„Lilka i spółka” (t.1)

Wymarzone plany wakacyjne Lilki i jej rodzeństwa legły w gruzach. Zamiast jechać nad jezioro do ukochanej ciotki Franki, lato spędzą w Jastarni, u Jadźki! A ciotka Jadźka jest straszna. Ma pypeć na nosie i każe pić syrop z cebuli oraz pokrzywy. Bez przerwy sprząta niewidzialne pyłki i pozwala jeść słodycze tylko w sobotę. Jakby tego było mało, ciągle pada deszcz i w tym samym czasie do ciotki przyjeżdża Wojtuś, który we wszystkim jest mistrzem świata. Po prostu koszmar! Lilka, Wiki i Matewka obmyślają więc kolejne plany, jak wyrwać się z Jastarni. Wkrótce jednak okaże się, że pobyt u znienawidzonej ciotki jest ich najmniejszym problemem…

Na pewno każdy z Was miał kiedyś w ręce książkę o dziecku, którego głównym talentem jest pakowanie się w kłopoty, prawda? Lilka jest bardziej rozwinięta pod tym względem. Wraz z rodzeństwem nie pakuje się w kłopoty. Ona je odnajduje na własną rękę. Wszędzie. I to katastrofy rangi olbrzymiej!
Osoba dorosła, która zdecyduje się na wkroczenie do świata Lilki szybko przepadnie w spazmach śmiechu. Książka jest tak uroczo skomplikowana, tak cudownie ujęta z perspektywy dzieciaka o wybujałej wyobraźni i tak rozbrajająco szczera, że szybko jej nie odłoży. Matewka z mówieniem na głos wszystkiego co mu na język przyjdzie, za dużo myśląca Lilka i dorastająca Wiktoria, która próbuje mieć jakąś kontrolę nad młodszym rodzeństwem tworzą niezwykłe trio.
Dla dziecka (obstawiam 7-12 lat) będzie to bardzo relaksująca odskocznia od codziennych obowiązków i w zależności od wieku, albo komiczna, albo zaskakująca lektura. Perspektywę mojej dziesięciolatki poznacie za chwilę.
Lilka z rodzeństwem przedstawiają obraz dzieci otwartych, śmiałych i inteligentnych. Nie boją się wygłaszać swoich opinii, ale potrafią się przysłowiowo ugryźć w język (czasami), przewidując reakcję dorosłych. Ich bardzo dosłowne interpretowanie rzeczywistości i nie zadawanie pytań tam, gdzie to naprawdę jest potrzebne, prowadzi do szeregu wydarzeń i wypadków.
Lawina wakacyjnych przygód podziałała odprężająco nawet na mnie. Choć były momenty, kiedy naprawdę współczułam ciotce Jadźce takich wulkanów energii i źródeł nieprawdopodobnych zdarzeń w domu.
Myślę, że książka może się stać świetną inspiracją dla najmłodszych. Masa pomysłów na zabawy i zajęcia w wolnym czasie, ukazanie fantastycznych relacji między rodzeństwem. Nie pozbawionych nieporozumień, ale kierujących się zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. W końcu pokazanie, że dorośli nie są tacy straszni na jakich czasem wyglądają. Czasami nawet czymś zaskoczą.
Być może trochę przeraziło mnie to, jak dzieci postrzegają dorosłych, ale jak wysilić pamięć sama miewałam takie myśli w wieku kilku lat. Autorka niesamowicie realistycznie zakradła się do psychiki dziecka, co świadczy tylko o tym, że jest niesamowitym obserwatorem swoich własnych pociech.


Natalia, lat 10

Dzisiaj chciałam napisać o mojej ulubionej książce „Lilka i spółka”.
Opowiada o tym jak Lilka z rodzeństwem zamiast do ukochanej Amalki jadą na wakacje do Jastarni. W Amalce jest jezioro i ulubiona ciocia, a w Jastarni morze, które nie jest dla nich niczym ciekawym, ponieważ mieszkają w Gdańsku. Jest tam również ciotka Jadźka, której nikt nie lubi za to, że jest bardzo surowa.
Uwielbiam tę książkę za pomysły jakie mają bohaterowie. Ciągle wymyślają jakieś zabawy i mają różne tajne zadania do wykonania. Są strasznie zabawni i mają bardzo bujną wyobraźnię. Najfajniejszy fragment to ten, kiedy dzieci idą na policję zgłosić, że ciocia Jadzia i pan Anatol planują napaść na bank. Oczywiście wszystko kończy się bardzo śmiesznie. Bardzo polecam tę książkę, ponieważ można się przy niej super bawić.


Także obie bardzo polecamy. Kupujcie dzieciom i czytajcie ją razem, albo osobno, żeby później powymieniać się wrażeniami. Jestem zaskoczona jak dobrze można się bawić przy książce dla dzieci. To chyba dobry znak. Nie jestem jeszcze takim strasznym dorosłym 😉

Moja ocena: 7/10

Stwierdziłam, że trzeba by sprawdzić, jak ciotka wychodzi z siebie i staje obok.
To mogło być bardzo interesujące.

  • Tego właśnie brakuje w moich recenzjach książek dla dzieci: dziecięcego punktu widzenia 🙂 Twoje dziecię spisało się świetnie, ciekawa jestem czy spodobałaby się jej książka, którą obecnie ja recenzuję (sama niestety, bo żadnej dziesięciolatki pod ręką nie posiadam. Ani pod bokiem. Ani w ogóle w pobliżu 😀 ), pt. „ZwierzoChłopiec”. Pozdrawiam obie recenzentki, młodszą i starszą!

    • Mogę Ci wypożyczyć swoją 😉 Pochłania książkę w tydzień 😀
      Buziaki!!

  • O tak dorośli oczami dziecka to jakieś dziwadła, ja też dokładnie pamiętam jak to odbierałam. Chyba nie chciałam dorosnąć i w sumie udało się 😉

    • Coraz częściej mam wrażenie, że ten dziecięcy punkt widzenia to jedyny właściwy.

  • Mam ochotę przeczytać tę książkę tylko po to by przekonać się jak ją odbiorę jako dorosła 🙂

    • Ja się bawiłam świetnie, więc polecam. Rewelacyjna komedia 🙂

  • AZ AZ

    mam w rodzinie jedną Lilkę, choć jeszcze kilka lat musi poczekać- ale prezentowy pomysł na „za-jakiś-czas” dobry mi podrzuciłaś 😉

    • Więc uwaga, bo Lilki to niezłe ananaski 😉