„Konkurs na żonę” (t.1)

Zdawać by się mogło, że Hugo Hajdukiewicz w wieku prawie trzydziestu lat ma przed sobą jasną, hojnie obdarowaną przez los drogę. Po ukończeniu Harvardu i odziedziczeniu sieci kancelarii żyje jak pączek w maśle. Niestety niespełnione warunki testamentu, jaki zostawił wuj, rzucają na niego ponury cień. Do dnia trzydziestych urodzin musi mieć żoną i dziecko. Inaczej cały ten dostatek przepadnie.

Spokojna i prostolinijna Łucja studiuje na jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów krakowskich. Mimo iż jest nieco zamknięta w sobie, a wychowanie odebrała od babki-tradycjonalistki, jest ciepła i serdeczna, więc bez problemu udaje jej się nawiązać przyjaźnie. Jej życie jest pasmem nauki, a trudy codzienności rekompensuje weekendami w rodzinnym domu, w małej wsi. Ta rutyna sprawia, że czuje się spokojna i szczęśliwa. Aż do momentu, kiedy to postanawia wziąć udział w pewnym konkursie i napisać pracę o tym jak powinna wyglądać żona idealna…

Kiedy drogi Łucji i Hugo łączą się fabuła jest tak oczywista, że czytelnik może poczuć niedosyt, a nawet zawód. Mimo zręcznie plecionej intrygi brakuje tajemniczości. Łucja wydaje się być ślepa i naiwna, a Hugo… Cóż tu dużo mówić drań skończony, który dla majątku posunie się do wszystkiego. Dopiero po kilku stronach, po przebyciu kilku rozdziałów, odkrywamy, że projekt ŻONA wcale nie jest głównym wątkiem powieści.

Hugo to typowy przykład mężczyzny nowoczesnego. Wychowany w poczuciu, że jest najważniejszy, tuż po studiach otoczony onieśmielającym dostatkiem, nauczył się żyć „po amerykańsku”. Kariera przede wszystkim. Ciężka praca, która ma zaowocować. Po powrocie do kraju jego pozycja społeczna pozwala mu obracać się w kręgu krakowskiej elity. Piękne kobiety garną się do niego same. Mężczyźni, tak jak on majętni i wykształceni, nazywają go przyjacielem. Zakładanie rodziny wcale nie leży mu w interesie. Żona i dziecko mają być kompletnie innym życiem, którego raczej nie zamierza łączyć z tym, jakie prowadzi. Ot będzie wracał do nich wieczorem i opuszczał rano. Zapewni wszelkie dogodności, ale żadne więzi nawet nie przechodzą mu przez myśl.

Łucja okazuje się kompletnym przeciwieństwem mężczyzny. Osierocona, wychowana przez babkę, która wpaja jej twarde zasady przyzwoitości, wyrasta na wartościową, ambitną dziewczynę, ponad wszystko ceniącą domowe ognisko. Nie wie co to kłamstwo, brzydzi się nieszczerością. Taką ją właśnie decyduje sobie wziąć Hugo uznając za doskonały materiał na żonę. Dopiero po chwili odkrywa, że owy materiał ma również swoje zdanie, które bardzo lubi wygłaszać.
Co wyniknie ze starcia tych dwóch światów? Musicie przekonać się sami, ja Wam tylko opowiem o własnych odczuciach.

Początkowo, poznając szczegóły projektu ŻONA, byłam przekonana, że książka będzie świetną, nieskomplikowaną rozrywką. Takim rozweselającym czytadłem, które wkrótce przepadnie w odmętach pamięci. Fascynacja seksualna, która wręcz eksplodowała między bohaterami tylko to potwierdziła. Co za mylna teza!

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

„Konkurs na żonę” Beaty Majewskiej może i jest lekką lekturą, ale zawierającą całkiem poważny przekaz. Opowiada o pięknych uczuciach, o wartościach przekazywanych nam od maleńkości, wpajanych zasadach i tradycjach żyjących tak długo jak długo je kultywujemy.
Jestem zauroczona klimatem, jakim otoczyła mnie postać Łucji. Rodzinnego ciepła, wzajemnego szacunku i miłości. Te silne wartości tak bardzo w nią wniknęły, że niczym najdroższym dziedzictwem emanowała nimi, przyciągając do siebie ludzi. Bohaterka pokazała, że wrażliwość może być siłą, bronią w świecie owładniętym wyrafinowaniem i obłudą.

Z książki przebija niesamowity autentyzm. Uwielbiam dialogi i niewymuszone poczucie humoru, które dosłownie przenoszę nas do tej tętniącej życiem i emocjami opowieści. Postacie namalowane są jak żywe. Dzięki temu książka wciągnęła mnie tak bardzo, że po koniecznym przerwaniu lektury myślami cały czas błądziłam wokół fabuły. Starałam się wymyślić ciąg dalszy i przewidzieć zakończenie. Z radością oświadczam, że mi się nie udało 😉

To bardzo dobra pozycja. Choć lekka to zdecydowanie nie niefrasobliwa. Mogę zagwarantować, że ramię w ramię z romansem i misternie budowaną farsą idą autentyczne emocje, które obejmują błyskawicznie czytelnika. Książka jest zaskakująca, wypełniona jednocześnie przesłodkimi i gorzkimi momentami. Docieranie się dwóch charakterów, ukazanie jak ekscytujące mogą być zwyczajne dni i jak bardzo nie można oceniać ludzi według stereotypów. Opisałam Wam na początku silnego mężczyznę i młodą dziewczynę z małej wioski. Nim dobrniecie do końca tak wiele się zmieni…

Polecam i z wielką niecierpliwością czekam na drugą część!
Moja ocena: 8/10

Wybaczamy dla siebie. Rozumiesz? Gdy mu wybaczysz, zrobisz to dla siebie. To ty poczujesz większą ulgę, nie on.