OBLUBIENICA MORZA recenzja
OBLUBIENICA MORZA recenzja
„Oblubienica morza”

Opis fabularny

Sara cudem uchodzi z życiem. Udaje jej się uciec z Rosji tuż po tym jak staje się świadkiem morderstwa matki. Wraz z ojcem zbiega do Palestyny, gdzie obydwoje liczą na nowy start. Dziewczyna otrzymuje pracę osobistej pielęgniarki śmiertelnie chorej kobiety. Tam poznaje Yousefa, z którym połączy ją gorące uczucie. Niestety jako Żydówka jest znienawidzona w kraju, w którym próbowała sobie ułożyć życie.

Ameer, młody geniusz, urodził się i wychowywał w obozie dla uchodźców w Libanie. Po wielkiej masakrze, do jakiej tam doszło udaje mu się wyjechać do Stanów, gdzie uzyskuje stopień naukowy i rozwija swoje badania.

Rebeka jest młodą i bardzo empatyczną Żydówką, która zdecydowanie sprzeciwia się złemu traktowaniu arabskich mniejszości w Palestynie. Nie spodziewa się jak ciężką walkę podejmuje.

Moja opinia

Jest to powieść od której oczekiwałam naprawdę wiele ze względu na autorów, którzy ją stworzyli. Pani Corasanti jest autorką osławionego „Drzewa migdałowego”, a Jamal Kanj urodził się i wychowywał w palestyńskim obozie dla uchodźców w Libanie. Sam ten fakt podniósł poprzeczkę bardzo wysoko.

Cała historia jest pozornie wielowątkowa.
Losy dwóch par bohaterów wiodą odrębną ścieżką, nie sugerującą połączenia w którymś momencie. Sara i Yousef przeżywają swoje dramaty i walczą o zaakceptowanie Żydówki w palestyńskiej społeczności. Ameer i Rebeka wiele lat później borykają się z zupełnie odmiennym problemem. Buntują się przeciw żydowskiej nienawiści w stosunku do Muzułmanów. W rzeczywistości jednak wątek jest jeden. Ich problemy pokrywają się, bo ostatecznie chodzi o nienawiść międzyludzką i piekło, jakie jeden naród może zgotować drugiemu.

Książka będzie idealna dla fanów tragicznej miłości. Miłości niemożliwej i zakazanej, choć gorącej. Lata oczekiwania, tęsknota i zawód. Jak każda powieść o miłości na tle wojny ma w sobie jednak wiele innej, dużo mroczniejszej i wzbudzającej skrajne emocje treści. Przyznam, że był moment, w którym ze łzami w oczach odłożyłam lekturę. Byłam zbyt wstrząśnięta, żeby kontynuować. Musiałam ochłonąć.

Doskonale odzwierciedlone realia obozu dla uchodźców i konflikt na tle narodowościowym, sprawiają, że książka nie jest najlżejsza. Choć czyta się ją błyskawicznie jest pełna bólu, cierpienia i poczucia niesprawiedliwości. To bezprawność ukrywająca się za literą prawa, dyskryminacja i jawny terror są najbardziej wyodrębnionymi cechami tej powieści. Tuż obok niej idzie tak skrajnie odmienna ludzka dobroć i wrażliwość. Sami rozumiecie, że mieszając te wszystkie czynniki musi dojść do wybuchu…

Niestety książka posiada jedną, ogromną wadę. Nie sposób nie przewidzieć co się będzie w niej działo. I nie chodzi mi o następstwa polityczne ani ogólnie historyczne. Chodzi o losy bohaterów, których koligacje są skrywane w tak słaby sposób, że nie stanową żadnej zagadki, czy też może finalnego zaskoczenia. Przyznaję, że czułam się potwornie zawiedziona. Jestem pod tym względem czytelnikiem wymagającym. Chcę być zaskakiwana. Tutaj gdzieś w połowie wszystko było jasne. Okropna szkoda.

Zdarzyli się również zbyt wyidealizowani bohaterowie. Niby byli potrzebni, żeby wyrazić mądrość i sentymentalizm, ale realnie nie mieliby szans przeżycia w tak brutalnym świecie. Dobrzy, pomocni, łagodni, ufni i godzący się z losem ludzie po prostu byli mordowani.

Podsumowując

Jak widzicie książka wywołała we mnie dużo sprzecznych emocji. Z jednej strony to bardzo realistyczny obraz nienawiści i agresji, z drugiej bajka o nieśmiertelnej miłości. Te dwa wątki były różne ze względu na dwóch autorów, którzy je tworzyli i według mnie nie do końca udało im się wygładzić linię graniczną.
Ni mniej polecam. Jest niezaprzeczalnie piękną historią napisaną na kanwie prawdziwych wydarzeń, czyli z gatunku tych, które kocham najbardziej.

Moja ocena: 7/10

– Nie zamierzam cię okłamywać, Ameerze – oświadczył tonem, jakiego nigdy u niego nie słyszałem. – Nie zamierzam upiększać rzeczywistości. Świat bywa okrutny. Życie potrafi zadać ciosy tak silne, z człowiekowi się wydaje, iż nigdy się po nich nie podniesie. Ale ten twój projekt przywrócił mi nadzieję, przypomniał, że nasze umysły potrafią nas uwalniać, bez względu na to, w jakim tkwimy więzieniu.