„Pocałunek pod jemiołą” (t.5)

To prawda, że Boże Narodzenie budzi w ludziach człowieka. Pewny siebie i bezwzględny Rafe Bowman jest, wbrew opinii wiecznie niezadowolonego ojca, jego następcą doskonałym. Żyłka do biznesu już pozwoliła mu na dorobienie się fortuny, a umiłowanie do pięknych kobiet przysporzyło sporo „przyjaciółek”. W Stanach zdobywa wszystko, po co wyciągnie rękę. Przystojny, barczysty, inteligentny, błyskotliwy i bogaty może mieć taką żonę jaką tylko sobie zamarzy. Musi jednak iść w ślady siostry i wżenić się w brytyjską szlachtę. Jeśli tego nie zostanie wydziedziczony przez władczego ojca.
Jedzie do Londynu, żeby poznać swoją wybrankę Natalie, jednak w trakcie, można by rzec, dopełniania formalności następuje kilka komplikacji. Po pierwsze to, co podoba się w Stanach w Londynie budzi oburzenie. Szokujące maniery i reputacja hulaki sprawiają, że Rafe nie do końca jest mile widzianym gościem i kandydatem na męża. Będzie musiał przekonać ojca Natalie, lorda Blandforda, że jest godnym kawalerem. Kolejną komplikacją jest dama do towarzystwa młodej szlachcianki. I ta przeszkoda okaże się najtrudniejsza do pokonania. Skromna i przenikliwa Hannah zawładnie bowiem nie tylko umysłem, ale i sercem młodego Bowmana.

Co prawda książka ta jest oznaczona jako kolejny to i jednocześnie zakończenie cyklu Wallflowers, ale ja traktuję ją jako dodatek. Bonus świąteczny. Seria opowiadała o paprotkach i ich polowaniu na męża i zakończyła się wraz z tomem czwartym, kiedy to Daisy ku zdziwieniu wszystkich nie sprzeciwiła się woli ojca. Ni mniej dla fana, takiego jak ja, zanurzenie się raz jeszcze w tą sagę jest prawdziwą rozkoszą.

Zanurzenie się w sagę po raz ostatni to mało powiedziane. Autorka bowiem zabiera nas do przewspaniałej posiadłości hrabiego Westcliffa Stony Cross Park, a więc najlepsze, co stworzyła w tym cyklu. Uwielbiam to luksusowe, ale ciepłe i malownicze miejsce. Jest dla mnie najdoskonalszym tłem romansu historycznego. I to tam właśnie Rafe Bowman przeżywa zajadłą walkę serca z rozumem. Wybrać inwestycję w postaci Natalie, która zwiększy jego majątek wielokrotnie, czy też dać ukojenie sercu i pragnieniom cielesnym, oddając swoją przyszłość zaradnej, choć biednej kuzynce dziewczyny – Hannah. Natalie jest śliczna, mądra i zabawna, ale to przy Hannah jego ciało dostaje gorączki, a serce biegnie w szalonym rytmie. Chcecie wiedzieć dlaczego patrząc od drugiej strony obie panny oszalały na jego punkcie? Zobaczcie jak naszego niepokornego bohatera opisuje autorka…

„Był przesadnie, wręcz bezkompromisowo męski”
„Poza tym miał silną i energiczną posturę, […]”
„nicpoń”
„Był potężny i oszałamiający”

Sami więc rozumiecie dlaczego sprawa się pokomplikowała, bo na jego punkcie oszalały obie panny.
Chyba udaje mi się przewidzieć Wasz tok myślenia i zgadzam się! To strasznie przewidywalny romans! Każda z książek Wallflowers taka jest, nie przeszkadza mi to jednak po prostu je uwielbiać.

Wymieniając zalety książki należy podkreślić piękny język, jaki był użyty we wszystkich książkach. Bardzo staranny, odpowiadający epoce, ale dla wygody czytania lekko uwspółcześniony. Jestem bardzo ciekawa powieści autorki, które toczą się w teraźniejszości. Czy tam opisy są równie epickie.
Po raz kolejny daje o sobie znać staranny rekonesans autorki w kwestii zwyczajów i tych najmniejszych drobiażdżków, które przenoszą nas do epoki. To niesamowicie magiczny zabieg.
Nie brakuje pikanterii, ponieważ Rafe nie potrafi się po prostu powstrzymać w obecności cudnej Hannah. Jest to jednak pikanteria odpowiednio posłodzona, przez co łagodna. I ładna.

Chodzi o prawdziwą miłość, taką, która sprawia, że człowiek czuje jednocześnie dzikość, radość i rozpacz.

Fabuła książki rozgrywa się w okresie Bożego Narodzenia i można śmiało zaliczyć ją do tych, które budują świąteczny klimat. Lillian postanawia przełamać angielską tradycję amerykańską choinką. Ubierają ją wszystkie paprotki i ich mężowie. W posiadłości panuje iście rodzinna atmosfera. Hannah czyta dzieciakom „Opowieść wigilijną”, która jest najnowszym bestsellerem, śpiewane są kolędy, a dookoła panuje atmosfera miłości i pojednania.

Jest to również absolutnie doskonałe zakończenie serii. Obok głównych bohaterów bezustannie pojawiają się postaci, które królowały w częściach poprzednich. Nadal trzymają się razem i są zupełnie nieprzewidywalne, ale każda z nich odnalazła już swoje miejsce w życiu. U boku uwielbiających je mężów zabawiają swoje pociechy, bądź ich oczekują, co chwilę wywołując komiczne sytuacje. Uwielbiam na pożegnanie zajrzeć raz jeszcze do bohaterów jak do dobrych znajomych. Sprawdzić co słychać.

Polecam serdecznie tę książkę. To ciepła, niesamowicie zabawna i pełna nieprzewidywalnych wydarzeń opowieść o tym, jak czasami trzeba otworzyć serce na coś, czego się nie spodziewaliśmy. Jeśli czytaliście kiedyś Lisę Kleypas mogę Was spokojnie zapewnić, że nie zawodzi. Jeśli nie czytaliście, wiedzcie, że trzyma bardzo wysoki poziom, choć jej książki są przecież niczym więcej, jak niezobowiązującymi, całkiem śmiesznymi romansidłami. Bardzo polubiłam bohaterki i bohaterów tego cyklu i cieszę się, że jakaś niewidzialna siła kazała mi (półtora roku temu!) sięgnąć po tom pierwszy.

Moja ocena: 8/10

Gdybym tylko mógł odwiedzić Cię jak cudzoziemiec nowy kraj, nauczyć się Twojego języka, przekroczyć wszystkie granice w każdym intymnym, sekretnym miejscu, zostałbym na zawsze. Zostałbym obywatelem Ciebie.