„Łowca tygrysów” (t.1)

„Łowca Tygrysów” jest pierwszym tomem cyklu: Kres wieczności.

Młody i przystojny Julian Cruz wiedzie szczęśliwe życie w bajkowym Los Angeles. Ma dziewczynę, wspaniałego przyjaciela i pokłady młodzieńczej beztroski. W czasie wyjazdu do Nowego Jorku poznaje młodą aktorkę, która dubluje w spektaklu samą Nicole Kidman. Josephine Collins trafia w niego niczym piorun. Julian od pierwszego wejrzenia wie, że to kobieta jego życia. Kiedy dziewczyna przyjeżdża do Los Angeles, porzuca on całe swoje dotychczasowe życie byle tylko być przy niej. Jest ostrzegany przez bliskich. Josephine wydaje się być chodzącą zagadką. Otacza ją tak wiele tajemnic, że staje się przez to nierzeczywista. Zakochani zachowują się, jakby świat wokół nich zniknął. Aż dochodzi do tragedii, a na jaw wychodzą wszystkie sekrety młodej aktorki.

Załamany Julian ostatecznie porzuca swoje miasto i ucieka do Londynu. Tam egzystuje na granicy życia i śmierci. Aż trafia na zagadkowego mężczyznę. Devi Prak daje mu możliwość ponownego ujrzenia ukochanej.
Julian rzuca wyzwanie wszystkiemu co logiczne i przekracza bariery czasu i przestrzeni, żeby znowu połączyć się z Josephine. Wyrusza w podróż, z której nikt jeszcze nie wrócił.

A jeśli to prawda?, szepnął cichy głos w jego sercu.
I co było bardziej przerażające?
Że to nieprawda?
Czy że może się wydarzyć?

Czym jest zakochanie?
Milionem fajerwerków wybuchających w sercu. Czystą magią, sprawiającą, że nie pamiętamy piękniej spędzonego czasu. Właściwie nie pamiętamy żebyśmy kiedykolwiek wcześniej byli szczęśliwi . Całym kosmosem widzianym w oczach tej drugiej osoby. Boleśnie wspaniałym skurczem serca. Fascynacją. Obsesją. Zgubą.
Zrobimy wszystko, żeby zatrzymać to uczucie. Porzucimy pracę i przyjaciół, zmienimy tryb życia i nawyki. Skoczymy w ogień. Pójdziemy prosto do piekła…

Paullina Simons znana z wielkich dramatów, opowiadających o równie wielkich emocjach tym razem zupełnie zaskakuje swoich fanów. Czy ktoś mógł się spodziewać romansu fantasy? Bo chyba do takiej kategorii należy przypisać tę książkę. Przyznam, że ja długo nie mogłam wyjść ze zdziwienia, ponieważ biorę wszystko, co napisze Paullina i nigdy nawet nie sprawdzam o czym to jest. Ale pod tym zdziwieniem coraz bardziej rósł podziw. Bo co tu dużo mówić. Dała radę!

Książkę można ocenić w dwóch kategoriach. Za wątek obyczajowo-dramatyczny, którego Paullina jest mistrzem, i za wątek fantasy, który dopiero wprowadziła. I tak właśnie pozwolę sobie przeprowadzić omawianie powieści.

Było pięknie, ale nie było krystalicznie.
Jeśli chodzi o wątek obyczajowy/romans to relacja Juliana i Josephine była za szybka, za lukrowa, a wyczuwalne sekrety dziewczyny dawały zbyt mocy mroczny kontrast. Ich relacja zacieśniała się w takim tempie, że ja nie do końca dałam radę ją poczuć. A to kluczowe, bo żeby przeżywać książkową miłość czy tragedię muszę się w nią zaangażować. Zadziało się to, ale tylko połowicznie. Przede wszystkim dlatego, że nie do końca polubiłam Josephine i na pewno bym za nią nie ganiała przez czasy i przestworza… Ni mniej znowu zadziałały moce gawędziarskie autorki. Doskonałe dialogi, niezłe poczucie humoru, ewidentny zakres wiedzy z dziedziny sztuki i kultury. To się po prostu dobrze czyta. Ponadto nikt tak jak ona nie potrafi pisać o uczuciach. Jej opisy miłości, czy strachu graniczą z najczystszą poezją i siłą rzeczy podrywają serce do lotu.

Wątek fantastyczny był z kolei tym, do czego Simons ewidentnie się przygotowywała. Długo i dobrze. Choć jak sama pisze wszystkie teorie naukowe były wyssane z palca, to muszę przyznać, że te bzdury do mnie przemówiły. Nie można spotkać w książce niczego bardziej przekonującego niż naukowe wyjaśnienie zjawisk magicznych. Zapewne ci, którzy mają jakieś większe pojęcie na temat, na przykład, fizyki kwantowej, pukną się w czoło, ale ja kupuję to, co przeczytałam i podoba mi się to bardzo. Wątek wprowadził w posępny nastrój sporą dawkę niebezpieczeństwa jak i humoru, bo sposoby, w jakie Julian sobie radził czasami wywoływały uśmiech. Wyobraźcie sobie, że przenosicie się w czasie i przestrzeni. Nie macie pojęcia gdzie i kiedy Was wyrzuci. Ekscytacja z bezpiecznego fotela czytelnika jest naprawdę olbrzymia.

Podsumowując:

Wielkie uznanie za tę trylogię, choć poznałam dopiero jeden tom. Autorka, która stworzyła już około piętnastu mocnych powieści sięga dalej. Czy jej się to uda, okaże się po finalnym tomie Kresu wieczności.
Jest to powieść, która przez bardzo długi czas utrzymuje się w absolutnie realnych ryzach, po czym dajemy głębokiego nura w fantastykę. Bez ostrzeżenia, bez nabrania oddechu. To lekko oszałamia.
Uwielbiam wątki podróży w czasie, więc i w tym przypadku czytałam z wypiekami na twarzy. Świetne przemyślenia, doskonałe konwersacje, niebywała wiedza filozoficzna. Jeśli ktoś już czytał autorkę, szybko odnajdzie ją między stronami. Choć gatunek temu przeczy to dokładnie ta sama Paullina Simons.

Moja ocena: 8/10

W niej zamknęły się dusze proroków i świętych i wszystkich zgładzonych na ziemi. W jej duszy było zamknięte jego serce. To przy jej boku musi zakończyć swoje życie. Julian wiedział o tym. Czuł to. Był żołnierzem, a ona była jego ojczyzną.