„Mediatorka”

Marta jest trzydziestoletnią mediatorką. Samotnie opiekuje się dziećmi. Ma fatalne relacje z matką, która postawiła na piedestale byłego już zięcia i uprzykrza córce najmniejszy nawet kontakt. Marta wraz z przyjaciółką prowadzi mediacje na własną skalę, co nie jest łatwe, ponieważ bardzo trudno jest pozyskać każdego nowego klienta. I gdyby tych trudności było mało, okazuje się, że były mąż z jakiegoś powodu uwziął się na nią i próbuje zniszczyć jej życie i odebrać córki.

Chyba w każdej recenzji tej powieści przeczytacie, że książka rzuca światło na bardzo tajemniczy zawód mediatora i robi to świetnie. Mediacje, choć nigdy nie brałam w nich udziału, nie są dla mnie niewiadomą (moja znajoma jest mediatorką). I muszę się zgodzić z tym, że rzeczywiście autorka opisuje je bardzo dobrze. Ciekawe, typowe, choć niebanalne sytuacje, z jakimi spotyka się w swoim zawodzie i sposoby rozmowy z klientami mogą nawet nauczyć tego, jak samemu poruszać sie w konflikcie. Niestety mediacje stanowią tylko część fabuły, a z całą resztą nie jest już tak kolorowo.

Przede wszystkim książka ma taką tendencję, że im wątek poważniejszy, tym wydaje się bardziej wyssany z palca. W zasadzie gdyby autorka trzymała się tylko tych mniej poważnych, czyli na przykład wątków z życia kolegi kominiarza, czy pogawędek z panem prokuratorem na sądowych korytarzach, być może jakoś zbudowałoby to solidną całość. Ale niestety nie trzymała się twardo gruntu. A w chwili, kiedy do obyczajowej fabuły włącza się wątek kryminalny odlatujemy do kompletnie innego uniwersum pościgów, gróźb i szalonych teorii spiskowych.

W pewnym momencie oczywiście wszystko się wyjaśnia w sposób bardzo logiczny, który nawet kupiłam. Ale zawsze musi być to przeklęte ale…
Kilka stron po wielkim wyjaśnieniu okazuje się, że znowu wracamy do pracy u podstaw. Autorka tak niewyobrażalnie gmatwa psychikę Marty, że koniec końców ja jako, wydaje mi się, uważny czytelnik, zupełnie tracę orientację w tym co jest prawdą, a co ułudą. Czy to celowe zagranie? Jeśli tak to totalny chaos, jaki panuje w głowie bohaterki i na kartkach powieści nie podbił mojego serca.

Do czego prowadzi większość wątków? Większość wątków prowadzi do części drugiej. Nie mam pojęcia co ma być w niej opisywane, bo już w zakończeniu pierwszego tomu nie działo się nic ciekawego. Prawdopodobnie znowu do szalonej intrygi włączy się wątek kryminalny i na scenę wejdzie postać, co do której istnienia do tej pory nie mam pewności… Chyba nie chcę się w to już głębiej wdrążać.

Książka częściowo bardzo dobra. I gdyby ją oprzeć przede wszystkim na mediacjach, gdyby bohaterkę bardziej zaangażować w sytuacje zawodowe, bardzo dobra byłaby do końca. Sporo zabawnych wątków rozładowuje napięcie towarzyszące rozstrzyganiu sporów. Jakby się tego trzymać naprawdę byłoby dużo ciekawiej. Niestety akcja zupełnie wymyka się ograniczeniom logicznego rozumowania i absurd zaczyna gonić absurd. I nawet późniejsze wyjaśnienie wszystkiego przypieczętowuje następny absurd. Żałuję, że nie mogę wam zdradzić więcej, bo to mogłoby być nawet całkiem śmieszne.
Z przykrością nie polecam Wam tej książki.

Moja ocena: 5/10