„Ostatnia wola”

Pasjonujący kryminał retro w duchu mistrzyni gatunku, Agathy Christie. Gromadka dalekich krewnych odciętych od świata, połączonych wzajemną podejrzliwością i zbrodnią. Dla smakoszy klasyki w nowej, wybornej odsłonie.



Właściwie cała fabuła toczy się w przeddzień Sylwestra 38. roku, czyli na kilka oddechów przed wybuchem wojny światowej. Wiekowa baronowa Wirydianna Korzycka zwołuje pod swój dach wybranych członków rodziny, ażeby rozdzielić majątek i z godnością, na własnych zasadach, pożegnać się z życiem. Rodzina musi spełnić określone w niecodziennym zaproszeniu warunki. Jednym z nich jest przyjechanie tym samym pociągiem, co już stwarza dosyć groteskowy klimat, ponieważ uczestnicy wyprawy nie znają się zbyt dobrze, co więcej nie lubią i nie szanują się wzajemnie, więc każde chowa się w innym przedziale, krytykując i oceniając pozostałych. Pierwsza mroczna zagadka zawiązuje się tuż po dotarciu do celu. Jeden z członków rodziny zostaje znaleziony martwy. To przypadek, czy może rozpoczęła się eliminacja w drodze po spadek? Pętla zaciska się jeszcze mocniej, kiedy w noc po przyjeździe ginie kolejne dwie osoby, w tym sama baronowa. Ponieważ pałac zostaje odcięty od świata przez zamieć śnieżną rozwiązanie jest tylko jedno. Morderca znajduje się wśród gości.

Masz rację, nie jestem typem samobójczyni. Wolę jednak sama wybrać datę śmierci, niż umierać tak nieestetycznie.

Ostatnio z kryminałami miałam do czynienia kilka lat temu. Właściwie nie wiem skąd ta przerwa, nie potrafię jej wyjaśnić, skoro zawsze je uwielbiałam. Tym bardziej cieszę się, że ponownie sięgnęłam po jeden z nich, co mam nadzieję zapoczątkuje ciąg.
Jeśli książka jest napisana w duchu Agathy Christie, to właśnie tak sobie wyobrażałam jej twórczość. Nie miałam jeszcze przyjemności z mistrzynią gatunku, ale patrząc na stosy cieniutkich książeczek (Harlequiny wśród kryminałów), nie mogłabym wydedukować niczego innego. Sprawnie i szybko zawiązana fabuła, śledztwo w obrębie określonego grona ludzi, w końcu odkrycie sprawcy. Stały schemat ubrany w różne scenografie.

Jaki pewny siebie ton! Księża lubią nim szafować, nawet jeśli ich zapytać o pogodę w Buenos Aires. Dwadzieścia cztery stopnie, a jeśli nie, zapewne Bóg chciał inaczej.

Mamy mało się znającą, pełną żali i pretensji rodzinę, mamy ekscentryczną do granic ciotkę, która przeżyła trzech mężów i mamy kota mającego rychło zmienić właściciela. Efekt jest taki, że już na dzień dobry uczestniczy tego przedziwnego spędu nie mogą znieść swojej wzajemnej obecności. Po odkryciu straszliwych zbrodni (jak można się domyślić) w przypływie paniki każdy oskarża każdego, ale szybko klaruje się najbystrzejszy duet pseudo detektywów, którzy opanowują sytuację i choć sami są w kręgu podejrzenia przejmują wodzę. O dziwo z prostych, nawet dosyć oczywistych poszlak wyciągają bardzo ciekawe wnioski.

„Ostatnia wola” jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że w liczącej niecałe trzysta stron książce odnajdzie się tyle ciekawych akcji, motywów fabularnych i ciekawych postaci. Wszystko jest dodatkowo nienachalne i znajduje logiczne wyjaśnienie. Fabuła nie jest zawiła i polega na prostej dedukcji, zapraszając nas tym samym do zabawy w śledczego. Bardziej skomplikowane okazało się spamiętanie imion bohaterów pojawiających się w jednym momencie, ale nie jest to zbyt wielkim problemem. Powieść urzeka lekkością i bardzo ładnym stylem, jakim została napisana. Utrzymany klimat retro w słownictwie, obyczajach i (bardzo złośliwemu ze strony ciotki) udekorowaniu pokoi, przeniósł do zupełnie innej, mojej ulubionej, epoki. Epoki, gdzie kobiety wyzwolone były wyklinane z towarzystwa, a niedżentelmeńskie zachowanie stawało się hańbą na honorze mężczyzny.

Książka wciąga i ciekawi już od pierwszej chwili i właściwie czułam żal i zawód, że kończy się tak szybko. Brakło miejsca na właściwe emocje czyli strach, niepewność i grozę, wynikające z obcowania z mordercą, ale autorce udało się wzbudzić, po czym zaspokoić, sporą ciekawość. Jestem fanką grubych powieści, gdzie klimat i emocje mają czas na rozwój w odpowiednim tempie, ale jeśli ktoś ma ochotę na popołudnie z kryminałem, to śmiało mogę polecić książkę pani Szwechłowicz, jako świetny smaczek polskiej literatury.

Moja ocena 7/10

„Mam nadzieję, że mojej śmierci towarzyszyły interesujące wydarzenia oraz burzliwe emocje. Umiera się w końcu tylko raz w życiu.
Wasza kochająca ciotka
Wirydianna Korzycka”

autor Joanna Szwechłowicz
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2 czerwca 2015
liczba stron 280
gatunek kryminał retro