„Mogę wszystko”

Tatiana to przykładny wzór zabieganej matki, żony i kobiety na stanowisku. Czuje się z tym jak ryba w wodzie. Jest ciężko, bywa naprawdę męcząco, ale satysfakcja niweluje wszelkie frustracje i niedogodności. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu, że naprawdę lubi swoje życie udaje jej się wszystko w nim ułożyć. Ma doskonały kontakt z dziećmi, w naprawdę dużym rozstrzale wiekowym. Mąż jest w niej zakochany dokładnie tak szaleńczo jak dwadzieścia lat wstecz. Szef docenia wysiłki, awansując. Życie płynie jej na samych uśmiechach i wzlotach.
Aż do momentu, kiedy na chwilę wymyka się spod kontroli. Kiedy jedna pozornie szczęśliwa chwila zamienia się w dramat, z którego będzie musiała się dźwignąć.

Opowiem Wam historię czytania tej książki.
Wygrałam ją w losowaniu na blogu Literacki Świat Cyrysi i zaistniało spore podejrzenie, że sama autorka przeczyta recenzję.
Wiecie jaka to presja?
Wiecie co czuje recenzent, kiedy staje przed takim zadaniem, otwiera książkę, a tu… zgrzyt… trzaask… trach… Nie zaskakuje! Chaos i dezorientacja od pierwszej strony. Scenki jak gagi z serialu komediowego przeskakują z jednego w drugi, a ja się kompletnie nie umiem połapać. Główna bohaterka mnie najzwyczajniej mierzi, fabuła mi się nie dodaje.
Tatiana „nie chcąc być wredną” nazywa kobiety z nadwagą wielorybami i hipopotamami! Chwilę później werbuje matkę, bo dzieci chore i nie ma jak do pracy wyjść. Wieczorem natomiast jakby nigdy nic idzie z mężem do teatru i restauracji. Śmierć ojca bagatelizuje słowami „wypłakałyśmy, co miałyśmy wypłakać”. No jak to?!
Siedzę cała spocona, ogryzam skórki, bo paznokcie już się skończyły, czuję lincz za zopiniowanie powieści, główkuję jak to napisać, żeby nie wyszło niegrzecznie, ale prawdziwie. Nie poddaję się. Zrobiłam to tylko raz. Raz w życiu napisałam autorowi, że nie dam rady przeczytać jego książki i mało wrzodów nie dostałam. Lecę z tekstem dalej!
Nagle zaczynam rechotać z jakiegoś fragmentu, za momencik wzdycham zauroczona, siorbię nosem, bo cholera, to życie to zawsze coś przyładuje, a po jeszcze kilku stronach przerywa mi hałas. Moje biedne dziecię upomina się o kolejną porcję mleka. Przecieram oczy, patrzę na zegarek, przecieram oczy po raz kolejny. Dwie godziny. Minęły dwie pełne godziny, a ja nawet pozycji nie zmieniłam, nie mogąc się oderwać od lektury!

Spojrzałam na niego, tak jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. Kurczę, coś pięknego – kochać i być kochaną!

Przyznaję, że książka nie robi piorunującego wrażenia od pierwszej strony, ale już gdzieś od około czterdziestej nie potrafiłam się od niej oderwać. Ma absolutnie niepowtarzalny styl i klimat. Zahipnotyzowała mnie, zaczarowała wciągnęła między karty jako jedną z bohaterek. Jako matkę, żonę, przyjaciółkę i sąsiadkę. To jedna z najrealniejszych i najbardziej ludzkich historii jakie czytałam.
Autorka obnaża emocje w jakiś zupełnie unikalny sposób. Powiem szczerze, że przeżywałam setki książek, ale tutaj słowa są tak proste i takie w punkt, reakcje takie prawdziwe, a czyny oczywistą wynikową, że pozostawia to w totalnym osłupieniu. Uświadamiacie sobie, że to dokładnie coś, co sami byście poczuli, zrobili w danej sytuacji.
Dużo zaczerpnęłam z tej niby prostej, niby lekkiej i zabawnej lektury. Uczy wrażliwości, uczy dystansu do siebie i dbania o bliskich. Pokazuje jak bardzo zatraciliśmy swoje normalne ludzkie odruchy, jak ważnym jest pobudzanie w dzieciach empatii i to już od najmłodszych lat. Jak odwracanie wzroku od ludzkiej krzywdy stało się normą współczesnego świata. A wystarczy naprawdę mały gest, żeby odmienić ludzkie życie.

Tatiana staje oko w oko z tragedią. I tutaj przyznaję, że z wielu względów traktowałam to zupełnie osobiście. Czy sobie z nią poradzi? Czy jej bliski ideału świat legnie w gruzach? Czy potęga jaką zbudowała pod własnym dachem pomoże jej w otrząśnięciu się z tramy?

Dla kobiet, które są matkami, dla kobiet, które są żonami, które kochają i które szanują wartości rodzinne. Dla mężczyzn zakochanych w swoich żonach, będących głowami rodzin i chcących uczestniczyć w podtrzymywaniu ogniska. Czyli reasumując dla ludzi mających w sercach więcej miejsca dla kogoś niż dla siebie.
Nie jest to literackie arcydzieło, ale ma wrażenie, że zupełnie nie po to pisze się takie książki, żeby krytycy zachwycali się nad składnią. Ta książka ma bawić, wzruszać i jakby w lustrzanym odbiciu pokazywać nas samych. Czy wybierzemy gonitwę za nieosiągalnym ideałem, czy dostrzeżemy, że tuż obok nas stoi skrzynia ze skarbem zależny już od indywidualnej interpretacji. Ja się czuję dużo bogatsza niż dotychczas przypuszczałam.
Polecam.

Moja ocena 7/10

Panie Boże, jesteś geniuszem, żeś Ty Nobla nie dostał!