„Oświadczyny”

Amy, dobrze rokująca tancerka, po kontuzji traci możliwość angażu. Niedługo później rozstaje się ze swoim ukochanym. Daniel należący do zupełnie innej klasy społecznej okazuje się być kimś zupełnie innym niż to sobie wyobrażała. Zdesperowana dziewczyna przyjmuję ofertę, którą znajduje w gazecie. Ma być damą do towarzystwa starszej pani w podróży do rodzinnego Nowego Jorku. Nie podejrzewa jeszcze co wyniknie ze znajomości z legendarnym wydawcą Georgią Hamilton.

Georgia, siedemdziesięcioletnia milionerka, potrzebuje osoby do towarzystwa. Planuje zrealizować od dawna odwlekaną podróż do Nowego Jorku, która w jej wieku będzie dużym wysiłkiem. Nie tylko fizycznym, ale również emocjonalnym, ponieważ wiąże z miastem wyjątkowo bolesne wspomnienie, sięgające pięćdziesięciu lat wstecz.

Książka zapowiadała się bardzo dobrze. Uwielbiam rozgrzebywanie rodzinnych tajemnic i uwielbiam staruszki osadzone w rolach pierwszoplanowych. Nie pytajcie dlaczego, ciężko byłoby mi to uzasadnić, ale one zawsze bardziej mi łamią serce. Jednak czegoś mi tutaj brakło. Czegoś bardzo istotnego.

Fabuła rozkręca się bardzo szybko. Amy po krótkim wprowadzeniu nas w swoją sytuację natychmiast kontaktuje się z osobą z ogłoszenia. Panie podejmują błyskawiczne decyzje. Obie są zdecydowane i  nie mają nic do stracenia. Obie w towarzystwie zupełnie obcej sobie osoby wyruszają w pełną sentymentu i bolesnych wspomnień podróż, która ma odmienić ich życie. Oczywiście jeszcze o tym nie wiedzą.

Dwutorowa fabuła prowadzi nas przez ulice współczesnego Manhattanu i Londynu lat 50-tych.
W czasie podróży za ocean Georgia dzięki swojej dostojności i niewymuszonej elegancji wzbudza podziw młodej, prostej dziewczyny z Queens. Umacnia w Amy pewność siebie i wymazuje z jej psychiki poczucie niższości. Amy z kolei obdarza starszą panią ciepłem i przyjaźnią, jakiej ta nie czuła zbyt dawno. Szereg przygód i wydarzeń, których doświadczą w czasie tych kilku dni zbliża je do siebie bardziej niż mogłyby przypuszczać.

Tuż obok nowojorskich wydarzeń wiedzie nas retrospekcja do lat wczesnej młodości Georgii, kiedy to była jedną z debiutantek przedstawionych samej królowej. Rok pełen przyjęć i pozornej zabawy miał połączyć panny z doskonałym wykształceniem i manierami z kawalerami z najlepszych brytyjskich rodów. Na jednym z takich przyjęć Georgia poznaje Edwarda. Szybko okazuje się, że obydwoje kompletnie nie są zainteresowani poszukiwaniami współmałżonka. Szeregiem przypadków i wypadków zbliżają się do siebie.

A to czego mi brakowało od samego początku to klimat. Nie czułam ani mikroklimatu brytyjskiego, ani amerykańskiego rozmachu. Najlepszym dowodem jest to, że nie było żadnych różnic między bohaterami przedstawiającymi te dwie narodowości. Owszem, były wyraźnie zaznaczone różnice klasowe pomiędzy bogaczami, a klasą robotniczą, ale nic poza tym. Nie kupiłam historii z debiutanckim rokiem ani nie „poczułam” nastroju Londyńskich ulic. Tak jak na przykład w Trylogii Czasu, która była cudownie brytyjska, mimo że napisana przez Niemkę.

Książka mniej więcej do połowy jest niczym więcej niż zwyczajną, leciutką obyczajówką. Całkiem miłą, nawet mądrą, ale przeciętną. Dopiero po połowie z radością przywitałam emocje, które dogoniły pęd fabularny. I jak już te emocje uderzyły przepadłam na całe dwieście stron…
Historia Georgii okazała się piękna, romantyczna i tragiczna zarazem. Starsza dama urzekła młodzieńczą pasją w retrospekcjach i mądrością, jaką wyniosła ze swoich przeżyć w czasie teraźniejszym. Amy z kolei wyszła z kokonu zagubionej myszki i okazała się inteligentną, zaradną i bardzo empatyczną kobietą. Potrzebowała tylko bodźca, który ją do tego pobudzi.

Ostatecznie historię oceniam bardzo dwojako, bo przecież porwała mnie dopiero po połowie. Chociaż początek nie był przecież zły, a zakończenie bardzo dobre i urwane w najodpowiedniejszym momencie. Zamykając książkę czułam lekki niedosyt, co spowodowało, że historia została mi w pamięci na dłużej.
Książka opowiada o dwóch silnych i zaradnych kobietach, i dwóch odległych w czasie o pięćdziesiąt lat historiach młodości i miłości. O przyjaźni pomimo różnicy wiekowej i klasowej. To dwa różne pokolenia, które znalazły klucz do wspólnego języka. Jaki? Odnajdźcie go sami 😉

Moja ocena: 6/10

– Miłość rzeczywiście potrafi wszystko skomplikować – odparła Georgia cicho. – To cudowne uczucie, ale problem w tym, że budzi też negatywne emocje. Zazdrość. Niepewność. Wiesz, ktoś mi kiedyś powiedział, że poświęcenie się karierze, to egoizm. Ja uważam, że to instynkt samozachowawczy.