Pan lodowego ogrodu
Pan lodowego ogrodu
„Pan Lodowego Ogrodu” (t.1)

Vuko Drakkainen, komandos pochodzenia polsko-fińsko-chorwackiego, zostaje wysłany z misją ratunkową na Midgaard. Zasada jest taka, że nie może ingerować w nic, co tam zastanie. Ma odnaleźć swoich i zabrać ich na Ziemię, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Kiedy po wylądowaniu orientuje się w sytuacji, okazuje się, że nie będzie łatwo trzymać się tej zasady. Możliwe, że nie będzie to w ogóle wykonalne.

Midgaard jest zawładnięty wojną bogów. Magia szaleje. Tam gdzie zimna mgła wpuści swoje macki giną ludzie, a powstają trupy. Odwieczne prawa zostają złamane.

Vuko, doskonale wyszkolony z zakresu obyczajów, kultury, sztuk walki i języka, szybko wnika w otoczenie. Naszpikowany cudami techniki, które tworzą z niego nadczłowieka zwraca jednak na siebie dużą uwagę. Wspierany przez wszczepiony „dopalacz” jest doskonałym, nadnaturalnie szybkim i bezbłędnym wojownikiem oraz tropicielem. Działa to w dwójnasób. Poznaje ważnych sprzymierzeńców i tworzy sobie śmiertelnych wrogów.

Początek pierwszego tomu sugeruje czytelnikowi powieść z gatunku science-fiction. Szybko jednak okazuje się, że jest to cudownie klasyczne fantasy. Takie, w którym w głowie twórcy powstał kompletny świat. Jego ludy, polityka, religie, fizyka i chemia.

Mieszkańcy Midgaardu są podzieleni na kilka nacji. Kireneni, Amitraje czy Kebiryjczycy różnią się od Ziemian drobnymi detalami, jak wielkość tęczówki czy ilość zębów. Zwierzęta, jakie bohater spotyka również bazują na ziemskich rasach. Mamy kowce, będące odpowiednikiem owiec, czy baktriany zastępujące wielbłądy. Choć pozornie wszystko jest podobne autor właściwie na każdej stronie serwuje jakąś osobliwość, niesamowitość, w której Vuko błyskawicznie musi się odnaleźć i odpowiednio na nią zareagować. Przygoda aż pulsuje od wydarzeń.

Na Midgaardzie tętni magia. Czerpana z uroczysk, wykorzystywana w pieśniach czyniących. Magia, czyli coś niepojętego, coś niezrozumiałego. A jednak nie działającego bez logicznego, analitycznego podejścia…

I gdyby tych niesamowitości było dla Was za mało to należy zaznaczyć, że książka ma dwóch bohaterów i trzy typy narracji.
Kiedy tylko już zorientujemy się kim jest Vuko, jaka jest jego misja i zdołamy się nieco rozejrzeć po otaczającym go świecie przenosimy się do zupełnie innej rzeczywistości. Ni z tego ni z owego pojawia się Filar, syn Oszczepnika. Terkej Tendżaruk, czy też Ardżuk Hatarmał. Można się pogubić w nazewnictwie, ale błyskawicznie okazuje się, że jego wątek jest równie wciągający jak ten równoległy. Początkowe niezrozumienie, ponieważ obie historie nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, przeradza się w ogromną ciekawość, bowiem opowieść, jaką snuje Ardżuk, jest absolutnie fascynująca.
Poznajemy carskiego potomka, chłopca, który od dziecka jest szkolony do bycia wojownikiem i następcą Tygrysiego Tronu. Opowiada nam on o swoim dzieciństwie, o różnych typach szkoleń (zupełnie niekonwencjonalnych), jakie przechodził, i sposobów, jakie stworzyły z niego szesnastoletniego, dojrzałego mężczyznę. A później wszystko się załamuje, a on musi wykorzystać nabytą wiedzę i umiejętności, żeby przeżyć.

Podsumowując:

To dopiero tom pierwszy. Nakreśla, ledwo szkicuje to, co może się dziać w dalszych częściach. I jeśli ten wstęp wzbudził we mnie tyle emocji, pochłonął tak bardzo, co zrobi cała reszta?
Jarosław Grzędowicz stworzył spójny świat, w którym wszystko działa według określonych reguł. Ma on swoją geografię i politykę. Własną faunę i florę. Jest przemyślany i dopracowany, a ja nie wyłapałam żadnych rażących luk czy niezgodności. Największą zaletą powieści jest to, że niemal od razu pałamy sympatią do głównych bohaterów. To taki haczyk, z którego bardzo ciężko się zerwać czytelnikowi. Nawet jeśli fabuła zaliczy jakieś wpadki, to ja po prostu będę wiernym kibicem Vuko i Ardżuka, a również, nie ukrywam, kilku postaci drugoplanowych.
Fan fantastyki i świetnie skonstruowanej powieści nie może przejść koło tej serii obojętnie.

Moja ocena 8:10

Kiedy głupi spotyka mądrego, zawsze ma z tego jakiś pożytek. Ludzie mogą pomyśleć, że może ma trochę rozumu, skoro z mądrym siedzi.