pan lodowego ogrodu
pan lodowego ogrodu
„Pan Lodowego Ogrodu” (t. 2 i 3)

TOM 2

Czar ustępuje i Vuko znowu jest wolny. Nie ma pojęcia jak do tego doszło, prawdopodobnie będzie miał dożywotnią awersję do drzew, ale może kontynuować misję. Tylko jak przejść przez skuty zimą i zajęty przez wrogów kraj, kiedy straciło się dosłownie wszystko, łącznie z ubraniem? Cyfral zniknął, dodatkowe zmysły nie istnieją, a przed nim rozciąga się kraina Węży.

Tendżaruk przemierza kolejne kilometry w towarzystwie wiernego sługi Brusa. Tyle, że teraz rolę muszą się zamienić. To Brus jedzie na wozie, podczas, gdy następca Tygrysiego Tronu idzie przy nim ze spuszczoną głową. Zrobią wszystko co trzeba, żeby wymknąć się kontroli Czerwonej Wieży.

Tom drugi powszechnie uważany jest za gorszy od pierwszego. Rozumiem z czego to wynika i już wyjaśniam dlaczego się z tym nie zgadzam.

Może nie da się nie zwariować. Ale dlaczego nie mogę mieć jakichś ludzkich majaków? Ale piczku materinu, perkele saatami vittu, zaszto Disney?

Pierwsza część miała zelektryzować. Zaciekawić i sprawić, że sięgniemy po drugą. No, a w tej drugiej przyszedł czas na przyhamowanie kina akcji i włączenie czegoś, za co albo pokochamy Grzędowicza i pójdziemy za nim do części trzeciej i czwartej, albo po prostu odpuścimy.

Oto nowa wiedza: do ognia należy dokładać, a nie rozpaczać, że zgaśnie.

Pozornie jest spokojniej. Bardziej opisowo, jakby rozważniej. Ale tylko pozornie. Bez względu na to który wątek wybierzemy, jeśli pozwolimy sobie na wczytanie się w te wersy, na uwolnienie wyobraźni i zobrazowanie sobie zdarzeń i emocji, to daję wam słowo, że będą chwile, kiedy odłożycie książkę, żeby ochłonąć. Niejednokrotnie.
No i przede wszystkim – co za rozmach! Po poznaniu różnych grafomanii (Achaja) mogę bić brawo. Autor jest czyniącym własnej powieści. Widzi Midgaard od samego jego jądra i tworzy na nim każde ziarnko piasku, każdy kamień, drzewo, dom i postać. Każdy szczyt, sopel lodu i liść na drzewie. Świat z jego wyobraźni staje się czymś niepokojąco realnym. Ulepił dwóch bohaterów pochodzących z dwóch totalnie odmiennych kultur, różnie myślących, różnie mówiących. Odmiennych pod każdym możliwym względem. Pociągnął te oba wątki mistrzowsko i w tak charakterystyczny dla każdego z osobna sposób, że jeśli otworzycie książkę na dowolnej stronie, po przeczytaniu jednej linijki odgadniecie do której z postaci należy. Nawet miejsca, w których niby nic się nie dzieje, a bohaterowie zajmują się kontemplacją otoczenia nie można narzekać na nudę.

TOM 3

Vuko przemierza nieprzyjazne wody na lodowym drakkarze, wysłanym po niego przez czyniącego z Lodowego Ogrodu. Wraz z załogą – grupą wiernych i walecznych Ludzi Ognia – nie wiedzą, co czeka ich po przybiciu do tajemniczej wyspy. Nad tym miejsce krążą przeróżne, mrożące krew w żyłach historie.  Nie mają jednak wyjścia. Jeśli chcą uratować Wybrzeże Żagli przed śmiercionośnym Aakenem muszą znaleźć w swoim gospodarzu sprzymierzeńca, lub jakimś sposobem posiąść jego moc.

Filar, następca tronu i tohimon klanu Żurawia, trwa w niewoli. Co więcej jego panią staje się obrzydliwa i okrutna Smildrun, która nie stroni od znęcania się na tle seksualnym, a każde nieposłuszeństwo karze publicznymi torturami. I choć chłopak przez chwilę traci wiarę, wierny przyjaciel nie pozwala mu upaść na duchu. Chłopak zaczyna obmyślać bardzo misterny plan ucieczki i ponownego ruszenia szlakiem przeznaczenia.

I ja – Filar, syn Oszczepnika. Terkej Tendżaruk – Władca Tygrysiego Tronu, Płomienisty Sztandar, Pan Świata i Pierwszy Jeździec. Cesarz. Niewolnik.
Towar.

Ten tom naprzemiennie mnie przelewał satysfakcją i frustrował. Po raz pierwszy rozdzieliłam dwa wątki na ten ciekawszy i ten nużący. Podczas, kiedy Vuko rozwijał swoje moce i stawiał czoła coraz to trudniejszym przeciwnikom, w ostatniej chwili unikał śmierci i tylko cudem ratował współtowarzyszy, Filar tkwił w niewoli. Mimo że nie mogę powiedzieć, żeby ta niewola była nudna, to jednak, kiedy ktoś tak silny z niewoli trafia do niewoli, po czym wpada w niewolę, to w końcu zaczynamy się niecierpliwić. Były to niezwykle ważne fabularnie „przystanki” na jego drodze, ale osobiście zaczęłabym je ubierać w inną otoczkę niż niemal niemożliwe do pokonania zniewolenia.

Warto jednak było przez to przebrnąć. Dla finału, jak to często bywa. Bo finał był taki, że Filar, ten silny jak tur i ogromnie mądry, ale w gruncie rzeczy dzieciak się popłakał z ulgi, a ja miałam ochotę się popłakać razem z nim. Dlatego, że czułam każdy przebyty przez niego kilometr, każdą zadaną ranę i wszystkie straty, jakie poniósł. Miałam wrażenie, że jestem tak samo jak on zagubiona i potwornie zmęczona.

W końcu pojawia się pan Lodowego Ogrodu, w końcu dwa wątki łączą się w jeden, w końcu Droga Przeznaczenia i wszystkie tajemnicze znaki zaczynają się klarować. Teraz kumuluje się niemożliwa energia, która eksploduje w wielkim finale, a ja nie mogę się go wprost doczekać.

Tu nie ma śledzi, więc marynuję jakieś inne ryby. Właściwie pseudoryby. Śledzie nie powinny mieć kończyn. Nawet szczątkowych.

Porównując napięcie do tomu poprzedniego tutaj odnajdujemy równowagę. Pomiędzy szaloną akcją i spokojnym opowiadaniem, magią i realizmem. Niebywale podoba mi sie poczucie humoru autora. Często kwaśne, a nawet ironiczne, ale bardzo naturalne, wpasowane w sytuacje i z nich wynikające.
To przedziwna seria, inaczej nie potrafiłabym jej określić. Dzieją się naukowo wyjaśniane czary, a „obcy” są podobni do ludzi, choć zupełnie odmienni. Absolutnie fascynujące!

Moja ocena: 9/10