„P.S. Kocham Cię”

Bezpretensjonalna, lekka i pełna humoru powieść obyczajowa na temat ważny i poważny. Jak znów pokochać życie, gdy w wieku trzydziestu lat traci się najlepszego męża i przyjaciela? Przed takim problemem staje Holly, młoda wdowa. Pomaga jej… zmarły mąż Gerry, który zostawił jej plik listów do otwierania co miesiąc przez rok, aby wypełnić pustkę i sprawić, by Holly znów mogła być szczęśliwa.

Mieli bardzo prosty plan: być razem do końca życia. (…) Byli najlepszymi przyjaciółmi, kochankami i bratnimi duszami i wszyscy uważali, że bycie razem jest ich przeznaczeniem. Ale tak się złożyło, że pewnego dnia przeznaczenie zmieniło zdanie.

Pierwszy raz łącze dwa tak skrajne gatunki, jakimi jest dramat i komedia. Króciutka książeczka zawiera właśnie je oba i to we wspaniałym wydaniu!

Mąż Holly jest jej najlepszym przyjacielem. Kochają się bezwarunkowo, ale potrafią również z siebie żartować, robić sobie takie małe, słodkie złośliwości i sprzeczać na przykład o to, kto zgasi światło. Właściwie poza tym, że są obdarzeni świetnym poczuciem humoru i tak bardzo się kochają, są najnormalniejszymi ludźmi na świecie. Pewnego dnia lekarz diagnozuje u Gerrego śmiertelną chorobę i jak to zwykle bywa od diagnozy do jej konsekwencji mały krok. Holly zostaje sama. Musi się otrząsnąć, pogodzić i nauczyć od nowa życia. I właśnie w tym momencie ją poznajemy. Poznajemy młodą, załamaną kobietę w dniu, kiedy dzwoni jej matka. Informuje ją, że na jej adres (matki) przyszedł do niej list. Na kopercie nie ma żadnych informacji poza dopiskiem: „Lista”. Holly od razu zgaduje co to jest. Dawno temu Gerry rozbawiony jej niezaradnością i niezdarnością groził, że wykona dla niej listę. Pozawiesza małe karteczki w różnych miejscach w domu, żeby pamiętała o gaszeniu światła, nie uderzaniu się w nogę łóżka itp. Mając świadomość, że spędza z żoną ostatnie chwile wykonuje w końcu taki spis. Jeden punkt na jeden miesiąc, aż do końca roku.

Spotkanie kogoś, kogo pokocha się z wzajemnością, jest wspaniałym uczuciem. Ale spotkanie bratniej duszy jest uczuciem chyba jeszcze wspanialszym. Bratnia dusza to ktoś, kto rozumie cię lepiej niż ktokolwiek inny, kocha cię bardziej niż ktokolwiek inny, będzie przy tobie zawsze, bez względu na wszystko.

Jak to zwykle bywa przy takich pozycjach, nie mam pojęcia jakich słów użyć, żeby oddać moje emocje. Żebyście je dobrze zrozumiały i żeby nie wyszła chaotyczna paplanina. Kompletnie nie wiem jak Wam to wyłożyć. Ostatnio rozmawiałam z Wierną na temat tego, że wstydzę się już pisać w każdej recenzji, że się pobeczałam. Boję się, że przestanie to być dla Was wiarygodne i wyjdę na jakąś rozchwianą emocjonalnie wariatkę (być może nią jestem…). Tutaj jednak muszę o tym wspomnieć, ponieważ byłam tak wyciorana, że płakałam jeszcze po odłożeniu książki. A później się śmiałam. A później znowu płakałam. Czułam się jakbym miała jakieś hormonalne zaburzenia. Śmiałam się na cały głos, żeby sekundę później zasłonić dłonią usta i zalać łzami. Było mi przykro, byłam wzruszona i rozbawiona. I tak w kółko. Coś niesamowitego!

Moje emocje zrozumie ten, kto kiedykolwiek kogoś kochał równie mocno i bezwarunkowo, jak Holly kochała Gerrego. Nieważne czy to mężczyznę, czy rodziców, czy siostrę, albo przyjaciela. Kto nigdy nie czuł z nikim takiej bliskości potrzebnej do życia, do złapania oddechu, prawdopodobnie nie doceni wartości płynących z tej krótkiej opowieści.
Wydaje mi się, że wiele osób ma fobię podobną do mojej. Czasami, bardzo rzadko, ale jednak, nawiedza mnie zupełnie przerażająca myśl. A co jeśli któreś z nas dwóch odejdzie, a drugie zostanie samo? Nieważne które, ale jak to drugie sobie poradzi, skoro nie wyobraża sobie spędzić choćby jednego dnia bez swojego partnera? Napawa mnie to okropnym przerażeniem…
Opowieść poruszyła we mnie cały ten lęk. Holly przez długi czas tkwiła w rozpaczy, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu odkrywając w sobie olbrzymie pokłady siły i ludzi, których naprawdę mogła nazywać przyjaciółmi.

