„Lady Susan”

Lady Susan Vernon bardzo ubolewa nad niedawną śmiercią swojego męża. Dlatego też nie mogąc znieść samotności, spędza czas na wizytach u rodziny i przyjaciół rozsianych po całej Anglii. Choć lata młodzieńcze ma już za sobą jest piękną kobietą wabiącą mężczyzn swoim naturalnym poczuciem humoru i inteligencją. Zdaje się jednak tego nie zauważać wszystkich traktując odpowiednio przyjaźnie i uprzejmie. Bez względu na to, czy jest to młody kawaler, czy mężczyzna żonaty…

Jest to pierwsza książka Jane Austen, którą czytam w ramach wyzwania czytelniczego Rok z Jane Austen (fanpage).
Ponieważ ma ona około 100 stron (czytałam na czytniku, więc mogę podawać jedynie wartości procentowe ;)) przeczytanie jej zajęło mi nie więcej niż dwie godziny. Czym jest ta zabawnie króciutka historia? W moim odczuciu to niezamierzony, ale fantastyczny wstęp do twórczości Austen. Skondensowana dawka wszystkich emocji, zabiegów i rysów postaci, jakie znajdziemy na stronach jej powieści.

Lady Susan jest godna podziwu, jeśli chodzi o maniery. A może raczej o rozeznanie na co, gdzie i kiedy może sobie pozwolić i jak powinna się zachować. Bardzo szybko bowiem wychodzi na jaw jak fałszywa i wyrachowana z niej osoba. Określana jako najbardziej urocza kokietka w Anglii potrafi sobie owinąć towarzystwo wokół palca w przeciągu kilku chwil. Poza jej urokiem pozostają najczęściej kobiety, które niestety niewiele mogą zrobić, żeby wyrwać mężczyzn spod wpływu, a każdą, której się to uda  czeka sroga, wyrafinowana zemsta.
Susan Vernon jest jedną z najlepiej zbudowanych postaci, jakie poznałam. Jest niezwykle inteligentnym psychologiem, potrafiącym przewidzieć zachowania i reakcje. Obmyśla tak genialne w swojej prostocie taktyki, jest tak przebiegła, jednocześnie będąc miłą i zabawną, że nie było mi ciężko sobie wyobrazić jak trudnym zadaniem stawało się przejrzenie jej zamiarów.
Pani Vernon ma nastoletnią córkę. Zajmowanie się nią jest tylko balastem, podcina jej skrzydła, ale zaradna kobieta szybko znajduje rozwiązanie. Jedynie jej szwagierka, Katarzyna, zdaje się dokładnie widzieć co się dzieje. Kiedy postanawia zaingerować, urocza Susan błyskawicznie zmienia taktykę, nie chcąc dopuścić, żeby cokolwiek poszło nie po jej myśli.

Zawsze podchodzę bardzo sceptycznie do powieści epistolarnej. Jeśli listy nie nabiorą odpowiedniej formy cały przekaz okazuje się monotonny i niejasny. Jednocześnie uwielbiam ten typ literacki, ponieważ bardziej niż jakikolwiek inny pobudza wyobraźnię. Mamy okrojone sylwetki bohaterów, miejsc i sytuacji. Całą resztę musimy dorysować sami.
„Lady Susan” składa się z korespondencji kilku głównych bohaterów. Przede wszystkim jest to ona sama, jej przyjaciółka oraz szwagierka, czyli siostra zmarłego męża. Przewijają się również listy innych postaci, ale są sporadyczne.

Powieść króciutka, ale zaskakująco treściwa. Zaczyna się i kończy w momencie wręcz idealnym, żeby pokazać dużo ale nie za wiele. Zabawna i inteligentna, pełna ironii i lekkiego przerysowania, cudownie reprezentuje twórczość Austen. Doskonała pozycja na degustację przed zakosztowaniem dania głównego 😉

Ciekawostka. „Lady Susan” została w około 1803 roku odrzucona przez wydawcę Cosby & Company. Zdecydowali się oni wtedy na autorkę bardziej znaną, nijaką Ann Radcliffe. Austen niezbyt zraziło to odrzucenie, bo wzięła się za pisanie „Rozważnej i romantycznej”. „Lady Susan” została wydana prawie pięćdziesiąt lat później. Po śmierci autorki.

Moja ocena: 7/10

Biegłość we francuskim, włoskim lub niemieckim, muzyka, śpiew, rysunek i tak dalej – wszytko to może zyskać kobiecie pewne uznanie, ale nie pomoże jej zdobyć ani jednego kochanka.