„Poza czasem szukaj”
H

elena Miła, przez przyjaciół zwana Leną, porzuca monotonię rodzinnego miasteczka i w imię wyższych ambicji wyjeżdża do stolicy. Wielkie miasto przytłacza ją swoim dynamizmem, ale dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę i postanawia się odnaleźć w tak odmiennej rzeczywistości. Ze zdobytą wiedzą szybko udaje jej się złapać dobrą posadę, a nowa koleżanka pomaga jej w znalezieniu kwaterunku. Już na samym początku wielkomiejskiego życia podczas towarzyskiego spotkania ze współpracownikami poznaje Juliusza. Zabójczo przystojnego mężczyznę, który wzburza jej krew i wprowadza totalny zamęt.

Niewiele jest książek, które ledwo doczytuję do końca, ale ta zasłużyła sobie na miano wyjątkowej. Odkładałam ją trzy razy i choć ostatecznie dobrnęłam do końca poczucie zmarnowanego czasu piekło jeszcze długo po skończeniu.

Początek zapowiadał się nawet interesująco. Helena czując frustrację ze swojego życia postanawia je zmienić. Zrywa dobry i bezpieczny związek, opuszcza rodziców i przyjaciół, rzuca wyzwanie życiu. Podobało mi się to! Nawet bardzo. Niestety od momentu rozpoczęcia wątku romansu wszystko dokumentnie siadło. A ponieważ książka jest erotykiem romans odgrywał sporą jej część…

Najgorszym wrogiem tego typu książek jest tępo, a w przypadku „Poza czasem…” pęd zapiera dech. Jeśli książka rozwija się umiarkowanie szybko mamy czas poczuć coś do bohaterów. Tymczasem Helena poznaje Juliusza o ile się nie mylę kilka chwil po ulokowaniu się w Warszawie. Nim zdążą się sobie porządnie przedstawić on opowiada jej o tym jak bardzo go podnieciła i co by z nią zrobił, a zatem klimat zjeżdża do zera. Obcy facet z manią prześladowczą zaczyna wypytywać o nią w miejscu nowej pracy, aż ostatecznie kilkadziesiąt godzin po poznaniu wyznaje, że ją kocha. Ja bym się bała, jej to niestety dobrze robi, bo też się zakochuje!
Na tym udowadnianie zbyt szybkiego tępa zakończę, bo w dwóch kolejnych zdaniach opowiedziałabym Wam całą książkę.

Kolejnym negatywnym czynnikiem jest melodramat ze strony mężczyzny. Juliusz zwracał się do Heleny w sposób w jaki facet raczej wstydziłby się mówić. Z taką teatralną atencją i mdławą słodyczą, że zdążyłam go obdarzyć naprawdę szczerą niechęcią. Helena niestety również nie popisała się niczym szczególnym. W ogólnym odbiorze wyszła na lekko niezrównoważoną emocjonalnie, małomiasteczkową (nie znoszę tego słowa), zupełnie nie znającą życia i ludzi dziewczynkę, która panicznie chce zaznać jakiś emocji związanych z „big city life”.

Aspekt, który poruszę jako następny jest moim absolutnie indywidualnym odczuciem. Różnica wieku między bohaterami była nie do przyjęcia. Wiem, że miłość nie zna barier i każdy ma do niej prawo i tak dalej, ale to co zastałam w powieści wzbudziło mój niesmak i zdegustowanie. Fuj! i tyle.

Taką właściwie błahą sprawą, kwestia zwykłego czepialstwa, to pieszczotliwe zdrobnienia i pseudonimy. Juliusz jako „Jul” i Helena jako „Lisiczka Miła” niezmiennie toczyły pianę z moich ust. Były chwile, kiedy walczyłam z mdłościami.

Nie rozumiem też zamysłu w przedstawianiu tych samych scen, tych samych dialogów z perspektywy najpierw jednego bohatera, a później drugiego.Lubię zabiegi mające na celu obnażenie myśli obu stron, ale nie jeśli dotyczą dublowania tej samej akcji. 1/3 książki można przekartkować nie tracąc niczego z fabuły.

I po co to wszystko? Po co ładować taką nijaką papkę skoro wszystko poza tym było super? Postacie drugoplanowe urzekły mnie w stopniu najwyższym. Bez względu czy były to przypadkowo spotkane osoby, które tylko chwilowo się przewijały, czy te ważniejsze. Były po prostu cudowne! Wzbudzały natychmiastową sympatię swoją nieprawdopodobną realnością, żywotnością i jakąś taką iskrą, z którą zostały stworzone. Wątek drugoplanowy – (TARGI KSIĄŻKI) no po prostu bajka! Czułam się jak w niebie, choć nie wiedzieć czemu główną gwiazdą dla Heleny był pan Orłoś… Sam styl pisarski lekki, przyjemny, urzekający. Generalnie rzecz ujmując gdyby wyciąć wątek główny i jego bohaterów książka byłaby świetna.

Przy literaturze erotycznej należy poruszyć chwile zbliżeń. Jak już pisałam ze względu na rozbieżność wiekową bohaterów było (jak dla mnie) niesmaczne! Pomijając, że JUL potraktował Helenę bez grama szacunku, a jej to odpowiadało rozbawiła mnie do łez jedna ze scen, które pozwolę sobie zaspoilerować. To moment, w którym nasza gorąca para mało nie kopuluje na krześle w wytwornej restauracji i nikt na to nie zwraca uwagi, bo podobno miejsce ustronne. Kompletnie niewiarygodne i mnie jako czytelnika przyprawiające w pełne rozbawienia zażenowanie.

Przykro mi, ale jestem zupełnie na nie i nie polecę Wam tej pozycji. W pewnej chwili podzieliłam się z mężem takim niezbyt przyjemnym spostrzeżeniem: dobrze, że się chociaż szybko czytała.

Moja ocena: 2/10