„Nieczuły rozpustnik” (t.1)

Devon Ravenel, czarujący londyński rozpustnik i hulaka, odziedziczył właśnie majątek i hrabiowski tytuł. Ten niespodziewany awans niesie jednak za sobą przykre zadania i obowiązki… oraz sporo niespodzianek. Okazuje się, że zaniedbany majątek to finansowa pułapka, a w rezydencji nadal mieszkają trzy niewinne siostry poprzedniego gospodarza i… Kathleen – lady Trenear, piękna młoda wdowa, która nie ustępuje Devonowi determinacją ani rozumem.
Kathleen dobrze wie, że nie powinna ufać takiemu bezwzględnemu łotrowi jak Devon. Jednak żadne z nich nie potrafi się oprzeć pożądaniu, które przyciąga ich do siebie z siłą magnesu – od pierwszej chwili, gdy wdowa trafia w jego ramiona, hrabia poprzysięga sobie, że zrobi wszystko, by ją zdobyć. Kathleen ulega uwodzicielskim sztuczkom, pozostaje więc tylko jedno pytanie:
Czy zapanuje nad porywami serca i nie odda go w niewolę najniebezpieczniejszemu człowiekowi, jakiego kiedykolwiek znała?

Walka serca i rozumu

Devon właśnie wkracza w grono szlacheckie. Nie jest tym zachwycony. Wiódł życie, które bardzo mu odpowiadało i nagle skierowane na niego spojrzenia nie są mu niczym miłym. Dodatkowo okazuje się, że jego tytuł szlachecki robi z niego bankruta, ponieważ ziemia i posiadłość jaką dostał wraz z nim, są zadłużone na niebotyczne sumy. Obmyśla plan jak się tego wszystkiego pozbyć.
Kathleen po śmierci męża pozostaje z niczym. Pod jej opieką są jego trzy siostry, a jako utrzymanie mają jej skromną wdowią rentę. Kobieta zdaje sobie sprawę, że jeśli nowy właściciel pozbędzie się majątku, to trafią na bruk, zdane na bardzo skromne życie. Jest na to przygotowana, jednak uznaje, że jest o co zawalczyć. Próbuje rozmawiać z Devonem o możliwościach odratowania Eversby Priory.
Nic bardziej bezcelowego, bo Devon nie chce stracić tego co ma walcząc z wiatrakami. Kathleen natomiast nie jest dłużej w stanie rozmawiać z kimś tak bezczelnym i gburowatym.
Żadne się nie przyzna, że drugie całkiem mocno wpadło mu w oko.

Wiktoriańska Anglia

Lisa Kleypas po raz kolejny przenosi nas do czasów dziewiętnastowiecznej Anglii, gdzie kolej nadal jest nowością, a wkradający sie pęd techniki wzburza szacowne grono szlachciców.
Poznajemy olbrzymi majątek Eversby Priory, który choć podupada w ruinę nadal zachwycą swoim przepychem i rozmiarami. Otacza go piękny krajobraz i tragiczna historia.
Fabuła skąpana jest w manierach i tradycjach, które autorka doskonale potrafi zwizualizować. Żałoba, jaka roztacza się nad kobietami zamieszkującymi posiadłość pięknie kontrastuje z wolnością obyczaju, którą prezentuje nowy właściciel.

Czy to Harlequin?

Po części można to tak ująć. Romans szybko się rozkręca. Jej delikatne ciało błyskawicznie wpada w jego nieokrzesane ramiona. Jednocześnie powstaje konflikt, przez który muszą walczyć sami ze sobą. Nie jest to jednak typowe romansidło. Piękne opisy, bogaty język i nieprawdopodobna szczegółowość detali sprawiają, że książka jest niepowtarzalna w swojej prostocie i jednocześnie dbałości.
Dosyć rozbudowane poczucie humoru często wywołuje huśtawki od rozanielonego wzdychania do wybuchów śmiechu. Na szczególną uwagę pod tym względem zasługują postaci drugoplanowe, będące kolejną mocną kartą twórczości Kleypas. To one sprawiają, że romans wcale nie jest jedyną ścieżką fabularną. Obok niego pojawiają się przyjaźnie i przeróżne zależności. Dzięki nim, nam, jako czytelnikom, coraz bardziej zaczyna zależeć na odratowaniu Eversby Priory.

Podsumowując:

Jeśli chcecie przeczytać coś romantycznego z dodatkiem pikanterii, jeśli chcecie się pośmiać i odbyć niezwykłą podróż w czasie – Lisa Kleypas Wam to zapewni. Uwielbiam dawać się jej porywać.
Za każdym razem schemat jej powieści jest bardzo podobny, ale nie ma w nim rutyny i miejsca na nudę. Bohaterów darzy sie ogromną sympatią, a przygody, jakie im się przytrafiają często burzą krew. Emocji nie brakuje.

Polecam serdecznie!
Moja ocena: 7/10

Devon westchnął ciężko, próbując przebić wzrokiem siateczkę woalki.
– Musi pani nosić tę przeklętą zasłonę? – burknął. – Czuję się, jakbym rozmawiał z abażurem.