Wydaje Wam się, że to strasznie przygnębiająca opowieść? Właśnie, że nie. Nie na darmo Daria zaoferowała ją w lajtach. Chociaż tematyka zdaje się być zupełnie nielajtowa!
To przepiękna opowieść  niosąca ze sobą niespodziewany optymizm i podnosząca na duchu. Więzy między bohaterami, kochane rodzeństwo Holly, jej szalone przyjaciółki, powoli ewoluujące uczucia od złości po miłość, w końcu zrozumienie i pogodzenie się z samym sobą. Czyta się bardzo lekko i bardzo szybko. Niektóre sceny są tak komiczne, że trzeba na chwilę przerwać czytanie i poczekać aż minie atak śmiechu. Inne, tak okrutnie rozdzierają serce, że mało nie kuliłam się na kanapie. Każdy miesiąc odkrywa nową wiadomość od Gerrego i każdy z listów pomaga Holly zrobić kolejny krok ku przyszłości, ku życiu. Należy nadmienić, że każdy krok wiąże się z nową, śmieszną, czy też pouczającą przygodą. Zmarły mąż zadbał o to, żeby Holly nie zabrakło jego wsparcia w najtrudniejszym momencie życia. Jak prawdziwy przyjaciel nie opuszcza w trudnej sytuacji, pomaga się przystosować do nowej rzeczywistości.
Książka napisana przez bardzo młodą dziewczynę jest absolutnie genialna!
Przecudnie poruszająca i pouczająca w każdym najmniejszym wersie. W każdej przygodzie, każdym monologu i dialogu.

Miałam problem z wyborem cytatów. Te najlepsze stanowią listy Gerrego i są najwspanialszymi smaczkami, więc nie mogłam ich użyć, żeby nie niszczyć magii czytania. Zakończenie jest dokładnie takie jak powinno, chociaż dosyć przewidywalne. Trzeba pamiętać, że po pierwsze nie chodzi o romans (trzeba nie mieć żadnego wyczucia, żeby na to liczyć), a po drugie w około dwustu stronicowej książce nikt nie pojawia się bez celu 🙂

Moja ocena 10/10

Dzisiaj jestem szczęśliwa. A o jutro będę się martwiła jutro.

P.S. (Bo przy tej książce P.S. być musi) Nawet nie wiecie jak bardzo się ucieszyłam, że nie trafił mi się kolejny romans… Zaczynałam się już martwić o swoje preferencje książkowe. Tematyka ona zakochuje się w nim lub na odwrót, kilka razy z rzędu wykańcza! Ja nie wiem jak Wy możecie mnie czytać na okrągło 😀
W każdym razie dziękuję Daria za tak boską książkę!

Aktualizacja 26.08
Po obejrzeniu filmu stwierdzam, że warto czytać książki 😀
Był to świetny film, a genialna rola Gerarda Butlera (Gerry) nadal sprawia, że do oczu napływają mi łzy. W zasadzie żeby zachwytom stało się zadość, była to rola dokładnie oddająca postać z książki, a nawet (nie wierzę, że to piszę) lepsza… Gerry był r e w e l a c y j n y!!! Filmowa Holly (Hialry Swank) też dała radę mnie przekonać, ale nie wybiła się niczym szczególnym.
Drażniły mnie natomiast wątki, które zostały pozmieniane na potrzeby produkcji. Niektórych emocji jakie daje książka nie da się odwzorować grą aktorską, ale na przykład robienie z Daniela ociupinkę niedorozwiniętego, sympatycznego głupka… No doprawdy, niepotrzebne zabiegi! Nie było też ni w ząb pokazanych więzi, jakie Holly budowała z rodziną. W zasadzie z więzami był taki chaos, że nie wiadomo kto był z rodziny, a kto nie. No i tak typowe dla fabuły filmowej wyeksponowanie romansu… Też niepotrzebne, bo przecież nie o romans tam chodziło!
Ale standardowo poleciała łza, później druga i dziesiąta…
Bardzo fajny film, warty polecenia, ale najpierw przeczytajcie książkę 🙂

http://www.filmweb.pl/Ps.Kocham.Cie