„Pamiętnik Mary Berg”
W

dniu swoich piętnastych urodzin, gdy niemiecka armia dławi Warszawę w coraz mocniejszym uścisku, Mary Berg przystępuje do spisywania pamiętnika. Jeszcze nie wie, że zanim zapełni dwanaście małych notesów, przyjdzie jej wycierpieć cztery lata terroru i zanotować sugestywne szczegóły niektórych z najważniejszych wydarzeń XX wieku.

Relacja o dorastaniu w getcie warszawskim.

Mary Berg jako młoda dziewczyna wraz z całą rodziną zbiegła z atakowanej Łodzi do stolicy, w której oczekiwała znaleźć schronienie przed najeźdźcą. Nie spodziewała się, że już wkrótce Warszawa zostanie podbita i nigdzie nie będzie bezpiecznie, a jako nienawidzeni przez Niemców Żydzi jej rodzina trafi do zamkniętego getta oznaczonego symbolami kwarantanny.
Rodzina Mary dzięki amerykańskiemu paszportowi jej matki była w pewnym sensie uprzywilejowana. Mieszali w całkiem przyzwoitej kamienicy w części getta określanej jako ta lepsza, bogatsza. Sama dziewczyna często wspomina, że ciężko jej było wychodzić na ulicę i patrzeć jak ludzie umierają pod ścianami domów, skoro sama nie cierpiała ani zimna ani głodu. Można powiedzieć o pewnym farcie, szczęściu w nieszczęściu. Być może właśnie dzięki temu do ostatniej chwili mogła trzeźwo i z pełnym oddaniem spisywać relację z tego, co działo się w zamkniętym rewirze.

Gdzie jesteście zagraniczni korespondenci? Dlaczego nie przybywacie tu i nie opisujecie sensacyjnych scen z getta? Bez wątpienia nie chcecie psuć sobie apetytu. A może zadowalają was niemieckie wyjaśnienia, że zamknęli Żydów w gettach, by chronić ludność aryjską przed epidemiami i brudem?

To, co się działo, już dawno przeszło do historii i należy jedynie mieć nadzieję, że nigdy nikt o tym nie zapomni. Przymusowe ciężkie prace, łapanki i wystrzeliwania przechodniów. Codzienny terror, jaki siali Niemcy i chyba co najgorsze ich bezwzględna nienawiść względem zupełnie niewinnych, bezbronnych i przerażonych ludzi. Nikt nie mógł sie czuć bezpiecznie, nikt w ogromie okrucieństwa nie wiedział jaki los czeka go za godzinę czy następnego dnia. Dlatego tak ważnym było życie chwilą i dlatego też Mary kładzie duży nacisk na organizację życia w niewoli. Na restauracje, szkoły i teatry, które dawały bladą namiastkę życia i które były potrzebne na równi z powietrzem. Każdy najmniejszy przejaw normalności był natychmiast wchłaniany.

Pamiętnik jest, wydaje mi się, bardzo wiernym obrazem wydarzeń od momentu powstania getta. Jest niezwykle cennym źródłem wiedzy na temat okupacji i sytuacji ciemiężonych Żydów. Można by się godzinami rozwodzić nad tym, że ludzie ani na chwilę się nie poddali, czego dowodem są śmiertelnie niebezpieczne przemyty produktów na teren zamknięty i szeroko rozwinięte podziemie, ale kiedy czyta się o umierających z głodu i w wyniku licznych epidemii ludziach, których zwłoki mijała Mary idąc ulicą, nie ma najmniejszych wątpliwości, że wszelka wola walki była niezwykle heroicznym uczuciem.

Jest jeden czynnik, który nie do końca przypadł mi do gustu. Nie wiem czy to przez to, że Mery po dostaniu się do Stanów korzystała z pomocy redaktora, czy też przez to, że książka została opatrzona nowym tłumaczeniem, które zmieniło niektóre konteksty, ale relacja Mary w całym swoim okrucieństwie jest dosyć sucha i nie sprawia wrażenia opowiedzianej przez nastolatkę. Sam fakt opisywanych scen często przyprawia o gęsią skórkę i przeraża, ale Mary wielokrotnie zdaje sie być osobą patrzącą na wszystko z bezpiecznego miejsca. Zupełnie jakby nie dotyczyły jej rozgrywające się sceny. Kiedy pisze, że cierpi nie do końca to kupuję, nie czuję tego jej cierpienia. Ale tak jak wspomniałam może to być wina licznych redakcji, przez jakie przechodziła książka.

O czarnej plamie w historii świata w latach czterdziestych ubiegłego wieku powiedziane zostało chyba wszystko i temat został wielokrotnie wyczerpany. To, przynajmniej jak na razie, najmroczniejszy rozdział w znanej nam historii. Pamiętnik Mary Berg nie zawiera żadnych informacji, których nie mielibyśmy już z innych źródeł takich jak książka, film, czy artykuł. Czemu więc znowu tak mocno porusza? Bo nie było i nie będzie sposobu, żeby przejść obojętnie koło tak bestialskiej tragedii. Całkiem niedawno – 19 kwietnia – obchodziliśmy 73. rocznicę powstania w getcie warszawskim. Nie ma lepszego sposobu na upamiętnienie tego wydarzenia jak sięgnięcie po cztery lata spisane w notesach żydowskiej nastolatki tkwiącej za z dnia na dzień rosnącymi murami tego swoistego obozu.

Moja ocena: 7/10

Rutko, patrz moimi oczami, niech twoje serce bije jednym rytmem z moim. Zbliżamy sie ku wolności.