„Kocham Nowy Jork”

Miłość, ślub, szczęście wszystko było na wyciągnięcie ręki. I w jednej chwili wszystko się zawaliło. Angela ma złamane serce i chce uciec jak najdalej od swojej miłości. Pod wpływem impulsu bez grosza, bez planów, bez przygotowań wyjeżdża z Londynu do Nowego Jorku. I okazuje się, że to zupełnie obce miasto to najwspanialsze miejsce, gdzie wszystko się udaje, gdzie po prostu wszystko jest możliwe…

A oto moja recenzja po nieprzespanej nocy 🙂 W każdą bezsenną noc dziękuję stwórcy książek. Stwórcy książek, czytnika e-booków i osobie, która jako pierwsza wpadła na to, żeby do martini dorzucić oliwki 😉
Najpierw opowiem Wam o przypadkach, które się oczywiście nie zdarzają. Cotygodniowy obchód empiku i widzę… Widzę i czytam z wypiekami: „Kocham Nowy Jork”… Czytam i myślę… „Kurczę, przecież to JA kocham Nowy Jork” Pamiętacie jak ostatnio pisałam, że nie potrafię wyluzować przy takiej lajtowej książce? Właśnie się nauczyłam. Zaskoczyło od pierwszej strony. Pojawiła się ta iskra, ten magnetyzm i wystarczyła jedna noc i zostałam zdobyta i pokonana. I użyje jeszcze kilka razy tytułu nie koniecznie w celu tytularnym i powiem, że kocham Nowy Jork 🙂 Jeszcze bardziej!

To zabawna komedia romantyczna o młodej (choć już nie tak bardzo jak tak sobie teraz myślę) i zamkniętej w sobie kobiecie – Angeli – Brytyjce. Zaczynamy ostro, bo przyłapuje swojego doskonałego narzeczonego w dosyć jednoznacznej sytuacji i ucieka właśnie do NY. Tam przechodzi najwspanialszą z możliwych terapię, poznaje prawdziwych przyjaciół i mężczyznę, a właściwie nie jednego, a dwóch. Nie mogę więcej napisać, żeby nie spoilerować, ale coś mądrego wymyślę. Angela stanowi (uważam, że wcale nie tak bardzo fikcyjny) przykład, że czasami naprawdę warto zaryzykować wszystko i spróbować. Najwyżej cofniemy się do punktu wyjścia, ale co nam szkodzi skoro możemy tyle zyskać. Odrobina spontaniczności w życiu nie zaszkodzi! Mniejsza, lub większa odrobina…

W każdym razie jak już zapewne wiecie kocham Nowy Jork, a teraz dowiedziałam się o nim kilku nowych szczegółów 🙂 Ponadto autorka świetnie przedstawia żeńskie i męskie charaktery oraz relacje obojga płci. Pokazuje jak bezkresne jest pole kobiecych marzeń i jak nie trzeba wcale więcej niż odwagi, żeby je zrealizować. No i Angela jest blogerką piszącą pewne opowiadanie czym ujęła mnie bezdyskusyjnie. Miała nawet kilka problemów i rozterek, z którymi ja się czasem borykam 🙂 Dwa typy facetów przedstawione dosyć szczegółowo też są bardzo interesujące i uważam, że kobitka musiała być po niezłych przejściach skoro opisała je tak dokładnie 🙂 Ciekawe, czy Wy czytając też będziecie co chwilę zmieniały front, bo ja kibicowałam co chwilę innemu. Wall Street!! Brooklyn!! I tak w kółko 🙂 Zakończenie napisałabym lepsze (chociaż nie wiem, bo musiałabym być w NY), ale fabularnie na pewno bardziej… kwieciste i wylewne. Ale i tak jest fajne! No i torebka od Marca Jacobs’a… Wcale nie miałam pretensji, że za każdym razem podkreślała jaka jest piękna. Miłość do torebek i innych elementów galanterii skórzanej to kolejna cecha jaka mnie łączy z bohaterką. Ona spróbowała i jej wyszło… Więc do dzieła dziewczyny!

Widzicie co jest napisane na okładce? Cysia zwłaszcza, czy Ty to widzisz?? Jeśli ta książka nie jest dla Ciebie to nie wiem dla kogo może być… Nie mam co prawda złamanego serca, ale… kiedy lecimy??? ;D

Moja ocena 7/10