„Mąż potrzebny na już”

Sześć wiernych przyjaciółek. Znają się od dziecka i choć każda wyrosła na zupełnie inną kobietę, o innych planach, marzeniach i charakterach, nie zrywają swojej tradycji. Wspólnie spędzonego Sylwestra, w czasie którego wypowiadają postanowienia na kolejny rok i pieczętują obietnicą spełnienia ich. Bernadetta, pod wpływem przeważającej ilości bąbelków postanawia, że w 2016 roku wyjdzie za mąż. Kiedy rano zostaje uświadomiona co sobie postanowiła nie pozwala złośliwym koleżankom z siebie kpić i idzie w zaparte. Następny Nowy Rok powita z mężem u boku. Problem polega na tym, że nie ma nawet chłopaka…

Co może wymyślić dziewczyna, żeby osiągnąć swój cel? Macie ochotę poznać najzabawniejszy poradnik matrymonialny na świecie?

Padłaś, powstań. Pamiętaj, nie wstawaj sama, niech pomoże ci jakiś młodzieniec.

Po powieść Małgorzaty Falkowskiej sięgnęłam przede wszystkim z czystej ciekawości, ponieważ ostatnio przewija mi się przed oczami cała masa pochwał wystosowanych w kierunku autorki. Drugim z powodów była chęć pośmiania się. Nie pamiętam kiedy czytałam ostatnio komedię z prawdziwego zdarzenia, a po opisie na okładce ta wydawała mi się idealna.

Poznajemy sześć dziewczyn. Jedna ładna i… i tyle. Druga perfekcjonistka. Trzecia przyszła Chodakowska. Czwarta wzięty psycholog. Piąta znudzona pracą. No i Berka. Berka jest bardzo kreatywna i zakręcona! Wręcz przerażająco…
Początkowo wpadałam w panikę. Po przedstawieniu dziewczyn nie potrafiłam zapamiętać która która. Oczywiście, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, mój stres okazał się bezpodstawny, bo autorka pozwala na swobodne poznanie dziewczyn w trakcie czytania. Drugą myślą jaka mi się nasunęła było: „Jakim cudem one się wzajemnie tolerują?”. No i tu pojawił się już pierwszy komediowy wątek tego przedstawienia. One się nie tolerują. Warczą na siebie przy każdej możliwej okazji, kpią z siebie i nie pokładają w sobie nawzajem najmniejszej wiary. Jednak wedle zasad długoletniej przyjaźni, cokolwiek by się działo zawsze trzymają się razem.

Następny był Marcin. Jak opisać Marcina, żeby go nie skrzywdzić? Trzeba by było nic nie mówić.

Berka początkowo jest przerażona swoim planem, ale później… Później zauważa, że koleżanki naśmiewają się z niej, nie wierząc ani przez chwilę, że 364 dni wystarczą jej na znalezienie męża. Uderza to w jej godność, no i się zaczyna!
Przyznam szczerze, że jestem pod ogromnym wrażeniem kreatywności autorki. Miejsca i sytuacje, w których Bernadetta poznawała potencjalnych kandydatów przyprawiają o zawrót głowy. Dziewczyna ani przez chwilę nie ustaje w próbach, angażując w to najlepszego przyjaciela, a nawet rodzinę! Każda randka wywołuje salwy śmiechu. A to z nieporadności Berki, a to z samych kandydatów, którzy często prezentują sobą tylko ładne opakowanie. Albo nawet i tego nie mają.
Magia książki tkwi w realności zdarzeń i miejsc, które zna spora większość z nas, ale przede wszystkim autentyczności występujących w niej postaci. Są bezpośrednie, nieprzesłodzone,  wyraziste o indywidualnych cechach charakteru. Mówią co myślą, często posługując się ciętym językiem, bynajmniej nie starając się ubierać zdań w jak najładniejsze słowa.

(…) takie czasy nastały, że młodzież w głowach ma to, co my dojrzali zostawiamy w kiblu…

Czy dobrze się bawiłam z tą komedią?
Początkowo Bernadetta mnie drażniła. Mimo że jest zapaloną miłośniczką literatury uważałam ją za płytką i głupiutką. Wrażenie to jednak szybko się zaciera, kiedy sobie uświadomić, że to niezobowiązująca, lekka i zabawna historia, która chce mnie po prostu odprężyć. No i rzeczywiście długa przerwa w czytaniu komedii dała się we znaki, bo podeszłam do książki zbyt sztywno. Jako miłośniczka dramatów interpretowałam wszystko dosłownie, oburzając się co rusz na kolejne pomysły i śmiałe wątki. Zupełnie niepotrzebnie. Bo kiedy tylko dałam się ponieść fali, książka otworzyła przede mną furtkę do fantastycznej zabawy. Zabawy, po której bolał mnie brzuch ze śmiechu, a sześć przyjaciółek stało się bliższe.
Jedyną, sporą wadą powieści jest to, że momentami jest strasznie przegadana. Długie ciągi myślowe, bądź mało istotne wydarzenia opisywane, choć lekko i zabawnie, to jednak z mozołem, męczą. W tekście zawarte jest zbyt wiele nieważnych dla fabuły sytuacji.

Choć przygody Berki kończą się na tej części, sama jej postać nie znika. Jest to pierwszy tom przygód całej szóstki przyjaciółek.
Jedno, co z pewnością można powiedzieć, to to, że bohaterka nie może narzekać na nudę. Są fragmenty, że fabuła pędzi jak na złamanie karku, obfitując w bynajmniej niecodzienne zdarzenia i propozycje. Zakończenie jest bardzo przewidywalne, ale tym razem nie jest to wada. Bo nie o cel chodzi, a o przekomiczną drogę, jaką Berka do niego dotarła. Drogę z tyloma wybojami, zakrętami i ślepymi uliczkami, że nie sposób przejść nią obojętnie.
Polecam serdecznie!

Moja ocena: 7/10

Szczęście to nie są rzeczy materialne. Szczęście to nasze wewnętrzne ciepło, niepozwalające nam zmarznąć. Moje ciepło topi śnieg.

  • Maria Kasperczak

    ja się świetnie bawiłam przy tej książce, druga jest podobno jeszcze lepsza, ale to jeszcze przede mną

    • Ja właśnie czytam drugą część i rzeczywiście już widać, że jest bardziej dopracowana.

  • Nie czytałam jeszcze, ale sprawdzę z ciekawości, bo konwencja trąca nieco „Lejdis”. 🙂

    • Owszem, można skojarzyć z Lejdis 🙂 Też to zauważyłam.

  • Gdzie dorwałaś ten tytuł? Ja się na niego czaję, ale jakoś nie po drodze mi chwilowo 😀 Dzięki Tobie właśnie ogarnęłam, że chyba mam inne oczekiwania względem tej powieści, niż powinnam, ale i tak mam wielką ochotę ją przeczytać. Tylko swoje nastawienie do niej zmienię, żeby odpowiednio podejść i mieć prawdziwą przyjemność z lektury. Dzięki :*

    • Bardzo lekka i rozrywkowa lektura 🙂 Szczerze powiedziawszy też mnie zaskoczyła. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, ale na pewno nie spodziewałabym się takiej komedii.

  • Wasza historia to doskonały materiał na powieść! 🙂

    • Niģdy tego tak nie widziałam. Ale nasz początek na prawdę nadaje się do książki. Nawet opisałam to na blogu.