„Ogród Zuzanny” (t.1)

Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko. Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie? Ogród Zuzanny to powieść o szczególnej atmosferze, z wyrazistymi, interesującymi bohaterami (także tymi drugoplanowymi, na dwóch czy czterech… łapach), pełna ciepła i humoru.

Wybierając tę lekturę liczyłam na przyjemną historyjkę, wypełnioną zabawnymi sytuacjami i przede wszystkim bardzo mi w tej chwili potrzebny relaks. Choć nie jestem z tych, co to oceniają po okładce, ale ładna grafika jest mi zawsze miła. A ta, przyznajcie sami, tchnie optymizmem i wesołością. Pomyślałam sobie, że to będzie to! Czy było?

Początek jest dosyć chaotyczny. Poznajemy trzy panie Czaplicz, mieszkanki domku o uroczej nazwie Kurza Stopka i wszystkich ich sąsiadów i znajomych, co daje dosyć kolorową mieszankę osobowości. Zawsze, kiedy nie dam rady zapamiętać imion na początku powieści, czuję stres. Zdarza się, że do samego końca plącze mi się kto jest kim i w zupełnie złym momencie odkrywam, że mężem bohaterki jest jednak pan B, bo A był bratem. Bywa. Tutaj na szczęście dosyć szybko wyszłam z tego impasu. To dlatego, że każdy ma swoją charakterystyczną barwę, każdy jest specyficznym indywiduum. Strasznie chciałabym trafić do Starej Leśnej, gdzie toczy się akcja i poznać ich wszystkich. To byłaby olbrzymia przygoda!

Główna bohaterka – Zuzanna – jest projektantką ogrodów. Kocha swoją pracę, choć jej szef, niejaki Kozak, wkłada wiele wysiłku w obrzydzenie jej każdego dnia. Zuzka (uwielbiam to zdrobnienie) ma zmysł nie tylko do rozmieszczenia roślin w ogrodzie, ale doskonale zna ich sekretny język. Kiedy więc w Starej Leśnej pojawia się jej dawna miłość postanawia w jego ogrodzie napisać dłuuugi list potężnie zakrapiany… bazylią. Całymi połaciami bazylii!
Adam, obiekt westchnień Zuzki, to mężczyzna po przejściach. Wżenił się w bogatą rodzinę o szlacheckich korzeniach i choć dzięki żonie i teściowi dorobił się ogromnego majątku, zabrakło mu uczucia. Nie zaznał miłości, której tak bardzo potrzebował. Jest więc gotów zrezygnować z wszelkich dóbr i woli żyć samotnie niż udawać coś, czego nie ma.
Czas spędzony przy tworzeniu ogrodu w pięknej willi Adama bardzo przybliża do siebie parę. Problem, a może cała czytelnicza frajda, polega na tym, że obydwoje mają swoje marzenia i tajemnice. Obydwoje wiele w życiu przeszli, mają swoje sekrety i jest im ciężko zaufać drugiej osobie.

– A jednak zasady…
– Tak. Są – przerwała jej matka. – Naczelna brzmi: kochaj i rób, co chcesz. Ale najpierw kochaj. I zacznij od siebie.

I gdybyście myśleli, że książka jest romansem zakrapianym humorem i że świat od okładki do okładki będzie kręcił się wokół Zuzanny i Adama, no to nie macie racji.
Nie bez celu autorki we wstępie umieściły te wszystkich dezorientujące mnie osoby. Zuzanna mieszka z babcią, matką i synem.
Nestorka rodu – Cecylia – to wzór dla wszystkich babć świata i to od niej pochodzą wykorzystane przeze mnie cytaty. Ekstrawagancka w manifestowaniu swojej niegasnącej energii, ciepła i mądra mądrością babć. Tą gromadzoną przez całe życie. W swych wspomnieniach pielęgnuje pierwszą i największą miłość. Docierającą aż do kresów wschodnich, które zawsze wydają mi się niesamowicie romantycznym tematem.
Jej córka Krystyna… kwaśna jak cytryna. Wybaczcie – musiałam! Ale Krystyna też nie jest taka bez powodu, a powód poznamy i zaakceptujemy go lub nie.
Jest sąsiad Wtorek, ekopozytywny gość w różowych leginsach. Miłośnik jogi.
Jest proboszcz Fąfara, który po godzinach odziewa się w skórę i ze swoją motocyklową bracią roznosi dobro.
Jest zamknięty w sobie aptekarz, który boi się zalotów pewnej damy i prezes firmy Kozak Gardens. Mgr inż. obsypujący swoją żonkę nieprawdopodobnymi luksusami.
Cała feeria postaci tak ciekawych i tak przykuwających uwagę, że momentami główni bohaterowie tworzą jedynie tło do tego, co dzieje się na ulicach tej mieściny.
Ujmując to w skrócie – nie ma słabych punktów!

Choć u początku czytania książka nie przekonała mnie do siebie za bardzo, obecnie cieszę się, że to dopiero tom pierwszy. To zabawna, zarażająca spokojem i pozytywnym myśleniem powieść o poszukiwaniu szczęścia w życiu. Pokazuje czym jest to szczęście i napawa przekonaniem, że codzienna proza jest najpiękniejszym płótnem do tworzenia rzeczy pięknych. Chwilami bawi do łez, innym razem łzy płyną mimo zaciśniętego gardła. Bo wzruszających momentów znajdziemy przynajmniej kilka. Ale przede wszystkim działa jak balsam na ponurą codzienność.
Należy zaznaczyć rzetelność autorek w przygotowaniu tego kwiatowego biznesu i języka. To bardzo ciekawy wątek, który w pewnym momencie staje się kluczowym.
Książka urzeka subtelnością, wdziękiem i pięknem natury. Nie tylko tej zielonej, kwitnącej, ale również ludzkiej, pokrętnej i skomplikowanej. Pokazuje, że obie potrzebują przede wszystkim miłości i zrozumienia.

Moja ocena: 7/10

– Kiedy ma się tyle lat co ja, rozumie się już, że większość naszych trosk, to rzeczy ulotne i nieistotne. Jaką mamy pracę, poglądy czy ludzie nas podziwiają, czy też przechodzimy przez życie niezauważeni. Liczą się tylko dobre, serdeczne więzi z bliskimi. To nam daje siłę i to jest jedyną walutą, której nigdy nie dotknie inflacja. Dlatego nade wszystko życzę wam, żebyście byli bogaci w przyjaźń i miłość.