęście różnica czasowa obejmuje tylko jeden rok, więc dosyć łatwo jest nam połączyć te wątki w spójną fabułę. Oczywiście poruszany jest temat możliwości zmiany przyszłości w przeszłości, co stwarza kilka naprawdę ciekawych sytuacji.

Jak zaleta może stać się wadą?

Rozlokowanie wątków jest bardzo dobre. Choć ma luki i jest częściowo przewidywalne, to jednak elementy detektywistyczne i kryminalne podobały mi się bardzo. Przez to, że autor realizuje swój plan punkt po punkcie stało się zbyt sterylnie. Niby pojawiły się emocje, ale one również były zbyt precyzyjnie opisane. Brakło miejsca na spontaniczność. Na wiarygodną reakcję na coś szokującego, na strach, radość, cokolwiek. Wiedziałam, że takie doznanie teraz się odbywa, bo Musso o tym napisał, ale nie czułam tego samego, więc było kompletnie jałowo. Jeśli zamierzacie książkę czytać i dacie się radę wczuć w tok myślowy jej twórcy, to szybko się przekonacie, że szalone zwroty akcji są zaskakujące tylko dla bohaterów.

Reasumując…

Polecam i nie polecam. Było dobrze, było ciekawie, ale zbyt wiele brakło. Nie było magii, nie zaiskrzyło. Spodziewałam się czegoś innego i chociaż potrafię docenić staranność wykonania, to jednak „Jutro” nie zachęciło mnie do sięgnięcia po kolejną powieść Musso.
Bardzo mnie ciekawi, jakie jest Wasze zdanie na temat innych książek tego autora. Chyba chciałabym, żeby mnie ktoś zachęcił, bo całość rokowała doskonale.

Moja ocena: 7/10

Wspomnienia to nie kurz, który można usunąć jednym ruchem miotły! Zamieszkują w podświadomości, czyhając na chwilę nieuwagi, żeby zaatakować nas z podwójną siłą.