„Oskar i pani Róża”

Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar leży w szpitalu i nie wierzy już w żadne bajki. Wtedy na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji… „Oskar i pani Róża” to jedna z najpiękniejszych i najsłynniejszych powieści Erica-Emmanuela Schmitta, znakomitego francuskiego pisarza, wyróżnionego w 2010 roku Le Prix Goncourt de la Nouvelle.

Pozwólcie, że zacznę od pytania.
Czy ktoś z Was czytał w dzieciństwie „Małego księcia”? Jeśli tak, to czy ktoś z Was próbował go przeczytać jako osoba dorosła? Okazuje się, że to zupełnie inna książka. Ta sama treść, te same rysunki, ale jakby sens się zmienia. Świat dorosłych przedstawiony oczami małego dziecka jest niezwykle poruszający i przerażająco prawdziwy. Taka właśnie jest powieść, a może raczej powinnam napisać opowiadanie  Érica-Emmanuela Schmitta, pod tytułem: „Oskar i pani Róża”. Ponieważ „Mały książę” należy do czołówki moich książek i gdyby jego recenzja znalazła się na blogu byłaby opatrzona orderem BEST EVER, mogę spokojnie powiedzieć, że opowieść o Oskarze jest książką na miarę „Małego księcia”.

?I wtedy poczułem, że przychodzisz. Był ranek. Byłem sam jeden na ziemni.(…) Zrozumiałem, że jesteś obok. Że zdradzasz mi swój sekret: codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.?

Dziesięcioletni Oskar umiera na białaczkę. Rozumie to. Nie płacze, nie robi żadnych dramatów, nikogo nie obarcza winą. Jest wszystkiego świadomy. Radzi sobie z tą świadomością bez porównania lepiej niż jego rodzice i lekarz prowadzący. Dziesięcioletni chłopiec nie buntuje się na życie, na śmierć, ani nawet na zły los. Jedyne, co go wkurza, to najbliżsi, którzy unikają tematu, nie potrafią się już z nim bawić, nie potrafią patrzeć mu w oczy, nawet nie chcą być przy nim na tej trudnej, ostatniej drodze. Na ratunek przybywa pani Róża, wolontariuszka pracująca w szpitalu. Starsza pani, była zapaśniczka, silna kobieta o gołębim sercu okazuje się dosyć kontrowersyjną osobą. Namawia Oskara do zwrócenia się z prośbą o pomoc do Boga, w którego chłopiec nie wierzy i uwierzyć nie chce.

?Za każdym razem kiedy w niego uwierzysz, będzie trochę bardziej istniał. Jeśli się uprzesz, zacznie istnieć na dobre. I wtedy ci pomoże.?

Wymyśla mu niesamowitą zabawę. Oskar codziennie pisze list do Boga, w którym opowiada mu, co się u niego wydarzyło. Cała zabawa polega na tym, że jeden dzień w kalendarzu Oskara to metaforyczne dziesięć lat życia. Niezwykle piękne i wzruszające jest to, że chłopiec w swojej dziecięcej prostoduszności nie  zwraca się do Niego jak do niebiańskiej istoty. Traktuje Go jak przyjaciela, a nawet kumpla, któremu może wszystko powiedzieć, przedstawić takie, jak to sam widzi.
I tutaj pojawia się puenta mojej wypowiedzi. Chylę czoła przed dorosłym mężczyzną, który w sposób zaskakująco realistyczny odzwierciedlił świat dorosłych i wizję śmierci, widziane oczami dziecka. Olbrzymia wyobraźnia i mistrzowska umiejętność wczucia się w postać. Warto zobaczyć jak dziesięcioletni chłopiec przechodzi okres buntu nastolatków, spotyka miłość swojego życia, żeni się, przechodzi kryzys wieku średniego, aż w końcu jest zmęczonym życiem starcem.

?Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.?

Powiadają, że „Oskar i pani Róża” jest książką o umieraniu, ciężkiej chorobie i próbie pogodzenia się z nią. Zgodzę się, nie mogę zaprzeczyć, ale według mnie to również książka o życiu. Wszystkich jego barwach, radościach, prozaicznych problemach, jego ulotności, przemijalności. Jest niesamowita i wierzcie lub nie, ale śmiałam się w czasie jej czytania do łez. Uczy odwagi, miłości i miłosierdzia.
Jako ciekawostkę dodam, że książka ma około dziewięćdziesięciu stron i czyta się ją przy dokładnej analizie tekstu dwie godziny. Wyobrażacie sobie, żeby zawrzeć w tych kilku stronach tak wiele emocji i takie bogactwo postaci? A jednak.
Wzruszająca, pełna niewymuszonego optymizmu opowieść, którą powinien przeczytać każdy. W trudnych chwilach sięgam po „Małego księcia”  i on mi odpowiada na wszystkie pytania. Teraz do kanonu literatury pocieszającej dołączę „Oskara…”. Przeczytam go na pewno jeszcze nie jeden raz i polecam go wszystkim, którzy się nie boją emocji.

Moja ocena 9/10

?…życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.?