moja jane eyre recenzja
moja jane eyre recenzja
„Moja Jane Eyre”

Choć po tajemniczym morderstwie dokonanym na dyrektorze Brocklehurst w Zakładzie Lowood robi się znośnie Jane i tak z ulgą przyjmuje posadę guwernantki w Thornfield Hall. Poznaje tam nieodgadnionego pana Rochestera, który obdarza ją nieskrywanym afektem. Tymczasem po piętach depcze jej natrętny agent Towarzystwa do spraw Relokacji Dusz Zbłąkanych Alexander Blackwood. Po tym jak odkrył, że Jane widzi duchy koniecznie chce ją zwerbować. Z pomocą idzie mu rządna przygód, dawna przyjaciółka Jane – Charlotte Brontë…
W tej książce nic nie jest takie jakim się wydaje.


Parodia

W celu przeczytania książki najpierw zapoznałam się z jej pierwowzorem. Wyszło dużo powyżej przeciętnej, więc „Moja Jane Eyre” miała wysoko postawioną poprzeczkę. Dodatkowo to pierwsza parodia, jaką czytałam i to nie byle jaka, bo oparta na jednym z najwspanialszych klasyków. Byłam nastawiona dosyć bojowo. Kocham „Dziwne losy Jane Eyre„! Postanowiłam, że jeśli zakpią sobie w sposób niestosowny z tej książki, to napiszę im najbardziej krytyczną recenzję w historii bloga.
Jak wyszło?


A pewnie, że wyszło!

Potrzebowałam krótkiej chwili na przeskoczenie z gotyckiej powagi Jane Eyre w dużo bardziej luźny klimat… Jane Eyre. Autorki przekonały mnie do siebie błyskawicznie.
Książka należy do tych, które czytają się same. Jest napisana w sposób swobodny, jednocześnie troszcząc się o styl epoki, w jakiej jest zachowana. Wszystko jest w niej wyolbrzymione i lekko wykarykaturzone. Bohaterowie bardzo często podkreślają jak niestosowne byłoby dane zachowanie, po czym robią dokładnie to, czego nie powinni. Wywołuje to masę komicznych scen. Sama Jane Eyre, postać, która stała się ikoną, prezentuje się całkiem inaczej w swoim lustrzanym odbiciu. Jej główne zalety, jakimi był stoicki spokój i opanowanie są bardzo interesująco ujęte.
Jest to również bardzo odważna książka, ponieważ jedna z najpiękniejszych literackich miłości zostaje tu… Nie, nie zdradzę!


Czytać pierwowzór?

Zastanawiałam się jak odebrałabym książkę nie znając jej pierwowzoru, starałam się spojrzeć na to obiektywnie i wyszłam z założenia, że podobała by mi się dużo mniej. W obecnej sytuacji byłam ciekawa jakie wątki będą ujęte dosłownie, a jakie przeinaczone. Zachwycały mnie cytaty żywcem wyjęte z powieści Brontë i komizm ich zastosowania. Gdybym jednak nie znała Jane w oryginale książka wypadłaby na dosyć przeciętną. Przede wszystkim przez oklepany schemat zdarzeń. Jako że w dużej mierze jest to książka akcji, była zbyt przewidywalna, żeby móc się cieszyć jej wartkością i zakrętami. Dowcip również nie ująłby mnie tak mocno, gdybym nie znała jego genezy.
Książa jednak jak najbardziej nadaje się na samodzielną powieść i jeśli nie chcecie czytać Brontë, bo na przykład nie lubicie klasyki, myślę, że bardzo Wam się spodoba. Jest skonstruowana w sposób przejrzysty a dopiski autorek i ich zabawne wtrącenia się do fabuły sporo wyjaśniają.
Moje zdanie jest jednak takie, że bardzo dużo zyskujemy wiedząc z czego to wszystko wynika. Z jakiego klimatu zostało przerobione i jaką atmosferę parodiuje.


Podsumowując…

Oczekując zabawnej odskoczni nie zawiodłam się. Czuję się ukontentowana, rozbawiona i ujęta talentem autorek. Doceniam pasję i zaangażowanie, wiedzę na temat oryginału i niebanalną wyobraźnię. To naprawdę ciekawie napisana komedia z masą wątków romantycznych, paranormalnych i kryminalnych. Naszpikowana seriami pomyłek wywołuje częste wybuchy śmiechu. Mam jednak wrażenie, że szybko wyleci mi z pamięci, ponieważ jest to ten typ literatury, który nie zaangażował zbyt wielu moich emocji.

Moja ocena 6/10

Nie odpowiedział. Zamiast tego uniósł zegarek i stuknął nim ducha w skroń.
(Zdajemy sobie sprawę, szanowni czytelnicy że to dość prostackie określenie mrożącego krew w żyłach egzorcyzmu rodem z horroru, ale po wielu sczytaniach i przeciągających się konsultacjach z tezaurusem stwierdziłyśmy, że to najtrafniejsze określenie. Stuknął ją w skroń i tyle).