noc kupały
noc kupały
Noc Kupały (t.2)

Noc Kupały zbliża się wielkimi krokami. W czasie przesilenia letniego ma się przesądzić los widzącej.
Gosia, mając świadomość, że ta noc może być jej ostatnią, stara się jak najlepiej do niej przygotować. Pomagają jej w tym Baba Jaga i Mieszko, niosąc wsparcie i wkładając do ręki broń. Kiedy dziewczyna odnajdzie kwiat paproci będzie musiała się zmierzyć z bogami. Każdy z nich chce zdobyć kwiat i jak powszechnie wiadomo nie cofną się przed niczym, a dysponują całkiem pokaźnymi środkami.

Drugi tom „Kwiatu paproci” obfituje w więcej emocji. Nie tylko między Gosią i Mieszkiem, między którymi narodziła się i pogłębia intymność, ale również dzięki głębszemu poznaniu reszty bohaterów. Najbardziej zaskakują Jaga i Mszczuj, których przeszłość okazuje się być niezwykle bogata w przeżycia. Te dobre i złe. Miłym dodatkiem do całości jest również uwypuklenie płanetnika Radka, który pod powłoką pewnego siebie flirciarza skrywa kogoś, kogo nawet można polubić. Najbardziej cieszyła mnie jednak coraz głębsza więź między główną bohaterką, a szeptuchą. Oschła i cyniczna w obejściu Jaga naprawdę dbała o swoją podopieczną i choć starała się tego nie okazywać bała się o nią.

Zaskakująco fajnym motywem była przeszłość Mieszka. Gosia, jako widząca, kilka razy zerknęła w jego wspomnienia dotyczące byłych żon i dojścia do władzy. Retrospekcje do tysiąca lat wstecz bardzo urozmaicały fabułę. Zwłaszcza, że większość wywoływała u dziewczyny zazdrość, co z kolei prowadziło do chłodzenia gorących stosunków, a więc potrzebnej równowagi w ich kontaktach. Dzięki wizjom Gosia mogła zobaczyć Ote, kobietę, którą Mieszko kochał najgoręcej i wieleset lat cierpiał po jej śmierci. Pomogło jej to bardzo w późniejszych scenach. Ote bowiem okazuje się nie tak martwa jak wszyscy sądzili.

Kupalnocka gromadzi cudowny wachlarz naszej słowiańskiej mitologii. Uwielbiam ją. Do gry mającej pogrążyć naszych bohaterów tuż obok Welesa i Świętowita dołącza Mokosz, matka ziemi i patronka kobiet. Wyjątkowo nie podoba jej się to, że pradawny władca Polan nadal chodzi po ziemi, nie mogąc nawet posłużyć jako narzędzie do zapładniania. Swarożyc dokłada swoje trzy grosze mamiąc Gosię pomocą i ochroną. Zdesperowana dziewczyna zapomina jak podstępni są bogowie.

Scena finalna trwa koło stu stron. Jest szalenie wartka i wciągająca. Łyknęłam ją dosłownie bez tchu. Dzieje się w niej tak wiele i tak emocjonalnie, że zupełnie urwał mi się kontakt ze światem rzeczywistym.

„Noc Kupały” kompletnie przełamuje stereotyp romansu fantasy. U autorki zawsze wątek romantyczny jest odciągany jak najdalej w czasie, po czym chłodzony zimną wodą, kiedy już do niego dojdzie. Taki zabieg sprawia, że nasze wrażenia nie opadają, nie czujemy uśpienia faktem, że jest już „po wszystkim”. Należy również wspomnieć o poczuciu humoru, które jest jednym z głównych bohaterów tego cyklu. Rzadko można się spotkać z dowcipem tak naturalnie wynikającym z sytuacji. Gierki słowne i niezliczone wpadki Gosi obracają często powagę w najprzedniejszą komedię. W pierwszym tomie trochę irytowała mnie jej ciapowatość, ale w tej jest to już tak doskonale wyważone, że wręcz czekałam na to, co za chwilę powie lub zrobi.

Odkładając ten tom w mojej głowie tłukło się jedno pytanie. Skoro kwiat paproci jest tytułowym bohaterem cyklu dlaczego został odnaleziony już w drugim tomie, skoro kwitnie raz na tysiąc lat?! Prawdopodobnie odpowiedź otrzymam już niebawem 🙂

Podsumowując:

Serdecznie polecam nie tylko fanom takiego lekkiego fantasy, ale każdemu, kto lubi dobrze opowiedzianą historię. Dawno tak dobrze nie bawiłam się przy lekturze i nie mogę się doczekać aż lada chwila zacznę czytać kolejny tom.

Moja ocena: 8/10

– Gosiu… ty jak coś czasami powiesz, to człowiek poważnie zaczyna się zastanawiać, czy sobie żartujesz, czy może jesteś po prostu głupia – skwitowała.