postscriptum
postscriptum
„Postscriptum” (tom 2)

„Postscriptum” jest drugim tomem cyklu „Pamiętaj o mnie„.

Małgorzata decyduje się odejść od apodyktycznego męża. Postanawia zamieszkać w mieszkaniu po babci z ciężarna siostrą. Sytuacja nie jest łatwa, ponieważ najmłodsza córka nie chce jej znać, obwiniając o rozpad rodziny.
Po długiej korespondencji z tajemniczym Jonaszem Gradem, postanawia sprawdzić swoje przypuszczenia. Czy jest jej młodzieńczą miłością, której nie wyrzuciła z serca do tej pory?

Drugi tom rysuje przed bohaterką jeszcze bardziej strome wzniesienie. Mówi się, że najtrudniejszy pierwszy krok, ale kiedy już się go zrobi czasami trwanie w postanowieniu przynosi jeszcze więcej trosk i znojów. Rafał jest wściekły z powodu odejścia żony i  i nie zamierza tak łatwo dać jej rozwodu. Co więcej przekabaca na swoją stronę prawie całą rodzinę. Rodzice i teściowie stają murem za ambitnym lekarzem, cudownym mężem i ojcem. Kompletnie nie pojmują stanowiska Gosi, która ma już dosyć udawania. Nie chce znosić zdrad i poniżeń. Nie chce żyć w związku bez miłości.

Małgorzata wzbudziła we mnie silne emocje. Z jednej strony drażniła mnie niemiłosiernie tendencją do sypania głowy popiołem. Pozwalała się przekonywać, że być może to naprawdę ona jest winna wielu sytuacjom. Sama w sobie rozbudzała poczucie winy, czasami blokując świadomość, że przez lata była jednym z mebli we własnym domu. Ale kiedy patrzałam na to głębiej nabierałam do niej szacunku. Została wychowana przez apodyktyczną matkę i przekazana w ręce takiego samego męża. Latami uczono ją, że jest numerem dwa. Ładnie ubranym urządzeniem do sprzątania, gotowania i wychowywania dzieci. Uświadomiłam sobie jak wiele siły i odwagi kosztowała ją nagła niezależność.

Równolegle z niezwykle pobudzającym emocje rozwodem trwają równie ciekawe wątki poboczne. Książka posiada bowiem baaardzo ciekawych bohaterów drugoplanowych. Przede wszystkim jest to ciężarna Michalina zaplątana w taki galimatias, że ciężko zobaczyć dobre wyjście z jej sytuacji. Jednocześnie jej ciąża, która okazuje się zagrożona wywołuje szybsze bicie serca. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim w literaturze i przyznaję, że, jako matce, łzy leciały mi ciurkiem.
Fantastycznym tematem są starsze dzieci Małgorzaty, które budują swoje dorosłe życie, zawsze znajdując przytulny kąt u matki. To było urocze, ciepłe i wzruszające.

Przez długi czas wątek Rafała  i jego sprzymierzeńców wydawał mi się czystym absurdem. Mężczyzna podle kłamał, patrząc żonie prosto w oczy, po czym, kiedy znikali świadkowie, śmiał jej się w twarz i kpił z bezsilności. Niewiarygodnie podnosił mi ciśnienie. Uznawałam go za przekolorowanego. Ale podobnie jak Małgorzata i on „dojrzał” w mojej głowie. Na świecie nie brakuje perfidnych ludzi, którzy za wszelką cenę przeforsują swoje stanowisko. Nawet za cenę honoru.

Autorka cudownie ujęła ludzką naturę. Dokładnie taką, jaka jest naprawdę. Posiadającą wiele oblicz i potrafiącą się dostosować do najcięższych warunków. Pokazała również, że kłamstwo ma krótkie nogi, a karma zawsze wraca. Przyznaję, że jedyny wątek jaki mnie po prostu nudził to relacja Jonasz/Małgorzata. Tutaj naprawdę było zbyt wiele przerysowania, zupełnie zbędnej dramy i odpychającej słodyczy. Ale kończąc swoją dylogię Anna Karpińska pozostawiła mnie z uczuciem sytości i zadowolenia.

Podsumowując:

„Postscriptum” to bardzo poruszająca powieść, w której niespodziewanie można odnaleźć element siebie lub swojego życia. Jest tak bardzo rozbudowana wątkowo i tak pięknie zmiksowana, że czyta się sama. Właściwie na każdym kroku zaskakuje, ekscytuje i denerwuje. Więc jak sami widzicie nie brakuje jej aspektu emocjonalnego. No i należy podkreślić, że wzbudza niezły apetyt na specjały przygotowywane w trakcie trwania fabuły.
Serdecznie polecam.

Moja ocena: 7/10

„Chcesz pomóc, to podaj rękę, a nie szukaj kogoś, kto cię zastąpi”.