„Opętania. Historie prawdziwe” (t.2)

Kiedy najsłynniejsza para demonologów: medium Lorraine Warren i jej mąż egzorcysta Ed Warren, postanawiają opowiedzieć o swojej pracy, należy się zastanowić dwa razy zanim rozpocznie się lekturę. Z ich opowiadań bowiem wynika, że każde otwarcie się na zjawiska nadprzyrodzone przyciąga je do nas. A po przeczytaniu tej pozycji, wierzcie mi lub nie, oglądałam się przez ramię słysząc najmniejszy szelest.

Ich praca natchnęła twórców najlepszych horrorów. Choć uratowali setki ludzi i uwolnili ich od złych, niewyjaśnionych zjawisk, okazuje się, że są również tacy, którym pomóc się nie da. Którzy weszli w sam środek piekielnych zmagań i do końca życia będą się borykali ze złem czyhającym w ciemności.
Wierzyć czy nie wierzyć? Podobno to wiara w zło przyciąga je do nas. I podobno tylko wiara w dobro może nas przed nim obronić.

Nie tak dawno temu przedstawiałam Wam pierwszy tom, opowiadający o „pracy” Warrenów. Chodziło wtedy o „Nawiedzenia. Historie prawdziwe„. I już przy nim wiedziałam, że skoro nawiedzenia zrobiły na mnie takie wrażenie, opętania będą czystym nokautem. Nie pomyliłam się za bardzo.

Prawdziwe historie opętań nie szczędzą nam szczegółów, a nawet znanych nazwisk. Poznajemy przerażające fakty o historii, która wydarzyła się w Amityville, dowiadujemy się o mrocznej przeszłości uczelni, którą skończył sam Eisenhower i wraz z Jane Seymour odwiedzimy pewien dom w Malibu… Najbardziej przeraziła mnie historia zupełnie przeciętnej nastolatki, której w ręce wpadły niewłaściwe przedmioty i lektury. Dziewczyna zaczęła się pasjonować okultyzmem, a rodzina zorientowała się w niebezpieczeństwie w momencie, w którym było już stanowczo za późno.

Wierzę w życie po drugiej stronie. Wierzę, że coś nas w tym niejasnym „tam” czeka. Gdziekolwiek by to nie było. Podeszłam więc do książki z pełną świadomością, że opisywane wydarzenia mogły mieć miejsce. Psikusa wyrządził mi jednak mój mózg, który  po prostu nie był w stanie ogarnąć scen z filmów grozy w prawdziwym życiu. Cały czas próbowałam sobie wmówić, że to prawda, ale moja podświadomość i tak wepchnęła to między fikcję.

W serii opowiadań zdarzają się oczywiście lepsze i gorsze, ale książkę czyta się w naprawdę błyskawicznym tempie. Pokazuje Amerykę, jakiej nie znamy z filmów. Amerykę głęboko religijną. Amerykę bardziej konserwatywną. Miejsce, w którym normalnie ludzie prowadzą normalne życie. A przynajmniej próbują. Opowieści Warrenów przestrzegają przed niebezpieczeństwem, jakie niosą niezrozumiałe zjawiska.

Fani powieści i opowiadań w pełnym formacie mogą czuć niedosyt. To, co opowiada słynne małżeństwo, wydaje się być tylko strzępami całości, ale to własnie dzięki temu książka jest tak łatwa i szybka w odbiorze.  Byłabym jednak bardziej usatysfakcjonowana, gdyby odsłonili więcej emocji, więcej szczegółów, na które sami zwracają szczególną uwagę. Odniosłam wrażenie, że opisane są tylko te rzeczy, które mogą zainteresować fana horroru, natomiast pod podszewką widowiska znajduje się inna, równie ciekawa treść.

Podsumowując:

Książka jest naprawdę ciekawa i na pewno w jakiś sposób daje do myślenia. Zastanawiałam się przy niektórych historiach dlaczego nie można ich podpiąć pod chorobę psychiczną, bo nie widziałam w nich niczego paranormalnego i tu właśnie pojawiła się koncepcja zbyt dużej religijności. Były też opowiadania, które wywoływały we mnie autentyczny strach, a objawy opętania nie dawały żadnych wątpliwości.
Jeśli jesteście fanami tego typu historii książka na pewno da wam chwilę bardzo fajnej rozrywki.

Moja ocena 6/10