„Latarnia z Kiss River”

Kontynuacja rewelacyjnej powieści „Światło nie może zgasnąć”. Czy aby na pewno?

Gina Higgins przemierza setki kilometrów, żeby obejrzeć fenomenalną soczewkę Fresnela w latarni z Kiss River. Na miejscu z przerażeniem odkrywa, że latarnia została zniszczona przez sztorm, a soczewkę pochłonął ocean. Trafia do Clay’a i Lacey O’Neil, którzy obecnie zamieszkują dom latarnika i wynajmuje u nich pokój, tłumacząc, że jako znawczyni i wielka miłośniczka latarni morskich zrobi wszystko, żeby wydobyć z głębi zabytkowy obiekt. Kiedy jednak zbliża się emocjonalnie do mieszkańców domku,                                przekonuje się, że przez brak szczerości może więcej stracić niż zyskać.

Przyznam, że umierałam z ciekawości, co też ta cudowna Chamberlain uknuła, żeby wstrząsnąć losami mieszkańców Kiss River. Przecież zakończenie tomu pierwszego nie zapowiadało nadciągającej burzy. Czy może coś przegapiłam? O czymś zapomniałam? Nie. Wszystko jest na swoim miejscu, a od wydarzeń z części pierwszej upłynęło całe dziesięć lat. Dziesięć lat, w ciągu których rodzina O’Neil’ów doświadczała radości i smutków. I nie do końca potrafię tu mówić o kontynuacji, skoro moja ulubiona bohaterka – Olivia – jako stateczna kierowniczka oddziału ratunkowego i matka dwójki dzieci, pojawia się tylko na chwilkę. Na trzy chwilki… Króciutkie.
Jakakolwiek kontynuacja, jeśli już mamy to tak nazywać, dotyczy zupełnie innego bohatera. Pamiętacie rezolutną starą latarniczkę, trzymającą w zanadrzu niesamowite opowieści? To Mary Poor i jej rodzina po raz kolejny podrwią nas w wir wydarzeń.

Jak już być może przewidzieliście i tym razem przeszłość przeplecie się z teraźniejszością. Po raz kolejny przekonamy się, jak wielki wpływ na teraźniejszość mają losy przodków. Mary w „Światło nie może zgasnąć” kilkukrotnie wspominała o swojej córce, z którą straciła kontakt. Dowiemy się kim była Bess Poor i dlaczego musiała uciec z ukochanego rodzinnego miasteczka. Za sprawą tajemniczego pamiętnika przeniesiemy się w lata 40. XX wieku, kiedy to latarnia musiała zgasnąć, bo nieprzyjaciel atakował wybrzeże. Bess wymknie się z domu, żeby spotkać ukochanego Sandy’ego, członka Straży Wybrzeża. Będzie musiała mieć się na baczności, bo w okolicy grasuje niemiecki szpieg…
Jednocześnie zaciekawią nas zmagania Ginny. Kobieta przepełniona tajemnicami spróbuje przebić głową mur, żeby wydobyć soczewkę, która skrywa pewien skarb. Właśnie ten jej upór wzbudzi podejrzenia w jedynym człowieku mogącym jej w tym pomóc. Alecu O’Neilu.

Diane Chamberlain serwuje nam po raz kolejny to, co lubimy najbardziej. Wielki stos sekretów, niesamowity skok w przeszłość, romans i malowniczą wizję ruin latarni. Coś mi tu jednak nie zagrało. Prawdopodobnie to, że Gina nie była nawet w połowie tak fascynującą postacią jak szczera i otwarta na emocje Olivia. Być może to, że fabuła okazała się przewidywalna, a zagrania na emocjach dosyć tanie. W trakcie przenoszenia się w czasie tak naprawdę miałam ochotę tam pozostać, bo owiana mgiełką niejasności rzeczywistość podobała mi się dużo bardziej. A i Bess była doskonałym materiałem na bohaterkę powieści. I tak właśnie postanowiłam to rozdzielić. Retrospekcje były wręcz doskonałe. Pełne emocji i napięcia. Zagadkowe, nieprzewidywalne. Natomiast czas teraźniejszy nie ujmował niczym ponad cudne i już przeze mnie ukochane rejony Outer Banks. Nie wczułam się za bardzo w dramaty i dylematy jakimi kierowali się bohaterowie.
I jestem zupełnie rozdarta z oceną…

Czy poleciłabym tę książkę? Mimo wszystko tak. Bo jeśli przeczytaliście część pierwszą, to będąc przywiązanym choćby do samego miejsca akcji niebywale miło jest tam wrócić. Po drugie opowieści z Kiss River przewidują trzy tomy, a więc można przypuścić, że ten trzeci będzie znowu lepszy. Biorąc pod uwagę zakończenie tej części, niepozamykane wątki i tytuł trzeciego („Her mother’s shadow”) obstawiam, że będzie on opowiadał o Lacey, która żyjąc w cieniu Annie dowiaduje się, że jej matka wcale nie była taka doskonała. No bo chyba nie przeniesiemy się znowu 15 lat do przodu, żeby poznać przyszłość dzieci Olivii i Aleca?! 😉
Nie wolno też zapominać, że mimo słabszego wątku fabularnego książka aż kipi świetnym stylem Chamberlain. Łagodne przejścia czasowe, plastyczne opisy miejsc i ludzi. I sekrety dla których przeczytacie wszystko, byle je rozwikłać. Nie zapominając oczywiście o mistycyzmie zawsze związanym z tajemnicami zamkniętymi od pokoleń.

Moja ocena: 6/10

Pod dach latarnika trafiły dwie pokrewne dusze. Swój zawsze rozpozna swojego.

  • Przyjemne zaczytanie, choć kilka elementów mnie do siebie nie przekonało. 🙂