„Opowieść podręcznej”

Freda jest Podręczną przydzieloną do domu jednego z Komendantów. Musi być absolutnie posłuszna, przestrzegać stalowych zasad i bez mrugnięcia okiem znosić traktowanie przez Żonę. Jedyny kontakt ze światem utrzymuje raz dziennie wychodząc na zakupy i sekretnie porozumiewając się z inną Podręczną, przydzieloną jej do pary. Raz w miesiącu, podczas Ceremonii zapłodnienia musi się modlić o zajście w ciążę. Podręczne, które są niepłodne zostają przydzielane do Niekobiet i wysyłane do Kolonii.

„Wtedy ona powiedziała: „Mam niewolnicę Bilhę. Zbliż się do niej, aby urodziła dziecię na moich kolanach; chociaż w ten sposób będę miała od ciebie potomstwo”.

Księga Rodzaju 30, 3

Republika Gilead, gdzie toczy się fabuła, powstała w północnej części Stanów Zjednoczonych, na fundamentach wyjątkowo ortodoksyjnych zasad. Z powodu ciągle malejącego przyrostu naturalnego zgromadzono siłą wszystkie płodne kobiety. Przemocą nakłoniono je do absolutnego posłuszeństwa. W sposób uległy, bierny muszą przestrzegać szeregu obowiązujących je zasad. I właściwie ciężko stwierdzić czy więcej jest rzeczy, które muszą, czy tych, których nie mogą.
Nie mogą się odzywać, nie mogą niczego dotykać. Wszelkie napisy zastąpiono obrazkami, ponieważ nie mogą czytać. Nie mogą wyrażać własnego zdania, nie mogą porozumiewać się między sobą, nie mogą na siebie patrzeć.
Muszą słuchać Żony swojego Komendanta i posłusznie leżeć w trakcie Ceremonii zapładniania. Muszą o siebie dbać, ponieważ są naczyniami, w których powstanie nowe życie. Muszą się modlić jak najwięcej i muszą uczestniczyć w egzekucjach tych, które nie posłuchały…
Nie tylko życie Podręcznych jest trudne. Z biegiem fabuły odkrywamy, że każda kobieta ma ściśle przypisane zadania, które musi wypełniać i okazać maksymalną subordynację. Co najtragiczniejsze na każdym kroku muszą pokazywać jak są szczęśliwe z życia, które wiodą i wdzięczne za to co robią. Bo dostąpiły zaszczytu uczestniczenia w wielkim dziele.

„Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich – mówi. – Zawsze dla niektórych jest gorzej.

Freda, jako bohaterka, jest początkowo bardzo tajemniczą postacią. W celu jak najdokładniejszego ukazania swojego życia (narracja pierwszoosobowa, bo to jej opowieść) pozwala nam odczuć ile tak naprawdę jej wolno. Jej życie jest niesamowicie ubogie w doznania na każdym polu. Największą tragedią jej i jej koleżanek jest to, że doskonale pamiętają życie jakie wiodły wcześniej. To, że były żonami i matkami. Że miały pracę, dom i mogły się śmiać kiedy tylko miały na to ochotę. Te wspomnienia z jednej strony dają im siłę do przeżycia kolejnego dnia, a z drugiej pogrąża w coraz większym marazmie.

Cechą charakterystyczną dla powieści Atwood jest cisza i spokój. Nikt w niej nie krzyczy, nikt nie wzywa do sprawiedliwości, nikt się nie sprzeciwia. Tak opanowana i beznamiętna brutalność dosłownie pozbawia nadziei. I to wstrząsa najbardziej, ponieważ pokazuje nieme poddanie się, beznadzieję i brak możliwości na zmianę.

Świat stworzony przez autorkę jest cichy i ponury, ale ta cisza krzyczy. I to jest fascynujące, bo nigdzie indziej nie spotkałam takiego klimatu. Tok myślowy Fredy jest zupełnie przeciwstawny do tego co się wokół niej dzieje i na co się godzi. I czekamy cały czas aż coś pęknie. I to oczekiwanie, muszę przyznać, wykańcza!

Bardzo polecam.
Literatura dystopijna jest chyba moim ulubionym gatunkiem, wzbudza we mnie niesamowite emocje na pograniczu realizmu i fantasy. Książka nie jest przereklamowana, czego się obawiałam. To kawał dobrej historii, nieprzeciętnej i w chory sposób fascynującej. Zakończenie jest dosyć zaskakujące i warte doczytania do ostatniej linijki.
Tajemnicze układy z Komendantem, sekrety Żony, skrywana, zakazana miłość, bezsilne podziemie. Ta książka tętni wydarzeniami i emocjami, chociaż tkwi w paraliżującej ciszy.

Moja ocena: 7/10

Przykro mi, że jest w tej historii tyle bólu. Że jest ona poszarpana jak ciało przeszyte seriami strzałów.
Ale nic nie mogę na to poradzić.