„Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa”

Komisarz Gordon wzbudza postrach między wszystkimi leśnymi przestępcami. Jest perfekcjonistą, nie dopuszcza do tego, aby w jego rewirze dochodziło do jakichkolwiek przestępstw. A ponieważ w lesie od dawna panuje spokój komisarz najbardziej lubi zajadać ciasteczka w ciepłym posterunku policji. Troszkę ociężały i dobroduszny ropuch stanie przed nie lada wyzwaniem, kiedy okaże się, że ktoś ukradł wiewiórce Walerii ponad dwieście orzechów.
Pościg za przestępcami polega na śledzeniu poszlak i śladów, jakie komisarz znajduje będąc na tropie zbrodniarzy. Za wszelką cenę chce pomóc wiewiórce, która straciła dużą część swoich zapasów. Nie chce również dopuścić do tego, żeby w lesie, którym się opiekuje, dochodziło do takich sytuacji. Zależy mu, żeby jego mieszkańcy czuli się bezpiecznie. Komisarz nie poradziłby sobie bez pomocy rezolutnej myszki Paddy, którą przyłapuje na podbieraniu orzeszków. Okazuje się jednak zagubionym, głodnym zwierzątkiem. Mimo małych grzeszków jakich się dopuściła Gordon postanawia się nią zaopiekować, a ona wynagradza mu wszystko niezastąpioną pomocą.

Jak widać Szwedzi zaszczepiają w sobie miłość do kryminałów już od dziecka. Labirynt zagadek i tropienie rozwiązania wysysają z mlekiem matki. Ulf Nilsson karmi swoich najmłodszych czytelników wciągającą, zabawną i ciepłą historią pościgu za złodziejem.
Czy pościg za złodziejem może urzekać?
Owszem. Może czarować, bawić i moralizować. Uczyć pozytywnych emocji i wskazywać właściwą drogę relacji międzyludzkich. Wszystko w stu gęsto zilustrowanych stronach.
Książka z gatunku kryminał dziecięcy jest tak naprawdę kwintesencją łagodności i dobroduszności. Nie ma w niej grama agresji i złości. Jest za to chęć niesienia pomocy i zadośćuczynienia. Podkreślone są walory przyjaźni i tego, że czasami lepiej jest przymknąć oko na niektóre zdarzenia, co również stanowi lekcję dla rodziców.
Należy zwrócić uwagę na świetne grafiki, które nie zahipnotyzują małego czytelnika zbyt jaskrawymi kolorami i wyolbrzymianiem scen.  Wszystko jest zachowane w spokojnej tonacji, stylizowane na rysunki wykonywane pastelami. Jednocześnie są całkiem zabawne i trafione w punkt, jeśli chodzi o dopasowanie sytuacyjne.

My, policjanci, nie chcemy też żadnych kar. Najlepiej gdy złodzieje sami je sobie wymierzają. Dobrze jest również, jeśli więzienie robi przyjemnie wrażenie. Wtedy może zamieszkać w nim ktoś, kto nie ma domu. Może asystentka policyjna…

Historia bardzo pobudza wyobraźnię. Przenosi czytelnika do mroźnego, zaśnieżonego lasu i ukazuje go z perspektywy jego najmniejszych mieszkańców. Świetnie nadaje sie do czytania mniejszym dzieciom przez rodziców i dla tych większych, które już odbywają samodzielne literackie podróże.
Serdecznie polecam.

Moja ocena: 8/10

Natalia, lat 10

W książce najbardziej podobało mi się to, że komisarz pomógł Paddy i dzięki temu została policjantką. W końcu miała dom i mogła mu pomagać tam, gdzie sam nie dawał sobie rady. Bardzo podobały mi się również podstępy i pułapki, jakie szykowali, żeby złapać złodziei. Zmartwiłam się, kiedy zamknęli w celi wiewiórkę Walerię, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.