list recenzja
list recenzja
„List” (t.1)

O tym jak jeden list jest w stanie zmienić wszystko.

Patrząc z dystansu na Małgorzatę widzimy idealny obraz żony i matki. Wiedzie wspaniałe życie u boku męża-lekarza. Ma piękny dom i trójkę zdolnych, ambitnych dzieci. Realizuje się jako pisarka. Jest otoczona miłością, a wszystkie jej potrzeby są zaspokojone. Jeśli się jednak przyjrzeć bliżej obnaża się wyjątkowo brzydki obraz.

W przeszłości Małgosia popełniła błąd. Zakochała się. Zaręczona, na miesiąc przed ślubem wpada po uszy w tarapaty. Rafał był jej pisany od przedszkola. Najpierw jako para przyjaciół, a później zakochanych wypełnili idealny obrazek, jaki namalowali sobie ich rodzice. Ksawery za to wtargnął niespodziewanie i równie niespodziewanie zniknął. A konsekwencje tej krótkiej znajomości Małgosią będzie ponosiła przez całe życie.

Bohaterka szybko orientuje się, że jej rola w małżeństwie z Rafałem sprowadza się do wychowania dzieci i prowadzenia perfekcyjnego domu. Pokornie pochyla głowę, rezygnuje ze swoich ambicji. Maltretuje się przeszłością. Na takim samobiczowaniu mijają jej lata. Służy rodzinie, służy mężowi, pozwala się upokarzać niezliczoną ilość razy. Z mizernym efektem stara się zdobyć uznanie pisaniem poczytnych powieści. Do momentu aż otrzymuje list od jednego z fanów. Klasyczny, papierowy. Pozornie zwyczajna rozmowa wywraca jej wartości do góry nogami. Odpala proces, który potrwa, ale przyniesie nieodwracalne zmiany.

Książka jest jedną wielką grą pozorów, która zupełnie mną zawładnęła. Przeczytałam ponad 450 stron w dwa dni, nie będąc w stanie wytrzymać niewiedzy „co dalej”. Stratuje z cichego, spokojnego i przewidywalnego miejsca, żeby w pewnej chwili rzucić się w wir, z którego nie sposób się uwolnić.

Przyznam, że moim głównym uczuciem podczas czytania książki była irytacja, złość na bohaterkę. Tak bardzo miałam nią ochotę potrząsnąć i powiedzieć, że jedynym błędem, jaki popełnia jest brak szacunku dla samej siebie! Obdarta z godności i marzeń, przez lata karmiona resztkami ze stołu, jakim jest rodzina, nagle dostaje bodziec do zmiany.

Powieść jest niesamowicie dwuwymiarowa. Z jednej strony płynie leniwie codzienną monotonią, z drugiej jednak ta monotonia wrze emocjami, jakich Gosia stara się nie dostrzegać. Tłamsi, dusi i zamyka oczy. Żeby tego było mało w jej najbliższym otoczeniu również nie dzieje się najlepiej, a ona musi zainterweniować. Służyć pomocą. Usprawiedliwia wszystkie podłości, jakie wyrządza jej mąż, co więcej obwinia o nie siebie. Bo pewnie zapytała w niewłaściwej chwili, bo coś jej się wydawało itp. I choć to Rafał był największym draniem tej powieści, to właśnie Małgosia denerwuje najbardziej. Biernym poddaństwem i zgodą.

Nie chcę oceniać, bo wiem, że są kobiety, które nie mają na tyle siły, żeby się przeciwstawić. Które dla bezpiecznej wygody zgodzą się na wiele. Wychowane w określony sposób, uważają, że tak po prostu musi być. Wydaje mi się również, że Rafał został trochę przerysowany na potrzeby stworzenia skrajnego drania. A przynajmniej mocno chcę wierzyć w to, że mężczyzna z tymi wszystkimi ohydnymi wadami nie istnieje. Kierujący się jedynie podłością i egoizmem. Narcystyczny despota, nie znający wstydu.

Podsumowując:

Choć mogłoby się wydawać, że przecież nic mi się ostatecznie w książce nie podobało, szybko wyprowadzam z błędu. Tu chodzi o emocje, a „List” wzbudza ich całą masę. I choć są to w gruncie rzeczy odczucia negatywne, to nie dotyczą książki, jako przedmiotu mojej analizy, tylko fabuły, jaka się w niej rozgrywa. Czułam złość, frustrację, bezsilność, żal, a później znowu złość. Przez całą książkę. I, o dziwo, nie czułam się tym wszystkim zmęczona czy przytłoczona. Przypuszczam, że przejrzałam już niektóre wydarzenia tomu drugiego i że Iga będzie miała w nim coś do powiedzenia.
Reasumując, czy „List” Wam się spodoba, czy nie – emocje gwarantowane!

Moja ocena: 7/10

„Szłam do łóżka, mając przed oczami obrazy ze spotkania i z drogi. Wciąż nie wiedziałam, jak potoczą się losy moich bohaterów, ale niebawem doznałam olśnienia.
Pomysł na kontynuację podsunął mi list od nieznajomego, który po kilku dniach znalazłam w skrzynce.”