„Nie zabijaj tej miłości”

Anny i Barbary nie łączy prawie nic. Obie wiodą zupełnie inne życia i mają inne charaktery.
Anna jest naukowcem, wiedzie swoje intensywne uniwersyteckie życie u boku męża, który ma stabilną i dobrą pracę w rodzinnej kancelarii.
Barbara za to samotnie wychowuje synka, ponieważ jej mąż jest aktywnym zawodowo żołnierzem i nie bywa w domu regularnie. Jako pielęgniarka spędza dni bardzo intensywnie i często nie ma już siły na nic poza obowiązkami.
Czy nagły życiowy dołek może mieć przyczynę w czymś, co jednak łączy kobiety?

Choć nazwisko autorki jest mi bardzo dobrze znane,  jest to pierwsza książka Anny Karpińskiej, jaką przeczytałam.
Jakie wrażenia? Czy zostanę fanką?

Anna przechodzi kryzys. Przez wiele lat żyła pod dyktando męża. Ustawił on sobie żonę według własnego wyobrażenia jak takowa powinna wyglądać i się zachowywać. Zrobił to tak sprytnie, że kobieta dopiero po długim czasie zorientowała się, że tak naprawdę niewiele ma w swoim życiu do powiedzenia. Kiedy ta świadomość w nią uderza nie do końca wie co z nią zrobić. I zaczyna się trochę gubić i potykać, żeby ostatecznie podjąć decyzję, w którą stronę ruszy.

Basia za to staje na zakręcie. Marek decyduje się na kolejną misję w Afganistanie, a jej nerwy  nie zamierzają już temu towarzyszyć. Ma dosyć. Do tego dowiaduje się o zdradzie męża i po pierwszym szoku odkrywa, że jej uczucie się wypaliło. Że nie czuje już do męża niczego poza sentymentem. Nie wiąże ich nic poza synkiem. To odpala lawinę wydarzeń, w które wchodzi nieśmiało, ale już niedługo później zaczynała łapać pełnymi garściami.

Oryginalnym pomysłem jest umieszczenie w fabule zawodu żołnierza. Nie czytałam jeszcze w polskiej powieści obyczajowej o współczesnym wojsku. To raczej domena Amerykanów, którzy są bardzo dumni ze swojej armii. Okazuje się jednak, że i my mamy powody do zadowolenia. Postacie Marka i Jacka, choć pojawiają się właściwie dosyć rzadko, są jednymi z najlepiej skrojonych. Zdecydowani, silni mężczyźni, którzy muszą stawić czoła odwiecznemu rozdarciu. Będąc w domu ciągnie ich na śmiertelnie niebezpieczną misję, będąc na misji potwornie tęsknią za ukochanymi, jakich pozostawili w domu.
Poza tym, że to naprawdę dobre postacie trzecioplanowe należy zaznaczyć, że to właśnie oni połączą obie panie. Oni i fakt, że obie w tym samym czasie odkrywają, że ich misternie układane życie nie daje im szczęścia.

Chciałabym napisać, że powieść rozpoczyna się spokojnym wprowadzeniem, ale tak nie jest. W zasadzie od pierwszego akapitu tekstem rządzą emocje i od samego początku możemy przewidzieć, że nie będzie to zwykła powieść obyczajowa. Poziom naładowania jest raz mniejszy raz większy, ale utrzymuje się przez cały czas. Chwile spokoju są rzadkie i zwiastują nadejście czegoś mocnego. Jest to więc bardzo emocjonująca książka. A rodzaj emocji, jakie wzbudza jest bardzo szeroki.
Jedną bohaterkę bardzo polubiłam, druga mnie irytowała. Basia, choć mniej ambitna i światowa od Ani doskonale wiedziała czego chce i w potrafiła się wsłuchiwać we własne serce. Ania z kolei, choć sprawiała wrażenie dużo bardziej zdecydowanej i pewnej siebie jedno mówiła, a drugie robiła. Nie zaskarbiła sobie tym mojej sympatii.

Serdecznie polecam wszystkim fanom dobrej powieści obyczajowej z wątkami dramatu. Uczciwie jednak muszę ostrzec, że książka ma jeden tak poważny mankament, że nie mogłam jej wyżej ocenić, bo zwyczajnie zepsuł mi całą przyjemność z genialnego finału. Autorka zbudowała przepiękna scenerię do tego, żeby mi złamać serce. Forma zakończenie jest moją absolutnie ukochaną. Ale niestety prolog opowiada o tym co się działo niedługo po zakończeniu fabuły. Nie mówiąc wprost daje jasno do zrozumienia jak to wszystko się skończy. Więc tak naprawdę wiemy co się stanie przez cały okres czytania. I moje serce niestety nie dało rady odpowiednio cierpieć, bo było doskonale przygotowane na to, co się wydarzy.
Jeśli dacie radę omińcie prolog. To naprawdę da dużo ciekawszy finał. A prolog potraktujcie jak epilog i będzie idealnie.
Mimo wszystko to świetna powieść.

Moja ocena: 7/10

– Wiesz, że nigdy nie byłam akceptowana w rodzinie – zaczęła. – Samotna, zapatrzona w książki bibliotekarka, dziwoląg. Swatano mnie ze Stefanem, sąsiadem twoich rodziców z Łąkowa. Co jednak mogłam poradzić na to, że ten pan mnie nie interesował. Spokój odnalazłam w Bydgoszczy, gdzie dostałam pracę w niewielkiej bibliotece. Miałam czas na czytanie i na co dzień obcowałam z książkami.